czwartek, 14 lutego 2019

Kocham Cię! Jak to się mówi po hiszpańsku?

Te quiero! Te amo! Te adoro!
Hiszpanie uwielbiają gadać, w temacie miłości, robią to samo. Dużo gadają. Czy idą za tym czyny...a to już rożnie bywa. Inni są też ludzie z północy, a inni z południa. Ten stereotypowy Hiszpan, biegający za kobietą z gitarą i powtarzający co chwila; Te quiero, będzie właśnie z Andaluzji. (Osobiście uważam, że są tam najprzystojniejsi mężczyźni i najładniejsze kobiety, mają w sobie czar i pasję.)

Na początku miło chodzić z mieszkańcami Półwyspu Iberyjskiego na randki, są romantyczni, mówią dużo ładnych rzeczy, potrafią adorować kobiety, obiecują złote góry. Są szczerzy, kupują masę prezentów, zapraszają na kolacyjki. Powie ktoś, że na początku wszyscy się tak zachowują. Tak, ale Ci mężczyźni naprawdę potrafią sprawić, iż czujesz się jak księżniczka. Ładne słówka, słodkie miny, cukiereczki. Jest to naród, który lubi bliskość fizyczną, wszelkie przytulanie, poklepywanie, całowanie jest na porządku dziennym, może to być nawet męczące. Hiszpanie są bardzo ciepłymi i czułymi ludźmi i to nie od święta.

Co ze stereotypem maczo i ogiera w alkowie?  To nie Ameryka Południowa, to nie Latynosi! Jeśli chcecie przeżyć namiętną przygodę, to raczej skierujcie swoje kroki w stronę Brazylii lub np. Urugwaju. Hiszpanie są raczej spokojni, wręcz czasem nieśmiali. Ich seksualne umiejętności są mocno przecenione, dziewczyny, nie dajcie się na to nabrać! Oczywiście, wiadomo, dużo zależy od osoby, ale cudów tu nie ma, są takimi samymi facetami jak każdy inny naród...



Gdy już wasz związek z hiszpańskim osobnikiem przejdzie do bardziej dojrzałej fazy, przychodzi zwykłe, codzienne życie, kończą się romantyczne prezenciki i podskakiwanie. Ale nie kończy się czułość, ani różnego rodzaju niespodzianki, kolacyjki, za które płaci on. Mężczyźni są szczodrzy! Niewątpliwą zaletą tych mężczyzn jest ich gest. (Oczywiście zawsze jakiś dziad i sknera się trafi, ale od takich trzymajcie się z daleka!) 

To bardzo miłe, ale jest i druga strona medalu. Jeśli chodzi o domowe obowiązki wiedza wielu Hiszpanów kończy się już od progu. Są i tacy, co zgłębili tajemnice: obsługi odkurzacza, zmywania naczyń, prasowania koszul (to już wyższy stopień wtajemniczenia), ale są w mniejszości. Niestety jest to wina nadopiekuńczych matek. Zarówno hiszpańska madre jak i włoska mamma to przekleństwo tych społeczeństw. Wychowują synów na kaleki życiowe, robiąc za nich absolutnie wszystko. Nie spodziewajcie się też, że chłopak, który chodzi za Wami parę lat i powtarza: Te quiero, szybko z tobą zamieszka, a co dopiero się oświadczy. W tym, jak i we wszystkim, króluje brak pośpiechu, słynna  mañana. Jeśli jednak postanawia podjąć tę ciężką decyzję o opuszczeniu domu mamusi i zamieszkaniu z Tobą, wiedz, że jesteś dla niego bardzo ważna. 

