piątek, 21 grudnia 2018

Turrón- hiszpańska słodkość na Boże Narodzenie

Turrón to mieszanka migdałów, miodu i cukru. Słodki blok, sprzedawany w okresie świątecznym, potem niestety znika z półek i trzeba na niego czekać cały rok! Podstawowe rodzaje turrona to turrón blando (miękki) i turrón duro (twardy). Ten tradycyjny jest właśnie taki migdałowy, ale powstało całe mnóstwo odmian tej słodkości, o smaku śmietankowym, kokosowym, truskawkowym, czekoladowym, whisky, pralinowym, orzechowym.

turrón duro (twardy)


Istnieją dwie teorie na temat pochodzenia tego przysmaku. Pierwsza mówi, że na pomysł jego wytworzenia wpadli Arabowie, chodziło o zrobienie czegoś, co nie psuje się podczas transportu. Jedzenia zarówno energetycznego jak i trwałego. Druga teoria mówi o XVI wiecznym cukierniku z Barcelony o nazwisku Turró, który szukał pożywienia kalorycznego w czasach głodu. Czegoś stosunkowo łatwego do wyprodukowania. 
Aczkolwiek mieszkaniec Jijony, Fernando Galiana, który poświęcił wiele lat na studiowanie pochodzenia turronu i jego nazwy, doszedł do innego wniosku. Torrat to słowo określające mieszankę bakalii i miodu gotujących się na wolnym ogniu, stąd wziął się wyraz turrón, według Fernanda.

turrón miękki, twardy i zrobiony z żółtek


Ta hiszpańska słodkość jest chroniona prawnie, nazwa turrón może zostać użyta tak naprawdę tylko dla delicji pochodzących z Alicante i przede wszystkim z Jijony. Co prawda w Szwajcarii istnieje coś podobnego, ale pod nazwą nugat. Wyjątkowości temu pożywieniu nadaje fakt, iż jest on głównie produkowany od września do grudnia i sprzedawany tylko w okresie świątecznym. Skąd to wynika? Głównie z tradycji, lecz także migdały i miód były towarem drogim, luksusowym, odświętnym. 

W najsłynniejszym dla turronów mieście Jijonie krąży nawet legenda dotycząca pochodzenia tej migdałowej mieszanki. 
"Dawno, dawno temu hiszpański król wziął ślub ze skandynawską księżniczką. Księżniczka czuła się smutna, z dala od swojej ojczyzny i widoku ośnieżonej krainy. Król, chcąc ją rozweselić, kazał posadzić setki drzew migdałowych. Dzięki temu, gdy kwitły, przypominały ośnieżone pola. Mieszkańcy Jijony co roku zbierali migdały i nauczyli się przyrządzać z nich najsławniejszy świąteczny smakołyk."

kwitnące migdałowce


Jeśli będzie mieli okazję być w Hiszpanii w grudniu, koniecznie spróbujcie turrona! A latem lodów o tym smaku. Bardzo osładzają życie. 

czwartek, 13 grudnia 2018

cocido madrileño- hiszpańskie danie na trzy obiady

Cocido madrileño, to mało znane poza Hiszpanią, a tak naprawdę jedno z najważniejszych dań kuchni Madrytu. Spożywane przede wszystkim zimą, bo mocno rozgrzewa. Jego głównymi składnikami są: ciecierzyca, warzywa (ziemniaki, kapusta, marchewka, por, seler) oraz mięsa (kurczak, wołowina, kawałek boczku, chorizo, morcilla- kaszanka, kość z szynki). 

Cocido to potrawa z kuchni slow food. Gotuje się je długo, z namaszczeniem i równie długo się je spożywa. Etap pierwszy to zjedzenie zupy, wywaru. Podobna jest w smaku do rosołu, dla lepszego trawienia dodaje się odrobinę suszonej mięty, podaje się z cienkim makaronem. Etap drugi to wyłowienie ciecierzycy i warzyw, konsumuje się je na innym talerzu, często z utartymi w moździerzu pomidorami z dodatkiem kminu rzymskiego. Do tego można podgryźć ostrą, marynowaną papryczkę. Faza trzecia, ostatnia, to jedzenie mięsiwa, o ile jeszcze chce się jeść... Kawałek kiełbaski, kurczaka, obgryzanie kości. 

domowe cocido 

Krąży legenda, że pod koniec XIX, na początku XX w. w Madrycie byli ludzie, którzy zajmowali się wypożyczaniem kości. Chodzili od baru do baru i wkładali na jakiś czas kość do zupy, aby nabrała smaku i aromatu. 

Ale! To nie koniec konsumpcji cocido. Na drugi dzień, podgrzewa się resztki mięsa i kiełbasy, na patelni z cebulką i dalej się je. Strawa ta nazywa się "ropa vieja" (dosłownie: stare ubranie). Natomiast z kawałków szynki robi się hiszpańską wersję krokietów. Krokiety są malutkimi kuleczkami, z dowolnym nadzieniem i beszamelem. W tym wypadku nadzienie jest o smaku szyneczki, ale krokiety mogą być ze szpinakiem, grzybami, rybą. Niektórzy z mięsa, które pozostało robią taki jakby kotlecik, zwany "pelota" (dosłownie: piłka). Kawałki rozdrobnionego mięsa obtacza się w bułce, z jajkiem i smaży na oleju, następnie wkłada się tę kuleczkę do wywaru, aby nabrała aromatu...

krokiety z szynką

Gdzie zjeść dobre cocido w Madrycie?
Najpopularniejsze miejsca to: 
1. La Bola, calle de la Bola 5, 
2. Malacatín, calle de la Rueda 5, 
3. La Gran Tasca, calle de la Sta. Engarcia, 161 
4. Restaurante Los Galayos, calle de Botoneras, 5.

W latach 50' powstała nawet piosenka oddająca hołd tej potrawie. Pod tytułem:
"Cocidito madrileño". (https://www.youtube.com/watch?v=TM6UvitjQXg)

Odważycie się spróbować najpopularniejszego dania Madrytu? 




wtorek, 11 grudnia 2018

Nie odpuszczam, biegnę dalej!

Brzuch i ja. Średnio się lubimy. Nieustanna walka. Dwa kilo mniej, trzy kilo więcej. Brokuł zamiast sera. Fasolka zamiast czekolady. Treningi, pilnowanie wagi, formy, cellulitu. Zmuszanie się do wyjścia na spacer w niepogodę, gdy wiatr, deszcz, zimno. Gdy gorąco.

