niedziela, 11 listopada 2012

jeden świętuje, drugi maszeruje


Hiszpanie jak mają święto, to świętują. Piją wino, jedzą, tańczą, uprawiają seks. A jak mają problem lub chcą coś zamanifestować, to manifestują, choćby kilka razy w roku. Polacy jak maja święto,  w dodatku wesołe, bo w końcu, do cholery, odzyskali niepodległość, to robią zadymy, które niczemu nie służą.

Na emigracji nauczyłam się, że porównania i uogólniania są złe, ale szczerze mówiąc... Głupi jest ten polski naród. Nigdy się nie uważałam za wielką patriotkę, w dodatku wyjechałam z Polski na drugi koniec Europy i nie planuję wracać, ale gdy ktoś mnie pyta o moją ojczyznę, zawsze mówię o niej dobrze. O ludziach ciepłych i gościnnych, o chlebie najlepszym na świecie, o zieleni, o pięknych miastach. Dziś zaprosiliśmy znajomych i zrobiłam polski chleb i smakowe wódki. Wszyscy znają ogórki kiszone oraz pierogi. Każdego zachęcam do odwiedzenia Krakowa czy w ogóle Polski, staram się robić swojej ojczyźnie dobrą reklamę. Nie opowiadam, że zarabia się mało, tylko, że wszyscy mają pracę. Wychwalam urodę Polek, ich samodzielność i pracowitość. 

Kiedy mieszkałam w Polsce, nie śmieciłam, nie niszczyłam przystanków, uczyłam się, potem pracowałam, płaciłam podatki, kupowałam polskie produkty. Znam historię swojego kraju i gdyby ktoś zapytał mnie , z czym kojarzy mi się rok 1939, nie powiedziałabym, że z deszczową jesienią. Jestem wdzięczna Polsce ( i moim rodzicom), że dała mi możliwość darmowej edukacji, dostępu do służby zdrowia, bibliotek i świetnej literatury. Jestem wdzięczna Polsce, że nauczyła mnie gościnności, radzenia sobie w trudnych sytuacjach,  krytycznego spojrzenia na rzeczywistość.  Cieszę się, że mogłam uczyć się języków obcych i mieć wolność wyboru, chcę mieszkać gdzie indziej, wyjeżdżam, ale zawsze mogę tu wrócić i nikt nie zamyka mi drzwi.

Czy jestem gorszą patriotką niż banda narodowców maszerująca przez Warszawę? O co walczą ci ludzie w wolnym kraju? Ja wolę w święto świętować, nie maszerować i zakłócać spokój innym. Jedyną pozytywną konkluzją jest to, że Polska to wolny kraj, jeden świętuje, drugi maszeruje…


środa, 7 listopada 2012

Fuel Fandnago


FUEL FANDANGO to duet : Nita i Ale Acosta.
Nita jest piosenkarką z Kordoby, Ale Acosta producentem z Madrytu. Na ich płycie można znaleźć naprawdę wybuchową mieszankę: funka, rocka, muzyki elektronicznej i flamenco. Album był nagrywany zaledwie przez 15 dni – latem 2010r, między Madrytem, a Kordobą. Muzyka jest świeża, rześka,  dynamiczna, słychać gitarę hiszpańską i elektryczną. 

„Tworzymy organiczne, taneczne piosenki”- mówią o swoim duecie Fuel Fandnago. Nita śpiewa zarówno po angielsku jak po hiszpańsku. Zespół warto zobaczyć na scenie, na żywo, na jednym z koncertów. Nita jest wulkanem energii,  występy owocują pokazami elementów flamenco, niestereotypowego, spontanicznego.