I na koniec, czym się różni Te quiero od Te amo? Oba zwroty oznaczają Kocham Cię, ale Te quiero można mówić do każdego, nawet do dobrego przyjaciela, Te amo jest zarezerwowane tylko dla najbliższej osoby. Jeśli zatem pojedziesz na wakacje i jakiś Hiszpan będzie ci powtarzał; Te quiero, niekoniecznie musisz brać to na serio. Pamiętaj, oni dużo mówią! 

piątek, 21 grudnia 2018

Turrón- hiszpańska słodkość na Boże Narodzenie

Turrón to mieszanka migdałów, miodu i cukru. Słodki blok, sprzedawany w okresie świątecznym, potem niestety znika z półek i trzeba na niego czekać cały rok! Podstawowe rodzaje turrona to turrón blando (miękki) i turrón duro (twardy). Ten tradycyjny jest właśnie taki migdałowy, ale powstało całe mnóstwo odmian tej słodkości, o smaku śmietankowym, kokosowym, truskawkowym, czekoladowym, whisky, pralinowym, orzechowym.

turrón duro (twardy)


Istnieją dwie teorie na temat pochodzenia tego przysmaku. Pierwsza mówi, że na pomysł jego wytworzenia wpadli Arabowie, chodziło o zrobienie czegoś, co nie psuje się podczas transportu. Jedzenia zarówno energetycznego jak i trwałego. Druga teoria mówi o XVI wiecznym cukierniku z Barcelony o nazwisku Turró, który szukał pożywienia kalorycznego w czasach głodu. Czegoś stosunkowo łatwego do wyprodukowania. 
Aczkolwiek mieszkaniec Jijony, Fernando Galiana, który poświęcił wiele lat na studiowanie pochodzenia turronu i jego nazwy, doszedł do innego wniosku. Torrat to słowo określające mieszankę bakalii i miodu gotujących się na wolnym ogniu, stąd wziął się wyraz turrón, według Fernanda.

turrón miękki, twardy i zrobiony z żółtek


Ta hiszpańska słodkość jest chroniona prawnie, nazwa turrón może zostać użyta tak naprawdę tylko dla delicji pochodzących z Alicante i przede wszystkim z Jijony. Co prawda w Szwajcarii istnieje coś podobnego, ale pod nazwą nugat. Wyjątkowości temu pożywieniu nadaje fakt, iż jest on głównie produkowany od września do grudnia i sprzedawany tylko w okresie świątecznym. Skąd to wynika? Głównie z tradycji, lecz także migdały i miód były towarem drogim, luksusowym, odświętnym. 

W najsłynniejszym dla turronów mieście Jijonie krąży nawet legenda dotycząca pochodzenia tej migdałowej mieszanki. 
"Dawno, dawno temu hiszpański król wziął ślub ze skandynawską księżniczką. Księżniczka czuła się smutna, z dala od swojej ojczyzny i widoku ośnieżonej krainy. Król, chcąc ją rozweselić, kazał posadzić setki drzew migdałowych. Dzięki temu, gdy kwitły, przypominały ośnieżone pola. Mieszkańcy Jijony co roku zbierali migdały i nauczyli się przyrządzać z nich najsławniejszy świąteczny smakołyk."

kwitnące migdałowce


Jeśli będzie mieli okazję być w Hiszpanii w grudniu, koniecznie spróbujcie turrona! A latem lodów o tym smaku. Bardzo osładzają życie. 

czwartek, 13 grudnia 2018

cocido madrileño- hiszpańskie danie na trzy obiady

Cocido madrileño, to mało znane poza Hiszpanią, a tak naprawdę jedno z najważniejszych dań kuchni Madrytu. Spożywane przede wszystkim zimą, bo mocno rozgrzewa. Jego głównymi składnikami są: ciecierzyca, warzywa (ziemniaki, kapusta, marchewka, por, seler) oraz mięsa (kurczak, wołowina, kawałek boczku, chorizo, morcilla- kaszanka, kość z szynki). 

Cocido to potrawa z kuchni slow food. Gotuje się je długo, z namaszczeniem i równie długo się je spożywa. Etap pierwszy to zjedzenie zupy, wywaru. Podobna jest w smaku do rosołu, dla lepszego trawienia dodaje się odrobinę suszonej mięty, podaje się z cienkim makaronem. Etap drugi to wyłowienie ciecierzycy i warzyw, konsumuje się je na innym talerzu, często z utartymi w moździerzu pomidorami z dodatkiem kminu rzymskiego. Do tego można podgryźć ostrą, marynowaną papryczkę. Faza trzecia, ostatnia, to jedzenie mięsiwa, o ile jeszcze chce się jeść... Kawałek kiełbaski, kurczaka, obgryzanie kości. 

domowe cocido 

Krąży legenda, że pod koniec XIX, na początku XX w. w Madrycie byli ludzie, którzy zajmowali się wypożyczaniem kości. Chodzili od baru do baru i wkładali na jakiś czas kość do zupy, aby nabrała smaku i aromatu. 