Idę, biegnę, płynę, nie odpuszczam. 
Znacie tę sytuację? Jeśli tak, to gratuluję, należycie do grona osób dbających o siebie. Gdy nie masz już 20 lat, nie da się ukryć, to już tak nie funkcjonuje, że wyglądasz szczupło i atrakcyjnie nic nie robiąc. O nie! Teraz nad kondycją i wyglądem trzeba się sporo napracować. Metabolizm po 30 roku życia mocno zwalnia. Po 40 jeszcze bardziej. Kobiety, które urodziły dzieci mają jeszcze gorzej, ciąże, burza hormonów, ciało zmienia się już trochę na zawsze. 

Czy w związku z tym masz sobie darować? Zgonić swoje zaniedbanie na dzieci? Lub usprawiedliwiać się brakiem czasu? "Nie mam czasu na dietę, nie mam czasu na sport." A tu nawet 20 minutowy spacer to już jest coś. Nawyk, rutyna, muszę coś zrobić, choć przez chwilkę poćwiczyć. Pamiętaj, kiepski moment na ruch dziś, to na stare late dobry moment na pójście do lekarza ortopedy.

"Mam dobrą, mam złą genetykę." To też często słyszę. Mam złą genetykę- cokolwiek bym nie robiła, to będę gruba. Mam dobrą genetykę- hulaj dusza, piekła nie ma. Cokolwiek bym jadł i pił i tak dobrze wyglądam. Może na zewnątrz tak, ale środku... to już różnie bywa. 


Brak czasu, zła pogoda, dzieci, genetyka. Jakie macie jeszcze wymówki?
Zbliżają się Święta, chwile siedzenia przy stole, epoka kulinarnych grzechów, nadużywania alkoholu. Niektórzy już na poczet tego, na początku grudnia rezygnują z ruchu i zdrowego jedzenia, bo i po co, skoro zaraz Święta. Zacznę się odchudzać po Nowym Roku... ale czy oby na pewno?

Piszę ten tekst jako zwykła osoba, nie zajmuję się profesjonalnie dietą, ani sportem. Nie jestem też Miss Universe, ale nie wyglądałbym też tak jak wyglądam, gdyby nie ta codzienna walka. Walka z własnymi słabościami (kawałek ciasta, nic się nie stanie), demonami (jestem, nie jestem gruba), lenistwem (niedziela, wolę poleżeć z książką, ale jednak idę na rower), usprawiedliwieniami (zostanę w domu, bo wieje wiatr). To walka, bo jestem tylko człowiekiem i czasem mi się nie chce. Mam chwilę zwątpienia, w to, co ćwiczę, w to, co robię. Ale w końcu zawsze wygrywa moja silna wola. Nie poddaję się, trenuję, idę, biegnę, podnoszę sztangę, jadę na rowerze, pływam...


wtorek, 4 grudnia 2018

Żałuję, że mnie tam nie ma...

Są takie dni, że jestem tu tylko ciałem, duchem jestem gdzie indziej. W ojczyźnie. W rodzinnym mieście. Pod starym trzepakiem obok domu rodziców.

Mieszkanie poza swoim krajem ma swoje ciemne strony, o których rzadko ci ktoś powie i nie zrozumiesz tego, dopóki sam nie zaczniesz żyć takim życiem. 
W dni powszednie nie zastanawiasz się nad tym, bo nie ma ani czasu, ani potrzeby. Gorzej, gdy nadarzy się jakaś specjalna okazja. Święta, urodziny, imieniny, rocznice. Wesela, pogrzeby. Nie zawsze można wsiąść w samolot i być na miejscu. Ze względu na odległość, brak czasu, brak pieniędzy. 



To ciągłe wybory między czymś ważnym, a ważniejszym. Między tym, kto się na Ciebie obrazi, a kto bardziej cię zrozumie. Różne wydarzenia przeciekają ci przez palce i jedynie niemyślenie o nich sprawia, że nie czujesz się źle. Urodziny mamy, urodziny siostry, Dzień Matki, Dzień Babci. Rocznica ślubu, ślub, na który nie dasz rady przyjechać. To jednocześnie smutek, wyrzuty sumienia jak i czasem złość. Złość, bo ktoś oczekuje przeprosin czy usprawiedliwienia. Bo kogoś zawiodłeś. Nieważne, że chodzisz w takie dni jak zombie, bo na odległość nic nie możesz zrobić. 

Nie uściskasz babci, która kończy 85 lat i nie wiadomo jeszcze, ile razy będzie świętować swoje urodziny. Nie pójdziesz do kawiarni z mamą, ani w Dzień Matki, ani w jej urodziny, ani nawet w zwykły weekend. Ba, nawet się z nią nie zdążysz pokłócić, obrazić, przeprosić. Nie da rady być przy dziadku w dniu jego operacji, ani nawet tydzień po. Nie możesz być z przyjaciółką, gdy rodzi się jej pierwsze dziecko, ani gdy innej, ciężko chory syn, leży w szpitalu. Nie upijesz się z przyjacielem z okazji jego awansu, ani nie przytulisz go, żeby pocieszyć po śmierci ojca. 

I choć twoje życie jest już daleko od tego, co tam... to pewne rzeczy się nie zmieniają. Ludzie bliscy są bliscy nadal albo nawet ważniejsi, bo dopiero dystans uświadamia ci, jak bardzo są istotni. Walczysz z tęsknotą, wyrzutami sumienia i jednocześnie masz prawo do życia tam, gdzieś chcesz, z kim chcesz i jak chcesz. 



Do tego dochodzi dziwny sposób rozumowania niektórych ludzi. "Mieszka za granicą, to na pewno ma lepiej." Więcej zarabia- w przypadku Szwecji. Ma lepszy socjal- w przypadku Anglii. Ma więcej słońca- w przypadku Włoch. "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma." Jak ktoś kiedyś mądrze powiedział... 

Z jednej strony to miłe, gdy ktoś pyta się ciągle, kiedy przyjedziesz, a z drugiej strony, to równie miłe jak ktoś pofatyguje się, żeby cię odwiedzić albo przynajmniej zadzwonić. (W Europie nie ma już praktycznie roamingu!) Samoloty latają w obie strony dokładnie tak samo. I jeśli to ten sam kontynent, ceny też nie są horrendalne. 

Mijają lata i zarówno tu jak i tam, czujesz się jednocześnie u siebie i nie u siebie. Czasem jesteś tu tylko ciałem, a gdzieś tam, w odległej galaktyce duchem.

czwartek, 22 listopada 2018

Hiszpania czy Włochy? Gdzie lepiej pojechać na wakacje?

Paella czy risotto? Prosecco czy albariño? Jamón czy prosciutto? I wreszcie italiano o español? 

Można się kłócić, który kraj jest ciekawszy dla turysty. W którym jest lepsze jedzenie i który język jest ładniejszy. Ale prawda jest taka, że Włosi i Hiszpanie są do siebie dość podobni. Zarówno kultura jak i nawet język. Są to niewątpliwie jedne z najpiękniejszych krajów w Europie, posiadające kilometry plaży i największą ilość zabytków wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO (Włochy 54, Hiszpania 50). 