Gdzie pojawia się F.F., pojawia się też energia, kolory, wachlarze i kwiaty. Wokalistka, która jest Andaluzyjką  w niemęczący sposób potrafi przekazać elementy własnej kultury. Nawet jak ktoś nie lubi falbaniastych tancerek z kastanietami, korridy w tle, cygańskich nut, to ten zespół z pewnością polubi. I jeszcze jedno, Nita śpiewa bardzo poprawną angielszczyzną, co u Hiszpanów- bardzo sobie chwalę…
Zachęcam do posłuchania i do pójścia na koncert.  



wtorek, 6 listopada 2012

Małżeństwa homoseksualne chronione przez Konstytucję


Jestem dziś dumna z Hiszpanów. Kiedyś pisałam o małżeństwach homoseksualnych, które w Hiszpanii są legalne. Otóż obecnej partii rządzącej, pożal się Boże partii, nie spodobał się ten projekt. Zatem zgłosili do tej ustawy poprawkę, ba, sprawę skierowano do Trybunału Konstytucyjnego. Na szczęście poprawka została odrzucona. Małżeństwa homoseksualne są nadal legalne. I chroni je konstytucja, w której zresztą zmieniono zapis i definicję małżeństwa. Kiedy zapytałam o zdanie Hiszpanów, co o tym sądzą, większość odpowiedziała, że nie mają nic przeciwko takim związkom. Dajmy innym żyć, jak chcą. Jeśli nie robią tym krzywdy innym. Tak, jestem dziś dumna z Hiszpanów. Wygrał zdrowy rozsądek, a nie narzucanie innym swojej woli, przekonań i wierzeń. Na Puerta EL SOL świętują sami zainteresowani. Cieszę się, że hiszpańskim gejom i lesbijkom żyje się lepiej niż polskim. 


poniedziałek, 5 listopada 2012

refleksja poniedziałkowa


Zastanawiam się o czym dzisiaj napisać. Czy skomentować bardzo ciekawy reportaż, który widziałam parę dni temu, o biedzie i pomaganiu sobie nawzajem. Czy opisać wydarzenie, o którym mówi Hiszpania-  śmierć czterech dziewczyn na koncercie halloweenowym?  A może trochę o bezrobociu, które w październiku pobiło już wszelkie rekordy? Albo o moim koledze, którego najprawdopodobniej zwolnią z pracy, tak jak i innych 50 osób z tej branży. O sobie i swoich bezskutecznych poszukiwaniach zatrudnienia?  Poniedziałek, który nie przyniósł żadnej dobrej wieści. Poniedziałek, który po czterodniowym weekendzie jest jeszcze bardziej nieznośny.

W sobotę i niedzielę byliśmy w Salamance. Ja, mój chłopak- Enrique i dwoje naszych dobrych znajomych.  Pojechaliśmy z nimi, bo są osobami, które nie marudzą, nie wybrzydzają i które mają pieniądze. Mimo tego, co dziś usłyszałam, że co 5 Hiszpan jest bardzo biedny, mimo bezsprzecznego faktu, że co czwarty mieszkaniec Półwyspu Iberyjskiego nie pracuje, są ludzie, którym dobrze się powodzi. Kolega- towarzysz wycieczki, ma swoją szkołę tenisa, dużo pracuje, ale dobrze zarabia. Jego dziewczyna, pracuje w kancelarii adwokackiej, nie narzeka. Enrique też dobrze płacą, a nawet bardzo dobrze. Nie musimy patrzeć na ceny, robiąc zakupy, ale i tak patrzymy, bo po co przepłacać? Śpimy spokojnie, bo firma E. prosperuje bardzo dobrze i coraz lepiej. Często myślę, a co by było gdyby? Tyle się mówi o zwolnieniach, biedzie.

-Nie będę myślał, że może się coś stać- mówi E. Zwariowałbym. Są ludzie, którzy nic nie robią, tylko oszczędzają pieniądze. Mam pieniądze, to piję dobre wino i wyjeżdżam. Nie mam pieniędzy, to wtedy się martwię.

W Salamance wszyscy wydaliśmy sporo pieniędzy, poszliśmy do dobrej restauracji, wieczorem do barów, próbować wyborne salamankowe „pinchos” czyli malutkie przekąski. Kiełbaski,  ośmiorniczki, papryczki z beszamelem, jajecznicę z dodatkiem anyżu, sałatki. Pinchos je się oczami. Bary są kolorowe, zachęcają do wypicia piwka i zjedzenia czegoś.  Wypiliśmy sporo dżinu i rumu. W knajpach było dużo ludzi. Salamanka żyje i ma się dobrze. 

