Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekcje hiszpańskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekcje hiszpańskiego. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lipca 2019

Hiszpania - lato o zapachu lawendy

30 stopni, przyjemne suche kastylijskie ciepło, jeszcze do wytrzymania. Da się oddychać. Słońce bawi się z tobą w kotka i myszkę. Jesteś w cieniu, nie dosięgnie cię jego złota ręka. Wyjdziesz z cienia, dotyka cię do bólu.

Przecież chciałaś lata. Słońce w dobrym humorze pomaluje ci skórę na brzoskwiniowo-zbożowy kolor. Słońce w złym humorze weźmie przyłoży ci do skóry żelazko. I zrobi to, kiedy będzie schowane za chmurami, dla niepoznaki.  Nie wiedziałaś, że słońce ma swoje dobre i złe dni? Potrzebuje twojej nieustannej adoracji, podziwiaj je, ale z umiarem, bo inaczej cię ukarze. Jest jak modliszka. Pożąda cię tak jak ty pożądasz jego, ale to ona cię pochłania, pożera.

Cykady zawsze towarzyszą gorącu. Kiedy przyroda skrywa się przed morderczą mocą słońca, one jedne nie zaprzestają swoich koncertów. Cyk, cyk, cyk, cyk. Niestrudzenie cały dzień. Im cieplej, tym głośniej cykają. W rytm wiatru. Cyk, cyk, cyk. W nocy, w czerń ciszy koncertują świerszcze. Cyk, cyk, cyk.
Pachnie południem. Mieszanką suchego powietrza, lawendy i tymianku. Akacje, kasztany, jaśmin. Zapach jest słodki, mdlący, rozkoszny. Świerszcze śpiewają jak otumanione, narkotyzującym śpiewem. Cyk, cyk, cyk. Nocna bryza, rządzi, gdy słońce wreszcie pójdzie spać. Schładza uśpione trawy, czesze liście drzewom. Zaprzyjaźniona ze świerszczami, tuli je do snu, ale zanim to zrobi, dmucha w ich małe skrzypce. Żeby całą noc nie przestawały grać. Żeby wyznaczały nocny rytm życia, kochankom, kłócącym się, obrażonym.

Teraz życie toczy się, przed wszystkim, w nocy. W dzień się pracuje, uczy i sprząta. W nocy się żyje. W nocy humorzaste słońce odpoczywa, bryza jest bardziej łaskawa. Nie trzeba się kryć i przed niczym uciekać, spacerując można lepiej oddychać. Myśleć swobodniej. Wino ma wyrazisty smak, cukrowo- wiśniowy, z lekką nutką pomarańczy. Orzeźwia gardło, zmywa kurz dnia. Zostawia przyjemny szum. 



Latają nietoperze, całe mnóstwo nietoperzy. Zamykają dzień i otwierają noc. Bezszelestnie, widać tylko cień ich skrzydeł przy świetle latarni. Nieustający akompaniament  świerszczy. Cyk, cyk, cyk. Delikatny dotyk wiatru, drażni włosy, chłodzi skórę, łaskocze policzki. Studzi rozpalone betony, dmucha w rozżarzone chodniki. Tańczy w kosmykach twoich włosów,  bawi się i drażni.


Gdzieś w oddali słychać żaby. Koncert miłości, koncert wiosenno-letni. Ile dźwięków, zapachów, barw ma lato. Zima unicestwia wszystko, co stanie jej na drodze. Cichną wszystkie dźwięki, blakną kolory, znikają zapachy. Nie przestaję podziwiać cykania, rozkoszować się wiśniowo- pomarańczowym smakiem wina, wsłuchiwać się w bezszelest nietoperzy. Niech pachnie skoszoną trawą, lawendą i jaśminem. Niech słońce bawi się z nami do jesieni.

piątek, 19 października 2018

Efektywna nauka języka hiszpańskiego!

To prawda, że hiszpańska gramatyka do najłatwiejszych nie należy, ale przynajmniej na początku nauki nie jest taka skomplikowana. Pamiętaj, jeśli jesteś Polakiem/Polką wszystkie inne języki wydają się bajecznie proste!

Co zrobić, żeby szybciej, efektywniej nauczyć się języka i nie zniechęcić? 

    1. Na początku rzeczy proste

Przede wszystkim nie zaczynać od rzeczy trudnych typu odmiana czasowników we wszystkich możliwych czasach! Powoli, nie wszystkich czasów się nawet używa na co dzień. A od patrzenie w tabelki odmian można dostać oczopląsu.

2. Cudów nie ma.

Cuda nie istnieją i żaden kurs, żaden nauczyciel nie nauczy się za nas, po lekcji trzeba samemu pracować, robić ćwiczenia, powtarzać słówka. Nikt za nas tego nie zrobi.

3. Muzyka dobra na wszystko

Polecam słuchanie muzyki, tłumaczenie piosenek i śpiewanie, to najlepsza metoda na zapamiętywanie słówek. Odradzam tłumaczenia piosenek Shakiry, z pięknym castellano mają one niewiele wspólnego.  Zachęcam zajrzeć tu, lista 10 piosenek, które ułatwiają naukę hiszpańskiego: https://www.1001reasonstolearnspanish.com/10-canciones-para-aprender-espanol/
 
4. Czytanie książek, prasy po hiszpańsku

Jeśli chodzi o książki, to dostosowane do naszego poziomu, na pewno nie zaczynać od Cervantesa. Prasa też na początku mniej ambitna, proste artykuły. Polecam poszukać na przykład na tym portalu: https://www.practicaespanol.com/

5.  Jasno sprecyzowany cel

Żeby nauka była skuteczna, trzeba wiedzieć po co chcemy znać język hiszpański. Dobra motywacja to podstawa. Inaczej się uczymy wiedząc, że robimy to dla przyjemności, a inaczej wiedząc, że zaraz wyprowadzimy się do danego kraju i bez języka ani rusz.