Co mają ze sobą wspólnego, a czym się różnią? (Garść obserwacji z punktu widzenia turysty.)

Oba kraje są bardzo urozmaicone pod względem geograficznym, inna jest północ, a inne południe. Włosi z południa i Włosi z północy bardzo się od siebie różnią, tak samo zresztą jak Hiszpanie. Północ jest bogata, a południe biedne. Nie wiem dlaczego, ale często występuje taka prawidłowość. 

Madryt


Jedzenie, jedzenie, jedzenie... to chyba ulubione słowo tych nacji. Hiszpania ma swoje tapas, ale we Włoszech je się antipasti (deski serów, wędlin i obowiązkowo suszonych pomidorów w oliwie). W Hiszpanii wybór tapas jest dużo większy i do tego często są darmowe, ale smaku pomidorów włoskich nie przebije nic. 
Jeśli chodzi o wino, i tu, i tu wybór jest przeogromny. Wina czerwone, białe, wytrawne, półwytrawne, słodkie, półsłodkie, dla miłośników tego trunku są to kraje numer jeden, ale !UWAGA! w Hiszpanii wino jest tańsze i to sporo tańsze. Mówię o piciu tego eliksiru w barach, w sklepie ceny są podobne. Dodam, że nigdzie nie widziałam tak taniego, a przy tym dobrego wina, jak w Hiszpanii. Średnio cena za kieliszek to 2 euro, podczas, gdy we Włoszech to 4 euro, a we Francji nawet i 5. A zatem jeśli ktoś chce robić wycieczki po barach i degustacje, to jednak w Hiszpanii (taniej). 

Wenecja

Jeśli ktoś jest fanem słodkości, lodów, ciastek, to jednak Włochy, sławne gelati (lody) są naprawdę najlepsze na świecie, poza tym inne wypieki, często z dużą ilością pistacji- po prostu niebo w gębie. Hiszpańskie słodycze są typowo arabskie, dużo miodu i migdałów, bardzo słodkie! A do ciasteczka kawka, tak, tylko we Włoszech! Co prawda w Hiszpanii też jest dobra kawa, naprawdę dobra, to jednak Włosi są mistrzami w jej parzeniu. Espresso, capuccino, caffè macchiato i wiele innych... 

włoska kawa 


Gdyby ktoś z Was miał ochotę na zakupy, to Włochy są jednym z najbardziej polecanych miejsc. Rzeczy eleganckie, a zarazem oryginalne. Buty, torebki, płaszcze, marynarki, krawaty, szale. Włochy to raj dla kochających modę. W większości dużych miast można znaleźć sklepy z takimi markami jak: Gucci, Prada, Louis Vuitton, ale poza tym są sklepy normalne, dla zwykłych śmiertelników. Aczkolwiek tanio nie jest. Dużo bardziej ekonomicznie jest zrobić zakupy w Hiszpanii. Jednak są to inne ubrania, trochę mniej eleganckie, za to bardziej kolorowe.

Włosi są uznani, nie bez powodu, za najlepiej ubranych w całej Europie. Oprócz tego, na pierwszy rzut oka, zarówno Włosi jak i Włoszki są urodziwi. Nie dość, że są ładni, to jeszcze do tego zadbani. Wypacykowani, wyfiokowani. Czasem nawet do przesady. Co ciekawe, o ile jeszcze Hiszpanie też o siebie dbają, to już Hiszpanki w porównaniu do Włoszek wypadają blado, a w porównaniu do Polek bladeńko... Nie każda musi mieć urodę Penelope Cruz, ale każda przy odrobinie dobrej woli może o siebie zadbać. A naprawdę wiele kobiet absolutnie nic nie robi, żeby dobrze wyglądać. Nieufarbowane włosy, niepomalowane paznokcie, makijaż tylko od święta, stary wyciągnięty sweter to w Hiszpanii częsty widok. Czasem włączam TV i nawet dla telewizji kobietom nie chce się odrobinę ...umalować czy uczesać. 

hiszpańska sangria

I na koniec tego (z dużym przymrużeniem oka) porównania mogę tylko powiedzieć, że są to wspaniałe miejsca na wakacje. Oba narody są wesołe i otwarte na innych ludzi. Uwielbiają jeść i pić, i celebrują to jak nikt inny. Kuchnia włoska i hiszpańska są, w mojej opinii, najlepsze w Europie. Hiszpania i Włochy mają setki kilometrów wybrzeża...piękne plaże, krystalicznie czystą wodę. Urokliwe miasta i miasteczka, futbol na najwyższym poziomie, pieszczące podniebienie wina... Jeśli jeszcze w tych krajach nie byłe/aś koniecznie uzupełnij braki. 





piątek, 19 października 2018

Efektywna nauka języka hiszpańskiego!

To prawda, że hiszpańska gramatyka do najłatwiejszych nie należy, ale przynajmniej na początku nauki nie jest taka skomplikowana. Pamiętaj, jeśli jesteś Polakiem/Polką wszystkie inne języki wydają się bajecznie proste!

Co zrobić, żeby szybciej, efektywniej nauczyć się języka i nie zniechęcić? 

    1. Na początku rzeczy proste

Przede wszystkim nie zaczynać od rzeczy trudnych typu odmiana czasowników we wszystkich możliwych czasach! Powoli, nie wszystkich czasów się nawet używa na co dzień. A od patrzenie w tabelki odmian można dostać oczopląsu.

2. Cudów nie ma.

Cuda nie istnieją i żaden kurs, żaden nauczyciel nie nauczy się za nas, po lekcji trzeba samemu pracować, robić ćwiczenia, powtarzać słówka. Nikt za nas tego nie zrobi.

3. Muzyka dobra na wszystko

Polecam słuchanie muzyki, tłumaczenie piosenek i śpiewanie, to najlepsza metoda na zapamiętywanie słówek. Odradzam tłumaczenia piosenek Shakiry, z pięknym castellano mają one niewiele wspólnego.  Zachęcam zajrzeć tu, lista 10 piosenek, które ułatwiają naukę hiszpańskiego: https://www.1001reasonstolearnspanish.com/10-canciones-para-aprender-espanol/
 
4. Czytanie książek, prasy po hiszpańsku

Jeśli chodzi o książki, to dostosowane do naszego poziomu, na pewno nie zaczynać od Cervantesa. Prasa też na początku mniej ambitna, proste artykuły. Polecam poszukać na przykład na tym portalu: https://www.practicaespanol.com/

5.  Jasno sprecyzowany cel

Żeby nauka była skuteczna, trzeba wiedzieć po co chcemy znać język hiszpański. Dobra motywacja to podstawa. Inaczej się uczymy wiedząc, że robimy to dla przyjemności, a inaczej wiedząc, że zaraz wyprowadzimy się do danego kraju i bez języka ani rusz.