Kiedy w restauracji dostaliśmy  rachunek – 180 euro, nie myślałam o ludziach, którzy o pomoc zwracają się do Czerwonego Krzyża. Kiedy spaliśmy w ciepłym i zbyt ogrzewanym hotelu, nie myślałam o ludziach, którzy marzną, bo nie stać ich na zapłacenie rachunków. Człowiek by zwariował, zaprzątając swoją głowę, problemami całego świata. Trudno jest jednak o tym zapomnieć, mając to na co dzień.  Na okrągło. Dlatego lubię wyjeżdżać, nie włączać telewizji i nie martwić się o przyszłość.

Ojciec E. ostatnio powiedział:
-Dopóki, w tym kraju funkcjonują bary i ludzie do nich chodzą, nie jest tak źle. 


środa, 31 października 2012

o tradycjach związanych z dniem 31 października


Nie podoba mi się ten cyrk, który uskuteczniają ludzie 1 listopada. „Chodzenie po grobach.” Bo trzeba, bo wypada, bo jest święto. Im większy znicz, tym lepiej, im większa wiązanka, tym grób jest piękniejszy? Kochaliśmy bardziej zmarłych? Nie, grób wygląda jak z odpustu, nic więcej. Ile osób się zastanawia nad tym, co oznaczają znicze i ile osób modli się za duszę zmarłych lub zmarłych wspomina? Nad grobami odbywają się kretyńskie dyskusje i głupie rozmowy. Stojąc w korkach, tracimy czas i nerwy.  Wielu młodych ludzi zaczęło obchodzić, mało słowiańskie, a bardzo komercyjne Halloween. Również bez większej refleksji, chodzi o kolejną zabawę. Warto zapoznać się z historią tej magicznej nocy 31 października. Ciekawe jest nie tylko Halloween, ale także nasze słowiańskie, tradycyjne Dziady, a mnie szczególnie podobają się obchody tego święta w Meksyku.

Halloween - jego nazwa pochodzi od „All Hallows’ Eve” jak określano wieczór 31 października, kiedy to ludzie modlili się za zmarłych przed dniem Wszystkich Swiętych. Dokładna geneza Halloween nie jest znana Może nią być rzymskie święto na cześć bóstwa owoców i nasion (Pomony) albo z celtyckiego święta na powitanie zimy. Według tej drugiej teorii Halloween wywodzi się z celtyckiego obrządku Samhain. Ponad 2 tys. lat temu w Anglii, Irlandii, Szkocji, Walii i północnej Francji w ten dzień żegnano lato, witano zimę oraz obchodzono święto zmarłych.

Druidzi (kapłani celtyccy) wierzyli, iż w dzień Samhain zacierała się granica między zaświatami a światem ludzi żyjących, zaś duchom, zarówno złym, jak i dobrym, łatwiej było się przedostać do świata żywych.  Wigilia dziewięciodniowego święta Samhain oznaczała, iż bóg- słońce umiera przeobrażając się w boga- księżyc. Bóg-księżyc- symbol anarchii, nocy. W powiązaniu ze świętem plonów, oznaczało to okres – korzystania ze zbiorów, co dla niektórych było zachętą do rozpusty. Duchy przodków czczono i zapraszano do domów, złe duchy zaś odstraszano. Ważnym elementem obchodów Samhain było również palenie ognisk na wzgórzach i w gajach.  Na ołtarzach poświęcano bogowi resztki plonów, zwierzęta i ludzi. Paląc chciano dodawać słońcu sił do walki z ciemnością i chłodem. Wokół ognisk odbywały się tańce śmierci. 
Symbolem święta Halloween były noszone przez druidów czarne stroje oraz duże rzepy, ponacinane na podobieństwo demonów. Co ciekawe  w Irlandii używano rzepy, a że w Stanach rzepy nie było, zastąpiono ją dynią! Sądzi się, iż właśnie z potrzeby odstraszania złych duchów wywodzi się zwyczaj przebierania się w ów dzień w dziwaczne stroje i zakładania masek. Malowano twarze i zakładano maski również po to, aby złe duchy, chodzące w tę noc po świecie, nie rozpoznały żyjących i nie zabrały im dusz.
Po 835 roku pod wpływem chrześcijaństwa zwyczaj zaczął zanikać, gdy uroczystość Wszystkich Świętych została przeniesiona z maja na 1 listopada.
Kościół chrześcijański przeciwstawił się obchodzeniu Halloween wprowadzając Dzień Zaduszny. Święto w 998 roku wprowadził św. Odylon, francuski benedyktyn i przełożony opactwa w Cluny. W XIV wieku wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych zostało wprowadzone do liturgii rzymskiej i upowszechnione w całym Kościele.
Irlandzcy imigranci sprowadzili tradycję do Ameryki Północnej w latach 40 XIX wieku.  
31 października 1920 roku w mieście Anoka w stanie Minnesota odbyła się pierwsza w Stanach Zjednoczonych parada z okazji Halloween. Uczestnikami parady byli mieszkańcy, przebrani w kolorowe stroje popularnych postaci. W kolejnych latach pochód organizowano corocznie 31 października. W roku 1937 Anokę ogłoszono światową stolicą Halloween.
W drugiej połowie XX wieku święto trafiło do zachodniej Europy.*

