piątek, 30 listopada 2012

kilka słów o Katalonii


Katalonia. Wspólnota autonomiczna Hiszpanii. Ja bym powiedziała region Hiszpanii, ale Katalończycy by się oburzyli. Oburzyliby się, gdyby ktoś z Was spędzał wakacje na COSTA BRAVA i powiedział, że spędza je w Hiszpanii. Nie, nie, nie. Costa Brava to Katalonia, tak jak Barcelona. Ciężko obiektywnie pisać o Katalonii mieszkając w Hiszpanii. Jak wiadomo prasa, telewizja nie jest bezstronna. Jako turystka byłam w Katalonii zawsze dobrze traktowana, ale gdy już ktoś dowiedział się, że mieszkam w Madrycie, zmieniał wyraz twarzy. A może tylko mi się zdawało?

Czytałam w polskiej prasie, że Katalonia chce się oderwać od Hiszpanii, bo czuje się pokrzywdzona. Dają krajowi dużo pieniędzy, a sami nic nie dostają. Tę śpiewkę mam tu na co dzień, bo o Katalonii mówi się dużo, powiedziałabym: za dużo.  Tę śpiewkę oraz całą masę zażaleń i wiecznych pretensji do Hiszpanów.  Mówi się o inwazji Hiszpanii na Katalonię, o zniewoleniu, złym traktowaniu, etc. Te komunały powtarza dużo młodych ludzi, młodszych ode mnie, którzy powtarzają po kimś slogany i hasła, których sami za dobrze nie rozumieją. A najdziwniejsze jest to, że najgłośniej krzyczą katalońscy imigranci. Dzieci i wnuki ludzi, którzy kiedyś przyjechali tu z Extremadury i Andaluzji. Z tożsamością katalońską mają tyle wspólnego, co i ja… chociaż, ja mam chyba więcej, cała Hiszpania nazywa Katalończyków – Polakami. Polakami- bo są inni niż reszta Hiszpanów. Oglądając przedstawicieli tej wspólnoty w Parlamencie Hiszpańskim, nieraz dobrze się bawię. Wszelakie żale i pretensje do Hiszpanów oraz hasła narodowościowo- niepodległościowe Katalończycy wygłaszają po katalońsku, natomiast prośby o pieniędze z Madrytu- po hiszpańsku, wtedy przypomina im się kastylisjki. Dla mnie jest to śmiechu warte, podejrzewam, że prasa zagraniczna o tym nie pisze i całe szczęście, bo nie ma się czym chwalić.

Wielu ma dość wysłuchiwania tych wiecznych narzekań i biadolenia. Chcą się uniezależnić i tworzyć własne państwo- niech tworzą. Na razie na gadaniu się kończy. Wszelkie próby „wyzwolenia” się spod „jarzma” hiszpańskiego kończyły się dla nich krwawo.  Generał Franco w ogóle z nimi nie dyskutował, mało tego wydał dekret znoszący autonomię Katalonii. Zabroniono publicznego używania języka katalońskiego i symboli narodowych. Demonstracje Katalończyków w obronie praw kulturalnych i politycznych były rozpędzane z użyciem policji i wojska.

Hiszpanie mówią, że gdyby znów zbytnio wychylali się ze swoimi dążeniami wyzwoleńczymi, scenariusz się powtórzy i na teren Katalonii wkroczy wojsko hiszpańskie.

Z ekonomicznego punktu widzenia oderwanie się Katalonii , nie wyszło by im na dobre. Tworzenie nowego państwa kosztuje, a czasy są bardzo kryzysowe. Co z handlem? Wspólnota głównie handluje z resztą Hiszpanii, zaczęłaby się zabawa w cła, export- import. Nie opłacało by im się to finansowo. A co z Unią Europejską? Automatycznie by do niej weszli? Co z wspólną monetą?
Katalończycy słyną ze swojego sknerstwa lub jak ktoś woli- oszczędności. Tutaj nie dostaniesz do piwka przekąski. Kelnerzy nie mają co liczyć na wielkie napiwki. Jednakże dobrze się z nim współpracuje, są słowni, płacą swoje rachunki, są punktualni.