6. Mów! Mów! Mów!

Najważniejsze to, aby jak najszybciej zacząć mówić, z błędami, dukając, powoli, ale mówić. Trzymanie buzi na kłódkę w obawie, że źle coś powiemy, nie ułatwi nauki. Kto się nie popełnia błędów, ten się nie nauczy!

Serdecznie zapraszam na lekcje do mnie (kontakt: annakoronowska@hotmail.com https://www.facebook.com/annakoronowskahiszpanski/) i wszystkim życzę powodzenia w nauce!
 

czwartek, 4 października 2018

Hiszpania- jak jeść, by nie przytyć?

Wino, winko, piwko, tapas, ziemniaczki w sosiku, szyneczka, serek, pierwsze danie, drugie danie, deserek, kawka, likier i dżin z tonikiem. 

Nie ulega wątpliwości, że w Hiszpanii je się dobrze. Je się też dużo. I nie mniej się pije. Dla kogoś, kto przyjeżdża z zewnątrz te wszystkie bary, smakołyki, stanowią nie lada pokusę. 

I nic w tym dziwnego, bo nie brakuje tu jedzenia najwyższej jakości, a ponadto Hiszpanie są mistrzami, zresztą obok Włochów, zrobienia z niczego- narodowego dania. Najlepszy na to przykład to tortilla de patatas, zwykłe kartofle z jajem i cebulą, paella- ryż z dodatkami, czy też gazpacho- krem z pomidorów i papryki. 

Wiele osób, które przeprowadzają się na stałe do Hiszpanii tyje. Zmiana nawyków żywieniowych, późne pory kolacji, to wszystko powoduje wzrost wagi. Jak się przed tym uchronić? Od czego najbardziej się tyje? Co wodzi na pokuszenie?

1. Tapas bar i alkohol.

To największy wróg płaskiego brzucha i szczupłej sylwetki. Choć kieliszek czerwonego wina jest jak najbardziej wskazany, tak często na jednym kieliszku się nie kończy. A alkohol tuczy i to bardzo. Winko, piwko, umawianie się na tzw. cañas (czyli po prostu na picie piwa) to istna zguba. Do tego dostajemy słynne tapas, czyli jakąś przekąskę i tłuszcz idzie w boczki. Kanapki, kanapeczki, wszystko kusi i nęci, bo dużo dań jest wystawionych, tak, żeby każdy mógł je zobaczyć i zamówić...


2. Picos de pan

Picos de pan to nic innego jak malutkie chlebki, coś podobnego do paluszków, ale grubsze i bez soli. Je się je maczając w serze, jako dodatek do szynki czy chorizo. A poza tym same w sobie są obłędne. Bomba kaloryczna i to jaka smaczna!


3. Patatas bravas i inne dania z ziemniaków

Patatas bravas, czyli ziemniaki z pikantnym sosem, tortilla de patatas są jednym z ulubionych dań wszystkich turystów, a także autochtonów... Można się od nich uzależnić, a jakby nie patrzeć, to spora dawka węglowodanów. Do tego wszędzie sprzedaje się chipsy i Hiszpanie jedzą je kilogramami. Ja jednak radziłabym uważać z jedzeniem tych smakołyków.




4. Churros con chocolate

To danie, które niektórzy jedzą na śniadanie, niektórzy na podwieczorek. Słodkości podobne do faworków, pączków wiedeńskich, ociekające tłuszczem i do tego moczone w gorącej czekoladzie. Dobre na kaca o 6.00 rano. UWAGA! Jeśli chcesz zachować szczupłą sylwetkę, jedz churros nie częściej niż 3 razy do roku!

5.Oliwa z oliwek i chleb

W Hiszpanii je się dużo chleba, do obiadu, do kolacji, moczy się go we wszystkich sosach, salsach, a przede wszystkim w oliwie... Nie ma nic lepszego niż kawałek chleba zamoczonego w oliwie, gdzie wcześniej były pomidory. Pyszne, ale oliwa, mimo iż jest zdrowa, to tłuszcz, a więc duża dawka kalorii, plus 2 kg murowane. 


6. Menú del día

Tzw. Danie dnia, co prawda to najlepsza i najtańsza opcja na zjedzenie obiadu, ale trzeba uważać, co się zamawia. Większość barów oferuje dwa dania plus deser i kawę. Pół biedy jak ktoś zamówi na pierwsze sałatkę, a na drugie filet z kurczaka, czy rybę, a do tego kawa zamiast deseru. Ale niektórzy zamówią na pierwsze makaron, a na drugie filet z wołowiny z górą ziemniaków i na deser arroz con leche (ryż na mleku). To właśnie w ten sposób łatwo jest przybrać na wadze.

7. Fritanga 

Fritanga to wszystko, co jest bardzo wysmażone, czyli przygotowywane na głębokim oleju, rybki, kalmary, krokiety (w Hiszpanii z dużą ilością beszamelu), świńskie skórki, uszy, boczek, ale również ziemniaki. To wszystko jest pyszne, ale na pewno na zjedzenie od czasu do czasu, w weekend, nie codziennie. Pół biedy jak ktoś zamawia smażone ośmiorniczki i sałatkę, ale niejednokrotnie widziałam na stole u ludzi- kalmary, skrzydełka z kurczaka i krokiety, oczywiście kilogram chleba do tego i puszka coli, dodam, że Light. 


8. Późne pory kolacji

Kolację w Hiszpanii je się najwcześniej o 21.00, w weekend i o 23.00. Nie tyle problemem jest późne jedzenie, ale kwestia co jemy i o której położymy się spać. Zjedzenie kawałka ryby i sałaty na pewno nas nie utuczy, zeżarcie wielkiego talerza krokietów i ziemniaków już tak.



Wszystko jest dla ludzi, wszystko jest do jedzenia, ale trzeba zachować umiar i unikać pewnych produktów. Bary są tu mekką, ale chodzenie do nich dzień w dzień może spowodować, że nie dopną nam się spodnie. Hiszpania oferuje ogromną wprost ilość świeżych warzyw i owoców. Jeśli mogłabym coś doradzić, to zamiast churros zjeść pomarańczę, a od poniedziałku do piątku zamiast patatas bravas przekąsić melona lub awokado. Desery jeść tylko w niedzielę. A w tygodniu drogę do baru zamienić na drogę na siłownię lub do parku.

SMACZNEGO!



środa, 8 sierpnia 2018

żar tropików- sierpień w Hiszpanii

Gorąco. Bardzo gorąco. Afrykańskie powietrze bardzo często dociera na Półwysep Iberyjski. Fala upałów to 40-42 stopnie (w cieniu rzecz jasna).