Ale! To nie koniec konsumpcji cocido. Na drugi dzień, podgrzewa się resztki mięsa i kiełbasy, na patelni z cebulką i dalej się je. Strawa ta nazywa się "ropa vieja" (dosłownie: stare ubranie). Natomiast z kawałków szynki robi się hiszpańską wersję krokietów. Krokiety są malutkimi kuleczkami, z dowolnym nadzieniem i beszamelem. W tym wypadku nadzienie jest o smaku szyneczki, ale krokiety mogą być ze szpinakiem, grzybami, rybą. Niektórzy z mięsa, które pozostało robią taki jakby kotlecik, zwany "pelota" (dosłownie: piłka). Kawałki rozdrobnionego mięsa obtacza się w bułce, z jajkiem i smaży na oleju, następnie wkłada się tę kuleczkę do wywaru, aby nabrała aromatu...

krokiety z szynką

Gdzie zjeść dobre cocido w Madrycie?
Najpopularniejsze miejsca to: 
1. La Bola, calle de la Bola 5, 
2. Malacatín, calle de la Rueda 5, 
3. La Gran Tasca, calle de la Sta. Engarcia, 161 
4. Restaurante Los Galayos, calle de Botoneras, 5.

W latach 50' powstała nawet piosenka oddająca hołd tej potrawie. Pod tytułem:
"Cocidito madrileño". (https://www.youtube.com/watch?v=TM6UvitjQXg)

Odważycie się spróbować najpopularniejszego dania Madrytu? 




wtorek, 11 grudnia 2018

Nie odpuszczam, biegnę dalej!

Brzuch i ja. Średnio się lubimy. Nieustanna walka. Dwa kilo mniej, trzy kilo więcej. Brokuł zamiast sera. Fasolka zamiast czekolady. Treningi, pilnowanie wagi, formy, cellulitu. Zmuszanie się do wyjścia na spacer w niepogodę, gdy wiatr, deszcz, zimno. Gdy gorąco.

Idę, biegnę, płynę, nie odpuszczam. 
Znacie tę sytuację? Jeśli tak, to gratuluję, należycie do grona osób dbających o siebie. Gdy nie masz już 20 lat, nie da się ukryć, to już tak nie funkcjonuje, że wyglądasz szczupło i atrakcyjnie nic nie robiąc. O nie! Teraz nad kondycją i wyglądem trzeba się sporo napracować. Metabolizm po 30 roku życia mocno zwalnia. Po 40 jeszcze bardziej. Kobiety, które urodziły dzieci mają jeszcze gorzej, ciąże, burza hormonów, ciało zmienia się już trochę na zawsze. 

Czy w związku z tym masz sobie darować? Zgonić swoje zaniedbanie na dzieci? Lub usprawiedliwiać się brakiem czasu? "Nie mam czasu na dietę, nie mam czasu na sport." A tu nawet 20 minutowy spacer to już jest coś. Nawyk, rutyna, muszę coś zrobić, choć przez chwilkę poćwiczyć. Pamiętaj, kiepski moment na ruch dziś, to na stare late dobry moment na pójście do lekarza ortopedy.

"Mam dobrą, mam złą genetykę." To też często słyszę. Mam złą genetykę- cokolwiek bym nie robiła, to będę gruba. Mam dobrą genetykę- hulaj dusza, piekła nie ma. Cokolwiek bym jadł i pił i tak dobrze wyglądam. Może na zewnątrz tak, ale środku... to już różnie bywa. 


Brak czasu, zła pogoda, dzieci, genetyka. Jakie macie jeszcze wymówki?
Zbliżają się Święta, chwile siedzenia przy stole, epoka kulinarnych grzechów, nadużywania alkoholu. Niektórzy już na poczet tego, na początku grudnia rezygnują z ruchu i zdrowego jedzenia, bo i po co, skoro zaraz Święta. Zacznę się odchudzać po Nowym Roku... ale czy oby na pewno?