Nie wiem, co o nich myśleć, są upierdliwi i męczący, z drugiej strony – pojedziesz do Katalonii i widzisz całkiem normalnych, sympatycznych ludzi, otwartych i uśmiechniętych.( Tacy właśnie są Hiszpanie. )




Costa Brava 

czwartek, 29 listopada 2012

Anioł Stróż z Madrytu


Mogłabym pisać bloga codziennie, ale ostatnio musiałabym pisać o wielu smutnych rzeczach i szczerze mówiąc bardzo mnie to przygnębia. Wreszcie jakaś dobra wiadomość! Pośród strajków, zwolnień, śmierci i eksmisji. Jest wyjątek! I dlatego piszę.

Efraín Motos i jego rodzina zostali uratowani! Udało im się uniknąć eksmisji z domu, w którym mieszkali 30 lat. (Jak można się domyśleć – schemat- strata pracy, niemożliwość znalezienia innej, niezapłacone faktury, długi, eksmisja… ) Anonimowy dawca z Madrytu spłacił wszystkie długi rodziny, niemało, bo 8500 euro. Teraz rodzina Efraina płaci nieco ponad 100 euro miesięcznie za mieszkanie, tzw. datek społeczny. Mężczyzna przegląda swoje zapłacone faktury i oddycha z ulgą, nie musi opuszczać swojego lokum.

-Spłata tego długo, to jak wygrana na loterii- mówi Efraín. Teraz dobrze by było znaleźć pracę…

Wcześniej, ocaleni od eksmisji, żyli z porządnej pensji - 2000 euro miesięcznie, teraz egzystują dzięki 442 euro, które dostaje córka mężczyzny. Córka cierpi na zespół Wolfa.
Rodzina świętuje, a anonimowego darczyńcę nazywają Aniołem Stróżem. 


wtorek, 20 listopada 2012

Garlochi - najdziwniejszy hiszpański bar


Sewilla, piękna andaluzyjskie miasto. Zostawmy miasto w spokoju, jeśli ktoś tu będzie, zapraszam koniecznie do baru Garlochi. Garlochi to po cygańsku  serce. Co sprawiło, że miejsce to tak bardzo zapadło mi w pamięć? 

Wchodzisz do baru, a tam rzeźby Jezusa Chrystusa, portrety Matki Boskiej i Wszystkich Świętych. Muzyka kościelna, a konkretnie taka, jaką słychać w Hiszpanii podczas Wielkiego Tygodnia. Zapach kadzideł i dżin z tonikiem. Najdziwniejsze miejsce w jakim byłam, zachęcam, polecam.













poniedziałek, 19 listopada 2012

bacalao a la riojana – dorsz a la Rioja


Pamiętam jak tego dorsza pierwszy raz jadłam właśnie w regionie La Rioja. Bardzo mi zasmakował, szczególnie przypadł mi do gusty, gęsty, wyrazisty sos.

 bacalao a la riojana – dorsz a la Rioja

Składniki ( na dwie osoby)

- 2 świeże filety z dorsza
- 1papryka czerwona świeża
-papryki  czerwone pieczone
-1 duża cebula
-3 duże pomidory
-pół szklanki czerwonego wina
- 3 ząbki czosnku

Na patelnię wlać odrobinę oliwy, jak już się rozgrzeje, chwilę ( ok. 3 minut) smażyć na niej dorsza, tak, żeby ryba puściła sok. ( Nie zdejmować z ryby skóry, jeśli kupiona była  ze skórą – rzecz jasna).Zdjąć rybę z oliwy, położyć na talerzu. Na tej samej oliwie -podsmażyć czosnek, cebulę, dodać paprykę świeżą, dolać wina, poczekać aż trochę wyparuje, dołożyć pokrojone w kostkę pomidory. Smażyć, a właściwie to już dusić. Na końcu dodać pieczoną paprykę. Papryka ta jest do kupienia w Hiszpanii w puszkach lub słoikach, jest w specjalnej zalewie.  Można zamiast niej dodać upieczoną w piecu paprykę, obraną ze skóry. ( Paprykę piecze się pół godziny w temp. 180 C). Wszystkie składniki zmiksować w blenderze aż powstanie gęsty sos. Doprawić solą, pieprzem.  Sos przelać na patelnię i włożyć do niego dorsza. Dusić jeszcze przez chwilę ( ok. 5min). Pilnować, żeby dorsz się nie rozleciał. Ryba rozpływa się w ustach i do tego jest to danie bardzo zdrowe!  Smacznego! 




czwartek, 15 listopada 2012

tragedia eksmitowanych


W Hiszpanii szacuje się, że co 7 minut, ktoś jest eksmitowany. Ludzie tracą mieszkania na potęgę. Winny jest kryzysy, bezrobocie i idiotyczne prawo, prawo, które nazwałabym bezprawiem.