DZIADY 
Dziady są obrzędem, w czasie którego nasi przodkowie, Poganie, chcieli pomóc duszom zmarłych. Pierwotnie obchodzone były dwa razy w roku, na wiosnę i jesienią. Wiosną czczono dusze zmarłych na początku maja, jesienne obrzędy przypadały na czas naszych Zaduszek. To wyjątkowa noc, w czasie której granica między światem żywych i umarłych traciła swoją moc. Dusze zmarłych prosiły o pomoc żywych, a ci, żeby uzyskać ich przychylność, spełniali życzenia duchów. W niektórych regionach zapraszano zmarłych do posiłku. Po uroczystej wizycie na cmentarzu, zasiadano do stołu, a przy nim były miejsca dla wszystkich, których już nie ma wśród żywych. Pod wieczór gospodarz domu obchodził domostwo niosąc bochenek chleba i wypowiadając słowa specjalnej modlitwy. Przed snem domownicy pozostawiali zmarłym jadło na stole by żadna dusza nie pozostała głodna. Stąd wzięło się powiedzenie, „gdy spadnie łyżka, to ktoś się spieszy”, bo gdy komuś z domowników wypadł sztuciec, znaczyło, iż dusza jest bardzo głodna i chce zostać w domu. Nie wolno było także niczego podnosić z podłogi. W niektórych regionach odprawiano specjalne obrzędy na cmentarzach i w kaplicach, nie w domostwach.


Jednak wiele dusz nie chciało pogodzić się ze śmiercią. Pragnęły pozostać wśród żywych, a zadaniem ludzi było przekonanie ich i pomoc w odnalezieniu drogi do zbawienia. Dziady, czyli właśnie dusze zmarłych, chowały się w domostwach, próbując w ten sposób zostać wśród żywych. Przekupywano je, próbowano wskazać drogę do ich „domu” poprzez zapalanie ognisk na wzgórzach.

Z czasem tradycje słowiańskie przemieszały się z chrześcijańskimi. Chociaż kult dziadów był zakazany przez kościół, w wielu domach nadal w noc z października na listopada obchodzono to święto. Zaczęło być jednak coraz bardziej nacechowane religijnie. Odmawiano modlitwy, a duszo m pomagano przejść do boskiego Nieba. 

Dziś także korzystamy z tradycji Dziadów. Nasze Zaduszki, wieczorne wizyty na cmentarzu, zapalanie zniczy i kładzenie kwiatów na grobach. Również stypa wywodzi się z tradycji tego święta, w czasie którego jedzono i pito by uczcić zmarłych. Wciąż istnieją także ruchy neopogańskie, które kultywują tradycyjne obchodzenie Dziadów. **


Dias de Los Muertos- Meksyk


Meksyk jest tak głęboko religijny, że "wierzący są tu nawet ateiści" - pisał w "Latach z Laurą Diaz" meksykański pisarz, eseista i publicysta Carlos Fuentes. Nade wszystko Meksykanie kochają jednak świętowanie - i obie te cechy splatają się w meksykańskich Zaduszkach, łączących zabawę z głębokim poczuciem metafizycznym.

Poprzedza je kilkanaście dni, w czasie których Meksyk oddaje się już świątecznemu nastrojowi, zgoła odmiennemu od melancholii i smutnych refleksji związanych w Polsce z odwiedzinami grobów i miejsc pamięci narodowej.

