Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 grudnia 2015

Zapach Świąt

Odkąd dowiedziałam się, że sezon na pomarańcze jest zimą, Święta przestały być magiczne. Nie pachną tak jak kiedyś, nie są czymś, na co czeka się przez dwanaście miesięcy. A może po prostu się zestarzałam. 

Co roku czas płynie szybciej, takie odnoszę wrażenie... tak naprawdę już w sierpniu myślę o grudniu. A w grudniu czekam na wiosnę. Wciąż te same czynności, rytułały, obchody, tradycje, urodziny. Wiosna, lato, jesień, zima. Nie ma czasu, żeby się nad tym zatrzymać, choć tak naprawdę nie robi się nic ważnego. 

Pamiętam to oczekiwanie na Wigilię, jak się było dzieckiem. Zjadanie czekoladek z kalendarza adwentowego. Jeszcze tylko dwa tygodnie, tydzień, dzień. Bicie się z siostrą, żeby ubrać choinkę. Zawsze w te same bombki i ozdoby. Minęło już tyle czasu, odkąd zmarła moja przybrana babcia- sąsiadka, a wciąż pamiętam błękitny dzwoneczek, który mi podarowała. Wisi na drzewku, a przynajmniej gdzieś tam jest. Wieczór wigilijny i noc przed, liczyło się godziny,czekało się, żeby już był ten dzień. Zupa grzybowa o bardzo mocnym smaku, kompot z suszu, którego nienawidzę do dziś. Makówki, których nikt nie jadł i łuski karpia pod talerzem. Prezenty raz lepsze, raz gorsze, ale zawsze szczerze dane. Pisanie listów do Mikołaja. Do tej pory mi to zostało.  

Z czasem Święta przestały mieć to coś. Dziecięce oczekiwanie zamieniło się w pogoń za prezentami, spisywanie menu i zakupy. Choinki ubierać się nie chce, gdy w domu nie ma dzieci. Bo trzeba ją przywlec, przetrzeć z kurzu, albo co chwilę pod nią zamiatać.  Potem rozebrać. I tak dalej.  Przy stole brakuje coraz więcej osób i w ten dzień widać to bardziej niż w żaden inny. W Mikołaja też już nikt nie wierzy, za to w pieniądze jak najbardziej. Kolacje ze znajomymi z pracy, choć ich się nie znosi, ale trzeba się pokazać. Świąteczne premie, po to, aby wydać jeszcze więcej pieniędzy na kolejne rzeczy. Nawet śniegu już nie ma. Nic nie skrzypi pod nogami, jest plucha i szaruga. 
Co roku zastanawiam się nad tą magią, gdzie się podziała. Chyba zwyczajnie się postarzałam. 

Teraz  Święta, to  święto z innych powodów, bo to jedyna z nielicznych okazji, kiedy widzę się z rodziną i przyjaciółmi. Święta cieszą, ale zupełnie inaczej. Świętem jest każdy dzień spędzony z kimś bliskim, choć już nie ma tej magii o zapachu pomarańczy i pieczonego ciasta. A może na tym własnie ona polega,  by spotkać się z rodziną i robić to z radością?

piątek, 14 grudnia 2012

choinkowe wspomnienia

Zbliżają się święta, sylwester, kolacje, spotkania rodzinne i przyjacielskie. Kupiłam choinkę. W zeszłym roku mi się nie chciało, nie miałam pieniędzy, ochoty, nie pamiętam. Choineczka jest miniaturowa i sztuczna, ale zawsze choineczka. Ubierając ją przypominały mi się wszystkie święta w domu rodziców. Bombki z łabędziami, które w końcu rozbiłyśmy z siostrą, co do jednej, różowe , chińskie bombki, ozdoby od dziadków, czerwone figurki i ludziki, najbardziej jednak  pamiętam niebieski dzwoneczek od babci Kałużnej. Babci, która nie była moją babcią, tylko sąsiadką, ale mówiłam do niej babciu i była dla mnie Babcią przez duże B, taką, która znajduje czas dla dziecka. Która się dzieckiem zajmuje. Pamiętam jej wafle z dżemem truskawkowym, który sama robiła. Pamiętam zapach pastowanych podłóg i obliczanie kiedy w końcu dożyje 100 lat. Babcia Kałużna zmarła na kilka dni przed swoimi 97 urodzinami. Zmarła we śnie, o co całe życie się modliła.