Kupujesz mieszkanie, bierzesz kredyt. Przeciętna rata kredytu normalnego mieszkania, takiego, do którego państwo nie dokłada, wynosi ok. 700- 800 euro miesięcznie. Kredyt spłaca się właściwie do emerytury- 25-40 lat. Dodam jeszcze, że obecnie przeciętna pensja wynosi 1000 -1400 euro miesięcznie, ale coraz częściej nie przekracza nawet 1000 euro netto. Dopóki jest praca, nie ma problemu, problem pojawia się, gdy ktoś traci pracę i przestaje mieć z czego spłacać kredyt. Dodam, że gdy ktoś straci pracę, to prędko nie znajdzie nowej. Miesiąc nie płacisz – OK, dwa miesiące -też nic się nie dzieje, ale nie płacisz 3 kolejne miesiące i mieszkaniem interesuje się bank. Interesuje się, a właściwie mieszkanie wystawiane jest już na licytację i koniec, jesteś na bruku. Sprawa trafia do sądu i zostajesz na ulicy, do tego z długiem, bo Hiszpania jest chyba jedynym krajem w Europie, o ile nie na świecie, w którym po stracie mieszkania, musisz nadal spłacać kredyt. Nie wiem dokładnie jak długo i jakie kwoty, ale z rok – co najmniej. Chore? Chore. Mnie się to nie mieści w głowie.

W tym roku nasilił się kryzys, w związku z czym pogłębił się problem. Ludzi, którzy zostają na bruku jest coraz więcej. W tym roku aż 4 osoby popełniły samobójstwo z tego powodu. Ostatni przypadek – 53 –letniej kobiety, która rzuciła się ze swojego mieszkania, gdy wkroczył do niego komornik, żeby je zająć, otworzyło trochę oczy politykom. Samobójstwo miało miejsce w zeszłym tygodniu 9 listopada i można powiedzieć, że śmierć zdesperowanej kobiety nie poszła na marne, ponieważ… rząd w trybie natychmiastowym zwołał posiedzenie i dziś zmieniono prawo. Nie wdaję się w szczegóły, bo prawnikiem nie jestem, ale efektem obrad i ustaleń polityków jest to, iż eksmisje wielu osób zostaną odroczone na okres dwóch lat, do takich przypadków należą :

a) gospodarstwa, w których dochód – w sumie, nie przekracza 1597 euro na miesiąc i do tego spełniają kilka warunków:
- rodziny wielodzietne ( w Hiszpanii są to rodziny mające 3 i więcej dzieci)
- rodzina składająca się z jednej osoby dorosłej i co najmniej dwójki dzieci
-rodzina z dzieckiem poniżej 3 roku życia
-rodziny z osobą niepełnosprawną
-rodziny, w której członkowie są bezrobotni i bez prawa do zasiłku
-ofiary przemocy rodzinnej

Czy trzeba było czekać na kolejną śmierć, żeby wreszcie trochę zmienić okrutne i niesprawiedliwe prawo? To, co dziś ustalił rząd to jedynie kropla w oceanie, ale od czegoś trzeba zacząć.
Każda eksmisja, to kolejna tragedia dla ludzi, a tych tragedii ostatnio za dużo jak na jeden kraj…




wtorek, 13 listopada 2012

wtorek 13-tego, pechowy dzień w Hiszpanii?




Dziś  wtorek 13, dzień uważany w Hiszpanii za pechowy. Nie tylko zresztą w Hiszpanii, ale także w Grecji i krajach Ameryki Południowej. W języku hiszpańskim istnieje nawet przysłowie: En martes, ni te cases ni te embarques. (W wolnym tłumaczeniu:  we wtorek nie bierz ślubu ani nie podróżuj.) Wiele osób w ten dzień faktycznie nie podróżuje. Strach przed liczbą13 nazywa się triskaidekafobią. Jak można się domyślać jest irracjonalny i nieuzasadniony naukowo. Wiele osób uważa 13 za szczęśliwą, dlatego ponoć w tym dniu, w kasynach,  liczba ta cieszy się dużym powodzeniem.