Cały dzień chce ci się spać, bo w nocy nie da się spać. Znośna temperatura jest między 5 a 8 rano. Potem znów zaczyna się żar. Przewracasz się z boku na bok. Powietrze stoi i gęstnieje. O 10.00, najpóźniej o 11.00 zamykam szczelnie wszystkie okna, zasłaniam ciężkie, nieprzepuszczające ciepła i światła żaluzje, zostawiam tylko małą szczelinę, żeby mrok nie wpędził mnie w depresję. 

W dzień jeśli pracujesz, pół biedy jeśli jest to klimatyzowane pomieszczenie, jeśli pracujesz na zewnątrz- masz  problem. Woda, polewanie się wodą i cierpienie. Zaleca się niewychodzenie z domu w godzinach między 14.00 a 18.00, a także nieuprawianie sportu w najgorętszy czas, czyli popołudniami... Zawsze jednak znajdzie się jakiś kretyn, który o 15.00 jeździ na rowerze. Jest to jednakże widok rzadki.

14.00- godzina jedzenia, a tu nie chce się jeść, jesz, bo to godzina obiadu. Trochę gazpacho, kawałek ryby, warzywa. Nawet na wino nie masz ochoty, bo zakręci ci się po nim w głowie. Wyglądam o 16.00 przez okno. Żywego ducha nie ma na ulicy. Cisza, wydaje się, że wszyscy się porozpływali, rozpuścili w sosie własnym. Usiłuję poczytać książkę, dwie strony i nagle wzrok staje się coraz bardziej mętny, już nie wiem, co czytam, ani nie wiem gdzie jestem. Zapadam w dziesięciominutowy letarg, a wydaje mi się, że minęły 2 godziny. Otwieram oko jedno, drugie, znów dwie strony książki i letarg. 



Wstaję, robię sobie kawę, ale senność  nie mija. Wstaję , nalewam sobie coli. Letarg nie mija, zaczyna boleć głowa. Poddaję się, kładę się na kanapie. Drzemię pół godziny. Wstaję, robię kolejną kawę. Na trochę się wybudzam. Popołudnie minęło znowu bezproduktywnie i nawet nie mam do siebie pretensji, wieczorem trochę się ożywię. Jedyną rozsądną rzeczą, którą można zrobić jest pójście na basen, nad morze, jednym słowem do wody.

Idę na basen. Jest 18.00, wyjście z domu kojarzy mi się z wyjściem z domu w zimowy, polski poranek przy -25 stopniowym mrozie. Różnica jest taka, że w Polsce następowało uderzenie zimna. Tutaj następuje uderzenie gorąca. Czuję się jakbym weszła do pieca, ale co zrobić, trzeba się na ten basen jakoś dostać. Wsiadam na rower, bo wtedy jest szybciej. Nie ujechałam nawet 3 metrów, a już chce mi się pić, już mnie mdli z gorąca. Pedałuję jednak dzielnie, docieram na basen. Półtorej godziny wytchnienia, trochę pływam, ale głównie moczę się w wodzie. Atmosfera jest taka, że nawet pływać mi się nie chce. Wychodzę z wody.



Pół godziny jest mi w miarę przyjemnie, po pół godzinie znowu to samo, gorąc, rozpalone czoło. Upał, żar, fala gorąca. Rower i do domu. Widzę, że towarzystwo z mojej ulubionej ławki pije sangrię. Podziwiam. Nie skończy się to dobrze, ale na razie bawią się dobrze. Po drodze zatrzymuję się przy moim ulubionym ogrodzie, którego właściciel po godz. 20.00 uruchamia automatyczny zraszacz trawnika. Stoję przy płocie i czekam na krople wody, które polewają moje stopy, myją mi rower. Chwila ulgi. Czekam, aż zraszacz zakręci się 3 razy i jadę przed siebie. W domu zawsze zastanawiam się czy otworzyć okna czy jeszcze nie. Otwieram po 24.00, ale jest 30 stopni, powietrze-  stoi i gęstnieje. Czeka nas kolejna noc tropikalna.  


*Tekst ten napisałam w 2012 roku, po 7 latach mieszkania w Hiszpanii trochę się już do gorącego lata przyzwyczaiłam, jest dużo lepiej, ale na 40- stopniowe fale upałów nie ma mocnych.


poniedziałek, 6 sierpnia 2018

porra antequerana (gazpacho bez ogórka)- hiszpańska zupa na lato

Porra antequerana to jak sama nazwa wskazuje danie pochodzące z Antequery (miasta w pobliżu Malagi). Tak naprawdę to wersja popularnego gazpacho, ale nie dodaje się do niej ogórka. Wykonuje się ją szybko, ale trzeba ją dobrze schłodzić. A oto przepis:

składniki:
1/2 kg dojrzałych pomidorów
1 czerstwa bułka lub białe pieczywo
1 zielona papryka (nie za duża)
1 ząbek czosnku
z pół szklanki dobrej oliwy z oliwek
3-4 łyżki stołowe octu winnego lub jabłkowego
sól i pieprz

składniki dodatkowe (do wyboru):
ugotowane jajko, szynka, tuńczyk, świeży ogórek, czerwona papryka



Przygotowanie:

Do naczynia wlać oliwę i włożyć bułkę, chleb, aby nasiąknęła oliwą. Pokroić zieloną paprykę, pomidory sparzyć, obrać ze skóry, pokroić. Do naczynia z oliwą i chlebem dodać pomidory, paprykę, czosnek, zmiksować, dodać octu (w zależności od gustu, mniej lub więcej), dodać sól i pieprz wedle upodobania. Wszystko dokładnie zmiksować blenderem na gładką masę. Wstawić do lodówki na min. 4 godziny. Zupa musi być bardzo zimna.

Do potrawy dodać pokrojone, ugotowane jajko, tuńczyka lub szynkę i jak ktoś chce pokrojonego drobno ogórka i/ lub paprykę czerwoną.

Zupa jest bardzo prosta i szybka w przygotowaniu, jej sekretem jest dobra oliwa, pomidory oraz proporcje...

SMACZNEGO! 

piątek, 3 sierpnia 2018

Tinto de verano, hiszpańskie lato i gorąc

Hiszpania latem jest właśnie tą Hiszpanią, o której myśli przeciętny Europejczyk, który być może nigdy jej nie odwiedził. Słońce, fiesta, plaża. Plaża- dla tych, którzy mają szczęście mieszkać na morzem. Basen, dla innych.  

Latem słońce i upał dyktują tutaj warunki. Je się inaczej, śpi się inaczej, inaczej spędza czas. Nikt nie je mięsa z wielką ilością ciężkiego sosu, ani fasoli, zamiast tego – gazpacho, sałatki. 

