środa, 25 lutego 2015

czara goryczy

Babcia Enrique, ta ponad 100-letnia, jest w izolatce, już po raz kolejny w tym roku, choć słyszałam, że już umiera- wiele razy, tym razem lekarze nie dają jej większych szans. Nic jej nie jest, cierpi na starość i problemy z oddychaniem. Nigdy nie wiadomo czy widzisz ją po raz ostatni, choć tak naprawdę tak może być z każdym z nas. 
Czasem warto zrobić sobie rachunek sumienia i coś sobie odpuścić, niż robić na siłę, taka mnie naszła refleksja dziś, za sprawą  koleżanki, która postanowiła wrócić do Polski. Przyjechała do Madrytu pół roku temu, udało jej się zrobić papiery, nawet zaczęła pracę, ale za 400 euro w Madrycie, niewiele da się zrobić, a tylko praca na pół etatu i to za marne grosze, były w perspektywie. Wraca, spróbowała i wraca. Żałuję, że jej się nie poszczęściło, ale niestety realia są jakie są. Praca jest dla wybranych. Gdyby nie Enrique, dawno bym stąd wyjechała, mogę sobie kochać ten kraj i jego krajobrazy, zachwycać się jedzeniem, ale bez pieniędzy, to nawet umrzeć się nie da, bo cię nie stać na trumnę. Wszystkich tych, którzy porywają się z motyką na słońce, lojalnie uprzedzam, nie pchajcie się gdzieś, gdzie nie ma szans... Do kraju ogarniętego kryzysem, dżumą, ebolą, tam, gdzie może was spotkać rozczarowanie. Czasem lepiej oszczędzić sobie frustracji, choć zawsze można próbować, żeby odczuć coś na własnej skórze. 
Telefon od znajomej, wyrzucili ją z pracy po czterech latach, bez powodu. Zmienił się właściciel firmy i wyrzucił wszystkich na bruk, jeszcze jej powiedział, że jej profil nie nadaje się do firmy. Mógł sobie oszczędzić tych bzdur, tych głupich słów. Na szczęście za nieuzasadnione wyrzucenie z roboty, należy się odszkodowanie, ale niesmak pozostaje. 
W tym roku w Hiszpanii są wybory parlamentarne, obecny premier przechwala się jak tu się poprawiło odkąd on objął rządy. Z kim bym nie rozmawiała, to raczej się ludziom pogorszyło. Kolega po ekonomii, z wieloletnim doświadczeniem w bankach korporacyjnych, zarabia o połowę mniej, z 2000 euro spadł na 1000. Powiedział, że kończąc studia, miał lepszą pensję... Temu zabrali, tamtemu obcięli. 
W najgorszej sytuacji są obecni 30-latkowie. Kiedy kończyli studia i gwałtownie wzrosło bezrobocie, pozamykały się firmy. Ani szans na praktyki, ani perspektyw na pracę.  Znający języki wyjechali do Norwegii, Niemiec, Francji. A reszta? Włóczenie się od jednej rozmowy na drugą, akceptowanie prac jednodniowych, udzielanie korepetycji, cokolwiek, byleby nie usiąść i nie zapłakać. 
Gdy Hiszpanie, mówili mi jak tu wygląda sytuacja, nie wierzyłam, Enrique przemilczał, bo chciał, żebym do niego przyjechała. Nie wiem czy bym to zrobiła, gdyby ktoś mi powiedział,że zawodowo nie tylko nie będę się rozwijać, ale się cofnę. Może popracowałabym dłużej w Polsce? Może gdzie indziej? Choć niczego mi nie brakuje pod względem materialnym i staram się to doceniać, to co mam, czasem zadaję sobie pytanie: po co tyle się uczyłam? Jednakże z pokorą przełykam codzienną dawkę goryczy i rozczarowań, czekając na weekend, gdzie mogę zapomnieć o porażkach, nacieszyć się tym, co najlepsze ma Hiszpania.

poniedziałek, 9 lutego 2015

o manianach

Jeśli chodzi o tegoroczną zimę, to czuję się jakbym była w Polsce, otóż jest zimno! Codziennie,niezmiennie od stycznia, albo wieje jakby się ktoś powiesił, albo jest mroźnie. Śniegu nie ma, ale to tylko dlatego, że Aranjuez jest w dolinie, wystarczy się przejechać 60 km na północ i można jeździć na nartach. Na dalszej północy (Kantabria, Asturias) nawaliło tyle śniegu, że niektórzy nie są w stanie wyjść z domu. 