Pechowy wtorek 13 jest tak samo pechowy jak w wielu krajach piątek 13, a we Włoszech za taki dzień uważa się piątek 17.

Z drugiej strony liczba 13 od starożytności była brana za zły omen. W ostatniej wieczerzy uczestniczyło 12 apostołów i Jezus. W Kabale numerem 13 oznacza się złe duchy, tak samo jak w legendach nordyckich. W Apokalipsie w 13 rozdziale mowa o bestii i Antychryście. W Tarocie liczba ta odnosi się do  śmierci, cierpienia i życia pozaziemskiego. W numerologii liczba 12 jest liczbą kompletności, ma to odzwierciedlenie w 12 miesiącach, 12 godzinach. Jest 12 znaków zodiaku, 12 bogów Olimpu, 12 pokoleń Izraela, 12 następców Mahometa etc. Zatem 13 jest pewnym zakłóceniem, nieregularnością…

Śmierć króla Jaime de Aragón i cierpienia jego żołnierzy, które zdarzyły się we wtorek, spowodowały, że właśnie ten dzień zaczęto uznawać za fatalny i złowieszczy. We wtorek upadł Konstantynopol. Dodatkowo legenda głosi, iż we wtorek 13 doszło do pomieszania języków na Wieży Babel. Po hiszpańsku wtorek- to martes – nazwa dnia pochodzi od planety Mars, a zarazem boga wojny, krwi. W średniowieczu planetę tę nazywano „małym złem”.

W takim razie zapewne wielu zastanowi się dlaczego w innych krajach, to piątek 13 jest uznawany za pechowy. Znalazłam na ten temat jedną teorię:

Najczęściej powtarzana historia związana jest z Templariuszami i ich smutnym końcem za sprawą króla Francji Filipa IV. Władca w piątek trzynastego października 1307 roku miał wydać rozkaz aresztowania członków zakonu. Skazani za liczne przestępstwa mieli zostać spaleni na stosach. Wielki Mistrz Zakonu, Jacques de Molay, miał przed śmiercią przekląć króla i papieża. Obaj umarli rok później, a pamięć o piątku trzynastego na pewien czas skonała razem z nimi. *

A ja bym wytłumaczenia szukała raczej w etymologii słowa piątek, po angielsku Friday, po niemiecku Freitag, po szwedzku fredag. Nazwa tego dnia pochodzi od germańskiej boginii Frei. Bogini miłości, płodności, urody, ale także patronki wojny, związanej ze śmiercią, magią i proroctwem.

Dziwne zbiegi okoliczności? Dziwne dni. Na wszelki wypadek lepiej nie przechodzić pod drabiną i uciekać przed czarnym kotem. W kota i drabinę Hiszpanie także wierzą…


*http://www.students.pl/po-zajeciach/details/58750/Piatek-trzynastego-dlaczego-jest-pechowy

poniedziałek, 12 listopada 2012

małe cuda


Stał się cud. Esmeralda wstała z wózka i znów zaczęła chodzić. Od poręczy do poręczy. Od ściany do ściany, ale chodzi. Chodzi, bo wierzyła w to, że wstanie. Chodzi, bo nie ma zamiaru jeszcze umierać.

To dobry omen- pomyślałam sobie. Jeśli 99-letnia kobieta staje na nogi, to Hiszpania też podniesie się z kryzysu. Zastój i marazm nie mogą trwać wiecznie. Ciężko czasem w coś uwierzyć, zwłaszcza jak bombardują cię same negatywne wiadomości. Trudno czasem zrobić coś konstruktywnego, gdy rzeczywistość bardzo ci w tym przeszkadza i warunki nie sprzyjają, ale nigdy nie warto się poddawać. Esmeraldo, jesteś moją wielką idolką i bardzo Cię podziwiam.
Ten tydzień zaczynam pozytywnie. Mam nadzieję, że Wy też.


moja hiszpańska babcia - Esmeralda

niedziela, 11 listopada 2012

jeden świętuje, drugi maszeruje


Hiszpanie jak mają święto, to świętują. Piją wino, jedzą, tańczą, uprawiają seks. A jak mają problem lub chcą coś zamanifestować, to manifestują, choćby kilka razy w roku. Polacy jak maja święto,  w dodatku wesołe, bo w końcu, do cholery, odzyskali niepodległość, to robią zadymy, które niczemu nie służą.