Wino też pije się inaczej. Popularne jest wtedy „tinto de verano”, czyli czerwone, lekkie wino z dużą ilością lodu i dodatkiem wody gazowanej albo fanty cytrynowej i martini. Oczywiście słynna sangria, czyli znowu lekkie, czerwone wino z lodem, świeżymi, pokrojonymi owocami – pomarańczami, cytrynami, truskawkami.  Napój popularny przede wszystkim w Andalzuji – rebujito- czyli  białe wino ze spritem, czasem z dodatkiem listków mięty. Rebujito ma wieloletnią tradycję i sięga czasów wiktoriańskich, było pite w Anglii, znane jako Sherry Cobbler. Piło się go z wodą gazowaną, sokiem cytrynowym,( bo sprite nie istniał), sherry (hiszp. jerez) i lodem, zawsze przez rurkę.



Wieczorem z przyjemnością degustuje się mojito, które jest w Hiszpanii bardzo dobre i niedrogie. Nikt nie pogardzi zimnym piwem, które latem smakuje najlepiej. Piwa hiszpańskie są lekkie, dość słabe- idealne na upał. Idąc do baru nikt nie powie: poproszę piwo, (una cerveza, por favor), ale zamawia się konkretną ilość piwa. Najpopularniejsza jest caña, czyli małe piwko, ewentualnie jarra, czyli duże 0,5 L piwo (jarra to kufel po hiszpańsku) lub botellín, czyli 0,3L butelka piwa. Oczywiście tych małych piwek w ciągu jednego wieczoru można wypić naprawdę sporo, a lepiej zamówić małe, bo zdążymy je wypić zanim się nagrzeje i wygazuje

Należy pamiętać, że o pewnych godzinach, latem, lepiej nie wychodzić z domu, z hotelu. Pewne godziny to między 14.00 a 19.00, po pierwsze, bo jest to pora jedzenia i siesty. Siesta oznacza, że większość sklepów jest pozamykana. Zamknięte są też urzędy, banki i poczta, zatem i tak nic w tych godzinach nie załatwimy, co najwyżej pocałujemy klamkę. Po drugie - wtedy słońce naprawdę grzeje i jak ktoś sobie z godzinkę pospaceruje, to zatęskni szybko za chłodem domu. Na pewno niejeden turysta, który przyjedzie do Hiszpanii, zdziwi się, że w tych godzinach naprawdę nic się nie dzieje. Po kilku dniach pobytu szybko zrozumie tutejsze zwyczaje i o godz. 16.00 grzecznie utnie sobie drzemkę.  Hiszpanie w tych godzinach nie siedzą nawet na plaży, chyba, że w cieniu pod parasolem. Za to można spotkać opalających się Anglików, Skandynawów, którzy w dniu następnym będę się okładać zimnym jogurtem lub leczyć z udaru.



W dzień okna są pozamykane, żaluzje pozasłaniane. Jeśli raz ciepłe powietrze wkradnie się do domu, to ciężko je stamtąd wygonić. Okna, najwcześniej można otworzyć jak zajdzie słońce, czyli po 22.00. Ale często chłodniej robi się dopiero po 24:00. Wieczorem Hiszpanie wychodzą na ulicę, jak dżdżownice po deszczu, puste ulice zapełniają się, puste bary są wypchane. Ludzie przelewają się jak  piwo z kufla. Ponownie otwierają się sklepy. Małe sklepiki mają siestę, tylko duże markety i dyskonty są otwarte cały czas. Wszystkie sklepy otwierają się po 9.00, nie ma zwyczaju otwierania sklepu o 6.00 czy o 7.00, nikt tu nie chodzi po bułki na śniadanie. Ławki są pozajmowane przez mieszkańców, jest głośno, ludzie przekrzykują się, każdy chce coś powiedzieć. Świat budzi się z letargu aż do północy w zwykłe dni i aż do rana w weekend.

Pod koniec czerwca można mieć nadzieję, że w nocy będzie trochę wiatru. Wiatru chłodnego, który pozwala spać, koi i tuli do snu. Najgorsze są noce tzw. tropikalne, kiedy temperatura nie spada poniżej 24 stopni. Wtedy powietrze stoi, śpi się źle. Ponoć, gdy temperatura przekracza 22 stopnie w nocy, człowiek nie śpi normalnie. Jeśli na chwilę się zdrzemnie, za chwilę się budzi. Cantabria zawsze śpi spokojnie,  w nocy temperatury nie przekraczają 18 C.

I letnie dyskoteki, hity jednego sezonu. Ciekawe, że bardzo dużo z nich jest śpiewanych właśnie po hiszpańsku. Słynna „Macarena” Los del Rio, „La Bamba” Los Lobos, „Bailando” Loona, „Bomba” King Africa,”Livin la vida Loca” Ricky Martin, “Gasolina” Daddy –Yankee, “Obsesion” Aventura, “I know you want me” Pitbull, “Danza Kuduro” Don Omar… można by długo wymieniać.  Jeśli komuś nic nie mówią te tytuły, proponuję posłuchać. Piosenki wprowadzają w letni, imprezowy nastrój. Twórcy tych letnich przebojów z pewnością sprytnie odwołują się do hiszpańskiego stereotypu fiesty, wakacji. I nawet ci, co mogliby śpiewać w innym języku, preferują hiszpański.


Latem nie trzeba się martwić, czy będzie padało, czy uda się weekend. Oglądając prognozy pogody patrzę tylko czy będzie gorąco czy bardzo gorąco. Każdy szuka cienia, kawałka ręcznika, na którym można się położyć i opalać. Basenu, w którym można się schłodzić. Bryzy, która przyjemnie powiewa. Lodu w sangrii, gazpacho w lodówce. Możliwości ucieczki z miasta, fiesty, piosenki na jedną noc.

poniedziałek, 14 maja 2018

Hiszpania: Fiestas San Isidro w Madrycie

Fiesty San Isidro obchodzone są, co roku, przede wszystkim w Madrycie, ponieważ San Isidro (Święty Izydor) jest jego patronem. Wszystkie miejscowości mające w nazwie Isidro, również świętują. Nawet w pobliżu mojego miasta Aranjuez, znalazło się miasteczko -Real Cortijo de San Isidro.

Obchody przypadają na połowę maja, zaczynają się ok. 11 maja i trwają do 15 maja. O popularności tej fiesty dawniej, świadczą obrazy Francisco de Goya, przedstawiające bawiących się madrytczyków. Tradycja mówi, żeby w tym dniu odbyć pielgrzymkę do pustelni- kapliczki San Isidro i napić się wody ze „świętego źródełka.” (Gdyby ktoś był w Madrycie, kaplica położona jest w dzielnicy Carabanchel.) 15 maja w Parku San Isidro urządzany jest piknik. Można zjeść, napić się i potańczyć na świeżym powietrzu.

obchody święta, ludzie ubrani w tradycyjne stroje


San Isidro urodził się, najprawdopodobniej, 4 kwietnia 1082 roku w Madrycie. Zasłynął z tego, że miał niezwykłą łatwość w odnajdywaniu źródełek wody. Niektóre z nich były później uznane za magiczne i cudowne. Poślubił Marię, z którą ucieka do Caraquiz. Tam zajmuje się rolnictwem, zaś jego żona troszczy się o kościół Matki Bożej Miłosierdzia. W 1119 wracają do Madrytu. W listopadzie 1172 Isidro umiera. Jego ciało zostaje ekshumowane 40 lat później i pochowane w Kościele Świętego Andrzeja. Sława San Isidro, jako cudotwórcy rosła, a jego relikwie były wystawiane, aby przywołać deszcz i przegonić suszę.