Czasem uroczystości Dnia Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego w Meksyku nazywane są "Los Dias de los Muertos" - Dniami Zmarłych i pierwszy z nich  poświęcony jest "los angelitos" (aniołkom) - małym dzieciom, a drugi, właściwy Dzień Zmarłych - dorosłym. 

Od połowy października wystawy i wnętrza sklepów zapełniają się kościotrupami, w piekarniach piętrzy się "pan de muerto" - "chleb zmarłych", a w cukierniach spotkać można torty w kształcie... zwłok.  Pojawiają się stragany z osobliwymi i dla Europejczyków raczej makabrycznymi zabawkami: a to trumienka, z której za pociągnięciem sznurka wychyli się nieboszczyk, mnóstwo rozmaitej wielkości kościotrupów i zwłok z masy papierowej, otwarte trumienki ze swoistym "aktem zgonu", głoszącym, że nieboszczyk zmarł "de vicio" - z rozpusty albo "de amor" - z miłości, a także papierowe i gumowe maski trupów w stanie rozkładu.

Najbardziej popularne są jednak "calaveras de azucar" - barwnie zdobione cukrowe trupie czaszki, które nierzadko mają duże walory estetyczne. Wyrabiane są z cukru zagotowanego z wodą (w stosunku trzy czwarte kilograma cukru na jedną czwartą litra wody), wylakierowane białkiem z jajka i zdobione kolorowym lukrem, naturalnymi barwnikami i błyszczącymi papierkami.

Świąteczne stragany przez Zaduszkami oferują wszystko, co potrzebne do zrobienia "ofrendas" - ołtarzyków z ofiarami dla zmarłych - tradycyjnie zdobionych żółtopomarańczowymi margerytkami "zempasuchitl". Ołtarzyki takie stoją na wystawach, w domach, biurach. Na ofrendas przygotowuje się specjalne dania, którymi później częstuje się krewnych i przyjaciół.
Dogmat o świętych obcowaniu połączył się w Meksyku z obyczajami prekolumbijskimi. Aztekowie  wyposażali swoich zmarłych w to, czego mogli potrzebować w drodze do królestwa śmierci. Wierzono też, że wracają oni co roku na ziemię - i z tego prastarego zwyczaju wywodzą się zaduszkowe ofrendas.

Najczęściej składane w ofierze są owoce, kukurydza, "tamales" - masa kukurydziana z nadzieniem zawinięta w duży liść, "atole" - napój z mąki kukurydzianej, kurczak w "mole" -  pikantnym sosie czekoladowym, placki tortillas, tequila, mezcal i pulque - alkohol ze sfermentowanych owoców oraz oczywiście - calaveras.

"Świadectwem obecności zmarłych ma być to, że składane im w ofierze dania tracą ponoć smak. To nie martwy symbol pozbawiony tradycyjnej treści: niektórzy nadal wierzą, że zmarli rzeczywiście z niej korzystają" - pisał kilka lat temu dla "Tygodnika Powszechnego" ze stolicy Meksyku Marcin Żurek. - A "odrodzona wspólnota ze zmarłymi odradza też wspólnotę żywych: tłum odwiedzający zmarłych łączy się w jeden z najbardziej osobliwych widoków, jakie można w Meksyku oglądać".

W dni zaduszne meksykańskie cmentarze pełne są ludzi siedzących na grobach, pijących alkohol, palących papierosy, jedzących, śpiewających piosenki. A na grobach leżą ofiary - często są to rozkrojone pomarańcze, aksamitki, kalle, kukurydza, zielone, pachnące igliwie i... coca-cola.

Odwiedzający jedzą nierzadko wprost z nagrobków. W Meksyku trwa wiara, że umarli wracają, by cieszyć się tym, co sprawiało im radość za życia. Na cmentarzu spędza się więc wiele godzin, a między grobami wędrują tradycyjne zespoły, grając radosną muzykę.***


Tak naprawdę ta noc jest magiczna i dziwna wszędzie i w odmiennych kulturach, widać pewne podobieństwa. Palenie ognisk, dzielnie się jedzeniem ze zmarłymi,  strach przed duchami, zaświatami, śmiercią. Niezależnie jak nazwać to święto, chodzi o to, aby nie zapomnieć, że nie jesteśmy sami na tym świecie. I że nie jesteśmy nieśmiertelni.