Ten niebieski dzwoneczek, to jedyna rzecz, poza wspomnieniami, która została po Babci. Wiem, że Babcia skądś się mną opiekuje, zawsze, gdy o coś ważnego ją poproszę, moje życzenie się spełnia.

Ubieram swoją małą choinkę, przypomina mi się ciasto, jakie robiła mama, nazywało się „niebo w gębie”. Było zawsze twarde jak jasna cholera. Trzeba było połączyć 3 placki i przełożyć je warstwą orzechową i jabłkową. Mama jeszcze nie zdążyła przełożyć  ciasta kremem orzechowym, a już połowy kremu nie było, bo razem z siostrą zdążyłyśmy go wyjeść.  Co roku mama zastanawiała się dlaczego ciasto jest twarde i jedna warstwa odchodzi od drugiej. W końcu przestała piec „niebo w gębie”, a szkoda, bo kojarzyło mi się właśnie z świętami.  

Pamiętam jak pisałyśmy z siostrą listy do Mikołaja, zawsze chciałyśmy lalki Barbie, ale nie z rynku, tylko lalki firmy Matel. Zawsze w liście było podkreślone, że nie chcemy ruskiej lalki, tylko oryginalną. Miałyśmy całe listy życzeń, długie jak makaron, a im byłyśmy niegrzeczniejsze, a obie byłyśmy niegrzeczne, listy były dłuższe.

Któregoś roku dostałam autentyczne rózgi, musiałam nieźle dawać popalić, skoro rodzice pozbierali dla mnie rózgi, przepraszam, Mikołaj je uzbierał. Na pocieszenie dostałam lizaka, ale i tak było mi przykro. Nie zapomnę tego lizaka, taki wysuwany, z dziurkami, można było na nim grać jak na flecie.

Oczywiście jak tylko dowiedziałam się, że Mikołaj nie istnieje, powiedziałam o tym siostrze. Miała chyba ze 4 lata jak przestała w niego wierzyć. Do tej pory mam małe wyrzuty sumienia, odebrałam jej odrobinę dziecięcej radości.

Tradycyjnie, rodzice kupowali karpia, żywego. Pływał sobie w wannie aż tata go nie ukatrupił. Oglądałam potem, co karp ma w środku, pamiętam, że chwilę po zabiciu układ krwionośny jeszcze funkcjonował i serce tego karpia biło chwilę po śmierci. Zastanawiałam się potem czy z ludźmi jest tak samo.

Jak byłyśmy małe, biłyśmy się z siostrą o ubieranie choinki, każda chciała być pierwsza. Kłóciłyśmy się nawet o bombki do powieszenia. Potem nikomu nie chciało się ubierać choinki. W pewnym wieku święta tracą tę dziecięcą magię. Nie wiem kiedy to się stało, ale się stało. Zdajesz sobie sprawę, że to taki sam dzień jak każdy inny, chyba co roku jest mi smutniej w ten dzień. Przeraża mnie upływ czasu. Które, to już święta? Wydaje się, iż dopiero co siedziało się przy wigilijnym stole, a znów się spotykamy. Czy magia świąt mija, gdy przestaje się wierzyć w Mikołaja? Czy właśnie, gdy zaczyna zauważać się nieubłagalnie uciekający czas?

Dla kogoś, kto mieszka poza krajem, święta przybierają inny wymiar. Stają się okazją do przyjazdu do domu. I cieszę inaczej niż kiedyś. Święta, to spotkanie z ludźmi, których na co dzień się nie widzi, których dawno się nie widziało. Smak kompotu z suszonych owoców, którego nigdy z siostrą nie lubiłyśmy. Szkoda, że w tym roku razem na niego nie ponarzekamy.