W 1520 roku Juan de Vargas otrzymuje zgodę papieża na zbudowanie niewielkiej kapliczki poświęconej San Isidro. Umieszczone tu też zostają szczątki świętego. W 1528 zostaje wybudowana większa kaplica, którą można podziwiać do dziś. 14 lipca 1619 Isidro zostaje beatyfikowany, lecz data święta – San Isidro- ustalona zostaje na 15 maja.  W pobliżu pustelni znajduje się łąka, współcześnie park tzw. La  Pradera de San Isidro, w którym już w XVI wieku mieszkańcy Madrytu gromadzili się, aby celebrować fiestę.

Pierwotnie byli to pielgrzymi, obecnie są to przede wszystkim zwyczajni ludzi, pragnący odpocząć, przekąsić coś dobrego i napić się wody ze źródełka. Można wtedy kupić popularne słodycze, zwane rosquillas (czyli coś przypominającego polskie pączki z dziurką, ale z dodatkiem anyżku). Rosquillas de Santo – pączki świętego, których są dwa rodzaje, o bardzo wdzięcznych nazwach.  Rosquillas – las tontas – czyli głupie, to takie bez polewy oraz las listas- czyli mądre, z polewą i lukrem. Innymi smakołykami są karmelizowane jabłka lub almendras garrapiñadas- karmelizowane migdały. Dla tych, co nie lubią słodkości, wszelkiego rodzaju pikle i marynaty, np. marynowane bakłażany.

typowe słodycze tzw. rosquillas "las tontas" i rosquillas "las listas"


Oprócz jedzenia, niegdyś można było kupić, obecnie jest ich coraz mniej, kolorowe dzbanki, gwizdki świętego - los pitos de santo (przypominające gwizdki z Krakowskiego Rynku, szklane lub porcelanowe.) Nie może zabraknąć i wina. Pije się je z tradycyjnych glinianych kubków lub bezpośrednio z  tzw. bota – skórzanej sakwy. Jeden z hiszpańskich pisarzy Benito Pérez Galdós, w swoim dziele „Mayo y Los Isidros” (Maj i Izydorzy), wspomina, że wśród obcokrajowców, podróż do Madrytu w tym właśnie terminie, była bardzo popularna. Nic dziwnego, maj jest pięknym miesiącem, a fiesta jak zawsze, doskonałą okazją do przyjazdu. 


Wybierasz się do Madrytu?
MADRYCKA KARTA MIEJSKA - OMIŃ KOLEJKI DO MUZEÓW, KORZYSTAJ ZE ZNIŻEK, ZAMÓW TUTAJ:
http://annakoronowskakorona.onlinecitypass.com/pl/city-pass/madrid-city-pass--/


poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Hiszpania: Światowy Dzień Książki

23 kwietnia w Katalonii obchodzimy día de Sant Jordi (dzień św. Jerzego), zaś w całej Hiszpanii jest celebrowany Światowy Dzień Książki i praw autorskich. 

Pomysł organizacji tego święta narodził się w Katalonii w 1926 roku, wystąpił z nim Vicente Clavel Andrés- wydawca z Walencji. W Hiszpanii Dzień Książki jest świętem oficjalnym od 1930 roku, a od 1964 – we wszystkich krajach hiszpańskojęzycznych.

W Katalonii  tego dnia istnieje zwyczaj obdarowywania kobiet różą. Skąd wzięła się ta tradycja? 

Legenda mówi, że w Kapadocji (dzisiejszy teren Turcji) mieszkał smok, który prześladował ludzi. Wystraszeni mieszkańcy codziennie składali mu w ofierze dwie owieczki, aby zaspokoić głód bestii. Kiedy zabrakło owiec, ofiarowano na pożarcie owcę i człowieka. Osoba była wybierana losowo, a jej rodzina dostawała na pocieszenie, w ramach rekompensaty– różnego rodzaju skarby. W tym miejscu legenda jest niespójna, jedna wersja głosi, że rozwścieczeni ludzie wysłali księżniczkę w ofierze. Wersja druga mówi, iż księżniczka została wybrana losowo tak samo jak inni. Miała jednakże więcej szczęścia niż mieszkańcy, gdyż z pomocą przybył młodzieniec Jorge/Jordi (Jerzy) i zabił smoka, wbijając weń miecz. Z rany smoka wypłynęła krew, z której wyrosła czerwona róża. Kwiat otrzymała w prezencie księżniczka.

Tradycja obdarowywania kobiet różą, ma swoje korzenie prawdopodobnie  w XVI w. Niektóre wersje legendy głoszą, że w Barcelonie, w tym czasie, odbywały się targi róż (feria de las rosas). Niewiasty, aby odwdzięczyć się mężczyznom, zaczęły dawać im książki.



23 kwietnia to także dzień śmierci dwóch wielkich pisarzy - Williama Shakespere’a i Cervantesa, zatem nieprzypadkowo wybrano tę datę na Święto Książki.

Współcześnie, co roku, tego dnia odbywają się w Hiszpanii targi książek oraz spotkania z pisarzami. Wiele księgarni organizuje promocje i daje rabat na zakupy. Książki w Hiszpanii są dość drogie, ceny zaczynają się od 20 euro, choć oczywiście można kupić taniej.

Czy Hiszpanie dużo czytają ?

61 % Hiszpanów deklaruje, że czyta książki regularnie. Średnia przeczytanych książek w ciągu roku to aż 10. Jest mi wstyd kiedy myślę o Polsce i o naszych statystykach. Kwestia... co się czyta? Ale chyba lepiej jest czytać cokolwiek, nawet z pozoru głupie romanse, niż przez rok nie wziąć do ręki żadnej książki.

Jakie są wasze ukochane lektury? 

Moją ulubioną, która zawsze mi pomagała w trudnych momentach, jest z pozoru banalna historyjka dla dzieci, autorstwa Bena Rice’a- „Pobby i Dingan”. Opowiada o poszukiwaniach niewidzialnych, wyimaginowanych przyjaciół głównej bohaterki. Właściwie mówi o tym, żeby zawsze w coś wierzyć, nawet jak jest to trudne i, aby nigdy nie tracić nadziei. Zacytuję fragment tej historii, który jest dla mnie szczególnie wyjątkowy:


„Reszta świata uważa nas za zupełnych świrów, ale co do mnie, to niech spadają na drzewo. Bo to oni są walnięci i nie wiedzą , co to znaczy wierzyć w coś, co jest trudno zobaczyć, albo szukać czegoś, co jest bardzo trudno znaleźć.” 