Piszę ten tekst jako zwykła osoba, nie zajmuję się profesjonalnie dietą, ani sportem. Nie jestem też Miss Universe, ale nie wyglądałbym też tak jak wyglądam, gdyby nie ta codzienna walka. Walka z własnymi słabościami (kawałek ciasta, nic się nie stanie), demonami (jestem, nie jestem gruba), lenistwem (niedziela, wolę poleżeć z książką, ale jednak idę na rower), usprawiedliwieniami (zostanę w domu, bo wieje wiatr). To walka, bo jestem tylko człowiekiem i czasem mi się nie chce. Mam chwilę zwątpienia, w to, co ćwiczę, w to, co robię. Ale w końcu zawsze wygrywa moja silna wola. Nie poddaję się, trenuję, idę, biegnę, podnoszę sztangę, jadę na rowerze, pływam...


wtorek, 4 grudnia 2018

Żałuję, że mnie tam nie ma...

Są takie dni, że jestem tu tylko ciałem, duchem jestem gdzie indziej. W ojczyźnie. W rodzinnym mieście. Pod starym trzepakiem obok domu rodziców.

Mieszkanie poza swoim krajem ma swoje ciemne strony, o których rzadko ci ktoś powie i nie zrozumiesz tego, dopóki sam nie zaczniesz żyć takim życiem. 
W dni powszednie nie zastanawiasz się nad tym, bo nie ma ani czasu, ani potrzeby. Gorzej, gdy nadarzy się jakaś specjalna okazja. Święta, urodziny, imieniny, rocznice. Wesela, pogrzeby. Nie zawsze można wsiąść w samolot i być na miejscu. Ze względu na odległość, brak czasu, brak pieniędzy. 



To ciągłe wybory między czymś ważnym, a ważniejszym. Między tym, kto się na Ciebie obrazi, a kto bardziej cię zrozumie. Różne wydarzenia przeciekają ci przez palce i jedynie niemyślenie o nich sprawia, że nie czujesz się źle. Urodziny mamy, urodziny siostry, Dzień Matki, Dzień Babci. Rocznica ślubu, ślub, na który nie dasz rady przyjechać. To jednocześnie smutek, wyrzuty sumienia jak i czasem złość. Złość, bo ktoś oczekuje przeprosin czy usprawiedliwienia. Bo kogoś zawiodłeś. Nieważne, że chodzisz w takie dni jak zombie, bo na odległość nic nie możesz zrobić. 

Nie uściskasz babci, która kończy 85 lat i nie wiadomo jeszcze, ile razy będzie świętować swoje urodziny. Nie pójdziesz do kawiarni z mamą, ani w Dzień Matki, ani w jej urodziny, ani nawet w zwykły weekend. Ba, nawet się z nią nie zdążysz pokłócić, obrazić, przeprosić. Nie da rady być przy dziadku w dniu jego operacji, ani nawet tydzień po. Nie możesz być z przyjaciółką, gdy rodzi się jej pierwsze dziecko, ani gdy innej, ciężko chory syn, leży w szpitalu. Nie upijesz się z przyjacielem z okazji jego awansu, ani nie przytulisz go, żeby pocieszyć po śmierci ojca. 

I choć twoje życie jest już daleko od tego, co tam... to pewne rzeczy się nie zmieniają. Ludzie bliscy są bliscy nadal albo nawet ważniejsi, bo dopiero dystans uświadamia ci, jak bardzo są istotni. Walczysz z tęsknotą, wyrzutami sumienia i jednocześnie masz prawo do życia tam, gdzieś chcesz, z kim chcesz i jak chcesz. 



Do tego dochodzi dziwny sposób rozumowania niektórych ludzi. "Mieszka za granicą, to na pewno ma lepiej." Więcej zarabia- w przypadku Szwecji. Ma lepszy socjal- w przypadku Anglii. Ma więcej słońca- w przypadku Włoch. "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma." Jak ktoś kiedyś mądrze powiedział... 

Z jednej strony to miłe, gdy ktoś pyta się ciągle, kiedy przyjedziesz, a z drugiej strony, to równie miłe jak ktoś pofatyguje się, żeby cię odwiedzić albo przynajmniej zadzwonić. (W Europie nie ma już praktycznie roamingu!) Samoloty latają w obie strony dokładnie tak samo. I jeśli to ten sam kontynent, ceny też nie są horrendalne. 