Na emigracji nauczyłam się, że porównania i uogólniania są złe, ale szczerze mówiąc... Głupi jest ten polski naród. Nigdy się nie uważałam za wielką patriotkę, w dodatku wyjechałam z Polski na drugi koniec Europy i nie planuję wracać, ale gdy ktoś mnie pyta o moją ojczyznę, zawsze mówię o niej dobrze. O ludziach ciepłych i gościnnych, o chlebie najlepszym na świecie, o zieleni, o pięknych miastach. Dziś zaprosiliśmy znajomych i zrobiłam polski chleb i smakowe wódki. Wszyscy znają ogórki kiszone oraz pierogi. Każdego zachęcam do odwiedzenia Krakowa czy w ogóle Polski, staram się robić swojej ojczyźnie dobrą reklamę. Nie opowiadam, że zarabia się mało, tylko, że wszyscy mają pracę. Wychwalam urodę Polek, ich samodzielność i pracowitość. 

Kiedy mieszkałam w Polsce, nie śmieciłam, nie niszczyłam przystanków, uczyłam się, potem pracowałam, płaciłam podatki, kupowałam polskie produkty. Znam historię swojego kraju i gdyby ktoś zapytał mnie , z czym kojarzy mi się rok 1939, nie powiedziałabym, że z deszczową jesienią. Jestem wdzięczna Polsce ( i moim rodzicom), że dała mi możliwość darmowej edukacji, dostępu do służby zdrowia, bibliotek i świetnej literatury. Jestem wdzięczna Polsce, że nauczyła mnie gościnności, radzenia sobie w trudnych sytuacjach,  krytycznego spojrzenia na rzeczywistość.  Cieszę się, że mogłam uczyć się języków obcych i mieć wolność wyboru, chcę mieszkać gdzie indziej, wyjeżdżam, ale zawsze mogę tu wrócić i nikt nie zamyka mi drzwi.

Czy jestem gorszą patriotką niż banda narodowców maszerująca przez Warszawę? O co walczą ci ludzie w wolnym kraju? Ja wolę w święto świętować, nie maszerować i zakłócać spokój innym. Jedyną pozytywną konkluzją jest to, że Polska to wolny kraj, jeden świętuje, drugi maszeruje…


środa, 7 listopada 2012

Fuel Fandnago


FUEL FANDANGO to duet : Nita i Ale Acosta.
Nita jest piosenkarką z Kordoby, Ale Acosta producentem z Madrytu. Na ich płycie można znaleźć naprawdę wybuchową mieszankę: funka, rocka, muzyki elektronicznej i flamenco. Album był nagrywany zaledwie przez 15 dni – latem 2010r, między Madrytem, a Kordobą. Muzyka jest świeża, rześka,  dynamiczna, słychać gitarę hiszpańską i elektryczną. 

„Tworzymy organiczne, taneczne piosenki”- mówią o swoim duecie Fuel Fandnago. Nita śpiewa zarówno po angielsku jak po hiszpańsku. Zespół warto zobaczyć na scenie, na żywo, na jednym z koncertów. Nita jest wulkanem energii,  występy owocują pokazami elementów flamenco, niestereotypowego, spontanicznego.

Gdzie pojawia się F.F., pojawia się też energia, kolory, wachlarze i kwiaty. Wokalistka, która jest Andaluzyjką  w niemęczący sposób potrafi przekazać elementy własnej kultury. Nawet jak ktoś nie lubi falbaniastych tancerek z kastanietami, korridy w tle, cygańskich nut, to ten zespół z pewnością polubi. I jeszcze jedno, Nita śpiewa bardzo poprawną angielszczyzną, co u Hiszpanów- bardzo sobie chwalę…
Zachęcam do posłuchania i do pójścia na koncert.  