Wybierasz się do Madrytu?
MADRYCKA KARTA MIEJSKA - OMIŃ KOLEJKI DO MUZEÓW, KORZYSTAJ ZE ZNIŻEK, ZAMÓW TUTAJ:
http://annakoronowskakorona.onlinecitypass.com/pl/city-pass/madrid-city-pass--/


czwartek, 22 marca 2018

Kobiety w Hiszpanii- czasy dyktatury Franco

"Kobieta nigdy niczego nie odkrywa, brakuje jej talentu twórczego, zarezerwowanego przez Boga dla mężczyzn."

To nie żart, to oryginalny tekst pochodzący z broszurki przeznaczonej dla płci żeńskiej w Hiszpanii, z lat 50'.
Żeby zrozumieć, dlaczego hiszpańskie kobiety są jakie są, trzeba mocno zagłębić się w historię tego kraju, zwłaszcza lata dyktatury Franco wywarły ogromny wpływ na ich obecny charakter i zachowania. 

Trudno dziwić się, iż w Europarlamencie, to właśnie hiszpańska posłanka pokłóciła się z wygadującym mizoginiczne "objawienia" Januszem Korwin-Mikke. Za długo panował tu generał Franco, aby którakolwiek, zdrowa na umyśle Hiszpanka, mogła słuchać tego typu bredni. To w Hiszpanii trwa "walka" o wycofanie ze słownika języka hiszpańskiego słowa "łatwa" w odniesieniu do kobiet, czy "słaba płeć". To tutaj codziennie mówi się o przemocy w rodzinie, mordowaniu kobiet i to tu każda z nas wie, że w razie molestowania, agresji można zadzwonić pod specjalny numer 116. Każdy zna go na pamięć, jak zna się numer do straży pożarnej.

Trochę historii

Lata 1945-1960, pierwszy okres dyktatury Franco

Ze względu na plan zwiększenia populacji Hiszpanii, państwo (generał) wprowadza następujące środki:
-odstępuje się od prawa do rozwodu
-zachęca się młodych ludzi do wstępowania w związki małżeńskie
-aborcja i antykoncepcja są zabronione, a korzystanie z nich- karane
-kara się zdrady małżeńskie (niewierną żonę, nie męża)
-wielodzietne rodziny zyskują przywileje i są chronione
-mężatki muszą prosić o pozwolenie i podpis męża, aby iść do pracy (podpisać umowę), założyć konto w banku, zarządzać spadkiem

"Przewodnik dobrej żony. 11 zasad by twoje małżeństwo było szczęśliwe."


Oprócz tego kobiety są specjalnie szkolone. Ich edukacja, głównie ma na celu, aby stały się dobrymi żonami i matkami oraz katoliczkami:
-zostaje zniesiona koedukacja
-aby studiować na uniwersytecie kobieta musi zdać specjalny egzamin z "dbania o dom"
-stworzony zostaje specjalny przedmiot "sección femenina" (sekcja żeńska), który przestał obowiązywać dopiero w 1977 r. po śmierci Franco.
To, czego pragnęła sekcja żeńska, to stworzenie modelu kobiety, która wybiera posłuszeństwo i służbę rodzinie. Aby utrwalić ten stereotyp państwo miało pełne poparcie Kościoła. Księża w swoich kazaniach chcieli przekonać ludzi, że uprawianie seksu w innym celu niż prokreacja, jest wielkim grzechem. 

"Posprzątaj swój dom. Powinien nienagannie wyglądać."

Państwo robiło pranie mózgu nie tylko poprzez edukację, ale także przy dużym udziale mediów. Np. komiksy dla młodzieży prezentowały mężczyznę jako walecznego bohatera, zaś kobietę jako słodką i słabą, zawsze w niebezpieczeństwie, potrzebującą swojego zbawcy- bohatera mężczyzny. 

Istniała specjalna prasa skierowana do płci żeńskiej, próbująca utrwalić w kobietach przekonanie, że jedyną ich rolą jest chodzenie do kościoła, posłuszeństwo mężowi i rodzenie dzieci. Cytaty, które tu przytoczę, pochodzą własnie z niej:
"Kobieta nigdy niczego nie odkrywa, brakuje jej talentu twórczego, zarezerwowanego dla mężczyzn przez Boga."
"Całe życie kobiety nie jest niczym innym jak pragnieniem znalezienia kogoś, komu się podporządkuje. Dobrowolna zależność jest najpiękniejszym stanem, ponieważ miłość uwalnia od egoizmu, próżności i frywolności."
"Przez całe życie misją kobiety jest służyć jako żona i matka."
"Pożycie małżeńskie powinno być harmonijne. Kiedy twój mąż przyjdzie do domu, powinien mieć przygotowane jedzenie. Należy rozmawiać nie podnosząc głosu, słuchać męża z uwagą, gdy ma coś do powiedzenia."

"Wyglądaj pięknie. Odpocznij na 5 minut przed jego przyjściem, aby zobaczył cię świeżą i promieniującą"

Gazety pouczały także jak sprzątać, zachęcając do ścierania kurzu, jako formy ruchu."Kiedy sprzątasz dom, masz możliwość uprawiania sportu, zupełnie tak jakbyś pracowała poza domem." Ostrzegały też przed zakładaniem frywolnych ubrań kiedy któraś z pań postanowiła uprawiać sport naprawdę. "Niech sport nie będzie pretekstem do zakładania skandalicznych ubrań." 

W tego typu prasie można było również znaleźć instrukcje dotyczące alkowy. "Jeśli on chce spać, nie wywieraj na niego presji, nie stymuluj go. Jeśli pragnie się  z tobą połączyć, przyjmij to z pokorą, mając zawsze na uwadze, że jego satysfakcja jest ważniejsza od twojej. Kiedy nadejdzie moment kulminacyjny, mały jęk jest wystarczający. Jeśli twój mąż zażyczy sobie nietypowych praktyk seksualnych, bądź posłuszna, nie narzekaj."

Lata 1960-1975 przyniosły małe zmiany, gdyż Hiszpania zaczęła stawać się coraz popularniejszym krajem pod względem turystycznym. Inne kultury wprowadziły trochę świeżości. Sytuacja zaczęła zmieniać się diametralnie w 1975 roku wraz ze śmiercią Franco. Lata '80 w Hiszpanii to czasy wielkich zmian, totalnego wyzwolenia. Ale o tym już kiedy indziej...