Mijają lata i zarówno tu jak i tam, czujesz się jednocześnie u siebie i nie u siebie. Czasem jesteś tu tylko ciałem, a gdzieś tam, w odległej galaktyce duchem.

czwartek, 22 listopada 2018

Hiszpania czy Włochy? Gdzie lepiej pojechać na wakacje?

Paella czy risotto? Prosecco czy albariño? Jamón czy prosciutto? I wreszcie italiano o español? 

Można się kłócić, który kraj jest ciekawszy dla turysty. W którym jest lepsze jedzenie i który język jest ładniejszy. Ale prawda jest taka, że Włosi i Hiszpanie są do siebie dość podobni. Zarówno kultura jak i nawet język. Są to niewątpliwie jedne z najpiękniejszych krajów w Europie, posiadające kilometry plaży i największą ilość zabytków wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO (Włochy 54, Hiszpania 50). 

Co mają ze sobą wspólnego, a czym się różnią? (Garść obserwacji z punktu widzenia turysty.)

Oba kraje są bardzo urozmaicone pod względem geograficznym, inna jest północ, a inne południe. Włosi z południa i Włosi z północy bardzo się od siebie różnią, tak samo zresztą jak Hiszpanie. Północ jest bogata, a południe biedne. Nie wiem dlaczego, ale często występuje taka prawidłowość. 

Madryt


Jedzenie, jedzenie, jedzenie... to chyba ulubione słowo tych nacji. Hiszpania ma swoje tapas, ale we Włoszech je się antipasti (deski serów, wędlin i obowiązkowo suszonych pomidorów w oliwie). W Hiszpanii wybór tapas jest dużo większy i do tego często są darmowe, ale smaku pomidorów włoskich nie przebije nic. 
Jeśli chodzi o wino, i tu, i tu wybór jest przeogromny. Wina czerwone, białe, wytrawne, półwytrawne, słodkie, półsłodkie, dla miłośników tego trunku są to kraje numer jeden, ale !UWAGA! w Hiszpanii wino jest tańsze i to sporo tańsze. Mówię o piciu tego eliksiru w barach, w sklepie ceny są podobne. Dodam, że nigdzie nie widziałam tak taniego, a przy tym dobrego wina, jak w Hiszpanii. Średnio cena za kieliszek to 2 euro, podczas, gdy we Włoszech to 4 euro, a we Francji nawet i 5. A zatem jeśli ktoś chce robić wycieczki po barach i degustacje, to jednak w Hiszpanii (taniej). 

Wenecja

Jeśli ktoś jest fanem słodkości, lodów, ciastek, to jednak Włochy, sławne gelati (lody) są naprawdę najlepsze na świecie, poza tym inne wypieki, często z dużą ilością pistacji- po prostu niebo w gębie. Hiszpańskie słodycze są typowo arabskie, dużo miodu i migdałów, bardzo słodkie! A do ciasteczka kawka, tak, tylko we Włoszech! Co prawda w Hiszpanii też jest dobra kawa, naprawdę dobra, to jednak Włosi są mistrzami w jej parzeniu. Espresso, capuccino, caffè macchiato i wiele innych... 

włoska kawa 


Gdyby ktoś z Was miał ochotę na zakupy, to Włochy są jednym z najbardziej polecanych miejsc. Rzeczy eleganckie, a zarazem oryginalne. Buty, torebki, płaszcze, marynarki, krawaty, szale. Włochy to raj dla kochających modę. W większości dużych miast można znaleźć sklepy z takimi markami jak: Gucci, Prada, Louis Vuitton, ale poza tym są sklepy normalne, dla zwykłych śmiertelników. Aczkolwiek tanio nie jest. Dużo bardziej ekonomicznie jest zrobić zakupy w Hiszpanii. Jednak są to inne ubrania, trochę mniej eleganckie, za to bardziej kolorowe.