W zeszłą środę musieliśmy jechać do Kartaginy i po drodze była taka zamieć, że już widziałam się w rowie, na szczęście na strachu się skończyło. Jednym słowem, a właściwie trzema: zimo idź w cholerę. Męczy mnie zima, męczy mnie też ludzka głupota. Przyznam szczerze, że teraz już rozumiem skąd się wzięło powiedzenie "odwalać manianę". Hiszpanie są w tym mistrzami. Po pierwsze są nieodpowiedzialni, po drugie niesłowni, po trzecie udają głupków jak ktoś im zwróci uwagę. 
Umawiam się z ludźmi, którzy koniecznie, na gwałt chcieli się uczyć angielskiego, czekam całą sobotę na telefon od nich, nie dzwonią. Za dwa dni odzywa się facet: przepraszam, ale coś nam wypadło. Tak ciężko jest zadzwonić do kogoś i poinformować? W końcu się pojawiają, wpadli na genialny pomysł, żeby mieć lekcje na Skypie o 7 rano, będę jeść śniadanie i się uczyć. Ludzie wykształceni, z dobrą pracą, wydawać by się mogło, mający większą wyobraźnię.A jednak ją mają-  rozmyślają się. 
Idę na basen, jak się można domyśleć, żeby się zrelaksować, a nie zdenerwować. Są tam trzy szatnie, dla dzieci, kobiet i mężczyzn. Na drzwiach szatni damskiej jest wyraźnie napisane, że to szatnia dla KOBIET, nie dzieci i zabrania się używania jej przez dzieci poniżej dziewiątego roku życia. Nie, jedna z drugą idiotką, musi wejść ze swoimi wrzeszczącymi bachorami i zakłócać spokój innym. Dziś zwróciłam pani uwagę, to jak grochem o ścianę. Już pomijam milczeniem moje sąsiadki, które latem wysiadują do 24.00 na ławce przed oknem i plotkują podczas, gdy ich ukochane dzieci drą się tak ,że słychać je w Madrycie. 4-godzinne wrzaski są nie do wytrzymania, a zaczynają się wtedy, gdy ludzie wracają z pracy. O właśnie, zima ma swoją zaletę- błogosławioną ciszę. 
Kolejna sprawa, która wyprowadziła mnie niedawno z równowagi- Cyganie. Zadłużony na 30 000 euro konstruktor budynku, w którym mieszkamy, postanowił wynająć jedno z mieszkań Cyganom. Nacja ta słynie z tego, że za nic nie płaci, także będziemy się musieli na nich składać. O Boże, widzisz to i nie grzmisz...
Mogłabym mnożyć takie przykłady głupoty i bezmyślności, niedaleko szukając, jedna,a właściwie dwie,  z dobrze mi znanych osób bierze kredyt hipoteczny na 50 lat, kupuje przeogromny dom, płaci co miesiąc ratę ponad 1000 euro. Rata jest większa od pensji, a zatem, jeśli ktoś z tego małżeństwa straci pracę,  nie mają za co żyć. Jeszcze narzekają,że na nic nie mają pieniędzy. To tak jakby nie mieć pracy i zrobić sobie siódme dziecko, a potem płakać, iż nie ma co jeść. 
Mam coraz mniejszą tolerancję na głupotę i coraz bardziej nie lubię ludzi, zwłaszcza tych, którym mózg odmawia posłuszeństwa lub co gorsza, nie wiedzą, do czego służy.