* wikipedia
** Aleksandra Zumkowska-Pawłowicz "Tradycja Dziadów"





wtorek, 30 października 2012

"dziwny jest ludzki los"


W ciągu 23 lat może wydarzyć się mnóstwo rzeczy. Rodzi się dziecko, dorasta. Dorosłe dziecko zachodzi w ciążę i samo ma dziecko. Juan wyprowadza się do Stanów Zjednoczonych,  dostaje tam świetną pracę, nigdy już nie wróci do rodzinnej Hiszpanii. Aranxa otwiera zakład fryzjerski i nieźle sobie radzi, nie przelewa się jej, ale żyje na przyzwoitym poziomie. Luis w wieku 30 lat ginie w wypadku samochodowym, nie wiadomo czy zawiniła prędkość, czy zbyt duża ilość wypitej whiskey. Yolanda ma trójkę dzieci i nie pracuje, w domu ma sporo zajęć. Hugo zbyt często siedzi w barze i nie ma czasu zauważyć, że jego syn ma kłopoty w szkole. Julia jest dwa razy grubsza niż w momencie kiedy wychodziła za mąż.

Wszyscy, oprócz Luisa i Juana, przychodzą na jego pogrzeb. Mimo iż nie rozmawiali z nim od 23 lat. Wciąż go pamiętają, jak chodził z nimi do szkoły, jak miał przed sobą tyle spraw do zrobienia i chwil do przeżycia. 

Antonio Meño Ortega umarł w niedzielę, w wieku 44 lat. Ostatnie 23 lata swojego życia spędził w śpiączce, przykuty do łóżka. Zanim zapadł w śpiączkę, nie miał żadnego wypadku, nie skakał do wody, ani ze spadochronu. Postanowił skorygować sobie nos, błąd w sztuce lekarskiej, rok 1989, Antonio zasypia, by już nigdy się nie obudzić.

Wszystko się skończyło- mówi Juana, matka Antonia. Rodzice chowają syna, chowają nadzieję, zasnął na wieki. Przez ostatnie dekady spędzali każdy dzień pielęgnując chorego. Przez 20 lat walczyli w sądach o odszkodowanie za nieszczęśliwy wypadek, w 2011 roku sąd przyznał im 1.075.000 euro.

Na pogrzeb przyszło ponad 100 sąsiadów, chłopak był znany w dzielnicy, jego rówieśnicy pamiętają i wspominają Antonia. Grali z nim w piłkę, ktoś wspomina jak sprzedawał mu owoce. Inny sąsiad przypomina, że to ówczesna dziewczyna chorego, zasugerowała mu operację nosa. Dziwny jest ludzki los- mówi.
Rodzice odczuwają ulgę, siedemdziesięcioletnia matka, miała nadzieję ,iż nie umrze pierwsza, nie chciała zostawić syna bez opieki.

23 lata wegetowania. Oddychania, jedzenia i wydalania. Uczynienia z rodziców niewolników. Zmiany życia normalnych ludzi, w życie składające się z karmienia, przewijania, mycia dorosłego mężczyzny, który powinien w wieku 21 lat, zmieniać kobiety jak rękawiczki, nie operować sobie nos. Którego ominęło wszystko, co najlepsze; młodość, fiesty, podróże, seks, kariera. Ominęło go też wszystko, co najgorsze ; ból, zawód, wyrzucenie z pracy, zdrada, pierwsze zmarszczki. Nie mógł wyprowadzić się do Stanów, otworzyć firmy, przytyć, schudnąć,  zaniedbać dziecka, upić się.
Dziwny jest ludzki los. 




Antonio i jego matka

10 powodów dla których warto odwiedzić Hiszpanię

1. Jon Kortajarena ( model) 


2. David Guillo (model) 


3. Andrés Velencoso ( model) 





4.Eduardo Noriega (aktor) 



5.Marco de Paula (aktor) 



6.Ferrán Calderón (model)


7. Roberto Velazquez ( aktor)


8. Cayetano Rivera ( torreador) mój ulubieniec ;-) 


9.Hugo Silva (aktor, muzyk)


10. Ivan Sanchez (aktor, model)