wtorek, 6 listopada 2012

Małżeństwa homoseksualne chronione przez Konstytucję


Jestem dziś dumna z Hiszpanów. Kiedyś pisałam o małżeństwach homoseksualnych, które w Hiszpanii są legalne. Otóż obecnej partii rządzącej, pożal się Boże partii, nie spodobał się ten projekt. Zatem zgłosili do tej ustawy poprawkę, ba, sprawę skierowano do Trybunału Konstytucyjnego. Na szczęście poprawka została odrzucona. Małżeństwa homoseksualne są nadal legalne. I chroni je konstytucja, w której zresztą zmieniono zapis i definicję małżeństwa. Kiedy zapytałam o zdanie Hiszpanów, co o tym sądzą, większość odpowiedziała, że nie mają nic przeciwko takim związkom. Dajmy innym żyć, jak chcą. Jeśli nie robią tym krzywdy innym. Tak, jestem dziś dumna z Hiszpanów. Wygrał zdrowy rozsądek, a nie narzucanie innym swojej woli, przekonań i wierzeń. Na Puerta EL SOL świętują sami zainteresowani. Cieszę się, że hiszpańskim gejom i lesbijkom żyje się lepiej niż polskim. 


poniedziałek, 5 listopada 2012

refleksja poniedziałkowa


Zastanawiam się o czym dzisiaj napisać. Czy skomentować bardzo ciekawy reportaż, który widziałam parę dni temu, o biedzie i pomaganiu sobie nawzajem. Czy opisać wydarzenie, o którym mówi Hiszpania-  śmierć czterech dziewczyn na koncercie halloweenowym?  A może trochę o bezrobociu, które w październiku pobiło już wszelkie rekordy? Albo o moim koledze, którego najprawdopodobniej zwolnią z pracy, tak jak i innych 50 osób z tej branży. O sobie i swoich bezskutecznych poszukiwaniach zatrudnienia?  Poniedziałek, który nie przyniósł żadnej dobrej wieści. Poniedziałek, który po czterodniowym weekendzie jest jeszcze bardziej nieznośny.

W sobotę i niedzielę byliśmy w Salamance. Ja, mój chłopak- Enrique i dwoje naszych dobrych znajomych.  Pojechaliśmy z nimi, bo są osobami, które nie marudzą, nie wybrzydzają i które mają pieniądze. Mimo tego, co dziś usłyszałam, że co 5 Hiszpan jest bardzo biedny, mimo bezsprzecznego faktu, że co czwarty mieszkaniec Półwyspu Iberyjskiego nie pracuje, są ludzie, którym dobrze się powodzi. Kolega- towarzysz wycieczki, ma swoją szkołę tenisa, dużo pracuje, ale dobrze zarabia. Jego dziewczyna, pracuje w kancelarii adwokackiej, nie narzeka. Enrique też dobrze płacą, a nawet bardzo dobrze. Nie musimy patrzeć na ceny, robiąc zakupy, ale i tak patrzymy, bo po co przepłacać? Śpimy spokojnie, bo firma E. prosperuje bardzo dobrze i coraz lepiej. Często myślę, a co by było gdyby? Tyle się mówi o zwolnieniach, biedzie.

-Nie będę myślał, że może się coś stać- mówi E. Zwariowałbym. Są ludzie, którzy nic nie robią, tylko oszczędzają pieniądze. Mam pieniądze, to piję dobre wino i wyjeżdżam. Nie mam pieniędzy, to wtedy się martwię.

W Salamance wszyscy wydaliśmy sporo pieniędzy, poszliśmy do dobrej restauracji, wieczorem do barów, próbować wyborne salamankowe „pinchos” czyli malutkie przekąski. Kiełbaski,  ośmiorniczki, papryczki z beszamelem, jajecznicę z dodatkiem anyżu, sałatki. Pinchos je się oczami. Bary są kolorowe, zachęcają do wypicia piwka i zjedzenia czegoś.  Wypiliśmy sporo dżinu i rumu. W knajpach było dużo ludzi. Salamanka żyje i ma się dobrze. 

Kiedy w restauracji dostaliśmy  rachunek – 180 euro, nie myślałam o ludziach, którzy o pomoc zwracają się do Czerwonego Krzyża. Kiedy spaliśmy w ciepłym i zbyt ogrzewanym hotelu, nie myślałam o ludziach, którzy marzną, bo nie stać ich na zapłacenie rachunków. Człowiek by zwariował, zaprzątając swoją głowę, problemami całego świata. Trudno jest jednak o tym zapomnieć, mając to na co dzień.  Na okrągło. Dlatego lubię wyjeżdżać, nie włączać telewizji i nie martwić się o przyszłość.

Ojciec E. ostatnio powiedział:
-Dopóki, w tym kraju funkcjonują bary i ludzie do nich chodzą, nie jest tak źle.