6. Mów! Mów! Mów!

Najważniejsze to, aby jak najszybciej zacząć mówić, z błędami, dukając, powoli, ale mówić. Trzymanie buzi na kłódkę w obawie, że źle coś powiemy, nie ułatwi nauki. Kto się nie popełnia błędów, ten się nie nauczy!

Serdecznie zapraszam na lekcje do mnie (kontakt: annakoronowska@hotmail.com https://www.facebook.com/annakoronowskahiszpanski/) i wszystkim życzę powodzenia w nauce!
 

środa, 6 września 2017

wrzesień- najlepszy czas na przyjazd do Hiszpanii

Nastał wrzesień, z całą swoją łagodnością i aromatem dojrzałych jabłek, pomidorów i jeżyn, które są za słodkie nawet na likier. Wiosna minęła w czterech ścianach i pozostawiła bardzo gorzki posmak, sprawiła, że już nie lubię maja, chyba nigdy więcej go nie polubię. A lato, jak to lato, zbyt gorące, ale też zbyt krótkie jednocześnie, a przynajmniej w tych chwilach, gdy na świat spogląda się z perspektywy piasku na plaży.Czas powrotu do rutyny, codziennych zajęć, pracy. Lecz też czas fiest, świąt patronów miasta, uroczystości w stylu dożynek...
  


Wrzesień i początek października, to zdecydowanie najlepszy okres na przyjazd do Hiszpanii, zarówno nad morzem jak i w mieście jest przyjemnie. Wciąż jest ciepło, ale już nie gorąco. Na plaży nie ma dzikich tłumów, a w mieście żaru. Ceny też są znacznie bardziej korzystne niż np. w sierpniu. Loty i hotele mogą być nawet o połowę tańsze. Miasta powoli wkraczają w swój codzienny rytm, dzieci szykują się do szkoły, a w knajpach zaczyna się picie, jak śpiewał Muniek Staszczyk. Można podpatrzeć życie mieszkańców, które wraca do swojego powakacyjnego rytmu. 

A zatem? Zapraszam do Hiszpanii, nie tylko w upalny sierpień, ale przede wszystkim we wrześniu!


poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Nie lubię poniedziałku! - o niemotywacji

"Wszystko mogę." "Zaczynamy nowy, wspaniały tydzień." "10 rzeczy, które będę robić w tym tygodniu." Takie hasła i inne, podobne, krążą w sieciach społecznościowym w poniedziałkowe poranki. Zwłaszcza w tzw. grupach wsparcia. Wszyscy się wzajemnie motywują, do pracy, do działania, do podejmowania nowych wyzwań. 

Poniedziałek wydaje się być dniem najcudowniejszym z całego tygodnia. Moc energii płynie z każdej strony, niczym strumień świadomości. A ja się tak po ludzku zastanawiam, czy my naprawdę w to wierzymy? Że ten dzień jest magiczny, i nagle, w poniedziałek mogę wszystko? Schudnę, znajdę nową pracę, posprzątam szafę i upiekę ciasto. 

Chyba rzeczywiście lepiej starać się motywować niż narzekać od rana, ale ile w tym jest prawdy, a ile zmuszania się do nowo tygodniowej rzeczywistości. Ile dosypywania cukru do dziegdziu? Będę szczera, ja nie lubię poniedziałku, po prostu. Może nawet nie tyle, co nie lubię, ale wolę zdecydowanie piątek, piątek, piąteczek, piątunio. Wolę też sobotę i nawet czwartek. Ale poniedziałek... no cóż. Po weekendzie, gdzie spędzasz czas jak chcesz i z kim chcesz, szara, poniedziałkowa rzeczywistość, mnóstwo rzeczy do zrobienia, niekoniecznie przyjemnych. Ależ nie! Nowe wyzwania, nowa energia. Jestem przekonana, że u niektórych myśl o nowym wyzwaniu kończy się wraz z pierwszym dźwiękiem wrzeszczącego budzika. Wystarczy spojrzeć na twarze ludzi w autobusach  w piątek i w pierwszy dzień tygodnia. Mowa ciała, we wszystkich językach wyglądająca tak samo...



Gdzie zatem ta moc, ta radość, ta wiara w siebie? Jest zapewne jedna grupa, która owszem, cieszy się z poniedziałków. Rodzice. Po całym weekendzie  z dziećmi, chwila ciszy w pracy może być kojąca... Wtedy tak, lubimy ten dzień, a przynajmniej chociaż troszkę.  Nie dołączę zatem do entuzjastów tego dnia. Po prostu go nie lubię, choć ma on swoje plusy, jak powrót do rutyny treningowej. Lubię sport, a w niedzielę daję odpocząć swoim nogom. Także, jednak tak, jest coś pozytywnego. Lecz nie wierzę, że nagle zaczniemy coś robić z uśmiechem na twarzy i podejmiemy 10 wyzwań. Pracować nad sobą trzeba codziennie, nie tylko w poniedziałek, nie tylko od nowego miesiąca czy roku. 

Statystyki mówią, iż jest to najmniej produktywny dzień w pracy. Ludzie są ospali, mało aktywni i rozkojarzeni. Czynności wykonują wolniej i z większym trudem. Jeśli ktoś chce podjąć nowe wyzwania, zmienić swoje życie, wierzyć w to, że wszystko się da, może lepiej zacząć od wtorku... 

Przepraszam, ale ja nie lubię poniedziałku, tak po prostu.