Włosi są uznani, nie bez powodu, za najlepiej ubranych w całej Europie. Oprócz tego, na pierwszy rzut oka, zarówno Włosi jak i Włoszki są urodziwi. Nie dość, że są ładni, to jeszcze do tego zadbani. Wypacykowani, wyfiokowani. Czasem nawet do przesady. Co ciekawe, o ile jeszcze Hiszpanie też o siebie dbają, to już Hiszpanki w porównaniu do Włoszek wypadają blado, a w porównaniu do Polek bladeńko... Nie każda musi mieć urodę Penelope Cruz, ale każda przy odrobinie dobrej woli może o siebie zadbać. A naprawdę wiele kobiet absolutnie nic nie robi, żeby dobrze wyglądać. Nieufarbowane włosy, niepomalowane paznokcie, makijaż tylko od święta, stary wyciągnięty sweter to w Hiszpanii częsty widok. Czasem włączam TV i nawet dla telewizji kobietom nie chce się odrobinę ...umalować czy uczesać. 

hiszpańska sangria

I na koniec tego (z dużym przymrużeniem oka) porównania mogę tylko powiedzieć, że są to wspaniałe miejsca na wakacje. Oba narody są wesołe i otwarte na innych ludzi. Uwielbiają jeść i pić, i celebrują to jak nikt inny. Kuchnia włoska i hiszpańska są, w mojej opinii, najlepsze w Europie. Hiszpania i Włochy mają setki kilometrów wybrzeża...piękne plaże, krystalicznie czystą wodę. Urokliwe miasta i miasteczka, futbol na najwyższym poziomie, pieszczące podniebienie wina... Jeśli jeszcze w tych krajach nie byłe/aś koniecznie uzupełnij braki. 





piątek, 19 października 2018

Efektywna nauka języka hiszpańskiego!

To prawda, że hiszpańska gramatyka do najłatwiejszych nie należy, ale przynajmniej na początku nauki nie jest taka skomplikowana. Pamiętaj, jeśli jesteś Polakiem/Polką wszystkie inne języki wydają się bajecznie proste!

Co zrobić, żeby szybciej, efektywniej nauczyć się języka i nie zniechęcić? 

    1. Na początku rzeczy proste

Przede wszystkim nie zaczynać od rzeczy trudnych typu odmiana czasowników we wszystkich możliwych czasach! Powoli, nie wszystkich czasów się nawet używa na co dzień. A od patrzenie w tabelki odmian można dostać oczopląsu.

2. Cudów nie ma.

Cuda nie istnieją i żaden kurs, żaden nauczyciel nie nauczy się za nas, po lekcji trzeba samemu pracować, robić ćwiczenia, powtarzać słówka. Nikt za nas tego nie zrobi.

3. Muzyka dobra na wszystko

Polecam słuchanie muzyki, tłumaczenie piosenek i śpiewanie, to najlepsza metoda na zapamiętywanie słówek. Odradzam tłumaczenia piosenek Shakiry, z pięknym castellano mają one niewiele wspólnego.  Zachęcam zajrzeć tu, lista 10 piosenek, które ułatwiają naukę hiszpańskiego: https://www.1001reasonstolearnspanish.com/10-canciones-para-aprender-espanol/
 
4. Czytanie książek, prasy po hiszpańsku

Jeśli chodzi o książki, to dostosowane do naszego poziomu, na pewno nie zaczynać od Cervantesa. Prasa też na początku mniej ambitna, proste artykuły. Polecam poszukać na przykład na tym portalu: https://www.practicaespanol.com/

5.  Jasno sprecyzowany cel

Żeby nauka była skuteczna, trzeba wiedzieć po co chcemy znać język hiszpański. Dobra motywacja to podstawa. Inaczej się uczymy wiedząc, że robimy to dla przyjemności, a inaczej wiedząc, że zaraz wyprowadzimy się do danego kraju i bez języka ani rusz.


6. Mów! Mów! Mów!

Najważniejsze to, aby jak najszybciej zacząć mówić, z błędami, dukając, powoli, ale mówić. Trzymanie buzi na kłódkę w obawie, że źle coś powiemy, nie ułatwi nauki. Kto się nie popełnia błędów, ten się nie nauczy!

Serdecznie zapraszam na lekcje do mnie (kontakt: annakoronowska@hotmail.com https://www.facebook.com/annakoronowskahiszpanski/) i wszystkim życzę powodzenia w nauce!