sobota, 2 maja 2020

Ludzie zombi, czasy zombi

I nie widać światła w tunelu i końca nie widać tego karcelu. Tak mamy trwać i kwitnąć do 9 maja, a potem... nikt tego nie wie. Hiszpania już siódmy tydzień siedzi w domu, wciąż trwa stan wyjątkowy, wciąż niewiele nam wolno. Zarówno ilość zachorowań jak i zgonów bardzo spadła, szpitale nie są już zatłoczone, szpitale polowe puste, ale nikt niczego nie wie. Siedzimy w domu, ludzie zdrowi i młodzi, ludzie zombi. Puste miasta, puste ulice, ludzie bez uśmiechu. Minimum metr odległości. Kiedy wróci życie? Radość? Siedzimy na balonach, kto ma balkon, gnieździmy się w ciasnych mieszkaniach. Czasem spotykasz kogoś siedzącego na ławce, choć nawet te ławki są surowo zabronione. Może ma dość swojego męża, dzieci, chce pooddychać, udajesz, że jej nie widzisz, idziesz dalej. Patrzysz na to jak przemija wiosna, jedna z najpiękniejszych od wielu lat. Ponoć najbardziej deszczowa od 1921 roku, od stu lat. Mijasz rzepak, chabry, mak, z tak ogromną chęcią położenia się na łące, która też jest zabroniona. 

Spotykasz ludzi w maskach, nie wiesz, czy się uśmiechają, czy się Ciebie boją, zachowaj półtora metru dystansu. W Hiszpanii? Tak bardzo tęsknisz za plotkami z sąsiadem, za całowaniem się w policzki, za przytuleniem się do najbliższych przyjaciół. Za głośnym gadaniem i pluciem na siebie w barze. Kochankowie spotykają się w supermarkecie, w aptece, kupują wspólnie paracetamol, wspólnie, ale każdy z osobna. Wszystko jest zabronione, nawet miłość.


Przynajmniej oficjalnie, aż do czasu, gdy jest ci wszystko jedno czym się zarazisz, bo potrzeba bycia z drugim człowiekiem jest silniejsza niż strach... Bo tęsknisz za rozmową, dotykiem, pocałunkami, przypadkowymi muśnięciami po udach, ramionach i rękach. Za uśmiechem na ulicy, od ludzi, których nie znasz i nie chcesz poznać. Tęsknisz za kimś, kto śpiewa na ulicy, kto tańczy, kto wysyła ci bezczelne spojrzenia. Co stało się z tym krajem, gdzie jesteś Hiszpanio?  Gdzie twoja gitara, otwartość, teraz każdy boi się każdego. Nikt nie zatrzymuje się na ulicy, żeby porozmawiać, wymienić spojrzenia. Wychodząc na zabroniony spacer*, spuszczasz oczy, jakbyś czuł się winny. Czuł się winny temu, że oddychasz, że żyjesz, że jesteś zdrowy, że nikt z Twojej rodziny nie zachorował, nie umarł, że jesteś szczęśliwy, mimo wszystko. Twoim najszczerszym pragnieniem jest coś tak prostego jak pójście do fryzjera, obcięcia włosów, pomalowanie paznokci,  jak taniec. Spotkanie się z przyjaciółmi, impreza, fiesta, alkohol, ludzie, rozmowy, głupoty. Bo masz już serdecznie dość obowiązkowych ćwiczeń, rutyny kwarantannowej, tego, czego wolno, a tego, czego nie.

Ale tak naprawdę kim będziemy po tej kwarantannie? Ludźmi bojącymi się kontaktu z drugim człowiekiem, zombi? Myśleliśmy, że to będzie trwać 2 miesiące, a to trwa i trwa, końca nie widać, rzeczywistość się zmieniła z dnia na dzień i taka z nami zostanie na dłuższy czas... Zapomnij o tym, co było, te dwa miesiące wydają się wiecznością, byliśmy ludźmi fiesty, jesteśmy ludźmi zombi. Boisz się pocałunków, boisz się przytulać, boisz się dotykać czyjejś skóry.

Rzeczy, które były za darmo i na wyciągnięcie ręki stają się nieosiągalne  i nie możesz za nie zapłacić ani kartą, ani gotówką. Nawet jakbyś chciał... To, co zawsze uważaliśmy za oczywiste staje się dobrem luksusowym. Spotkania, taniec, wspólne posiłki, wspólne leżenie na plaży. Tak bardzo chcemy być razem, a tak bardzo nie możemy. Dopiero teraz zdajesz sobie sprawę ile wydawała/eś pieniędzy na niepotrzebne rzeczy, kolejna szminka, sukienka, drink. Samochód, motor, nowy garnitur. Nie zauważając prostych rzeczy, a w dodatku, tych które są za darmo. Spaceru po lesie, zapachu kwiatów, szum silnika zagłuszał śpiew ptaków, szelest banknotów zabierał Ci czas na telefon do przyjaciół. Kolejne kupione buty zagłuszały twoją samotność i potrzebę zmian w twoim życiu. Jakoś to będzie, kiedyś znajdę czas na zmiany. Teraz mam ważniejsze sprawy do załatwienia. I nagle ta nowa rzeczywistość spadła na Ciebie w zupełnej ciszy, ale z ogromnym hukiem. Cztery ściany i ogrom czasu, który się nagle znalazł przygwoździły Cię, przygniotły. Kim jestem? Kim są moi przyjaciele? Po co tyle pracuję? Czemu tak mało pracuję? Kim jest mój partner, dlaczego nie potrafimy już rozmawiać? Co mam robić z moimi dziećmi? 

Ludzie, których uważałeś za swoich przyjaciół , zniknęli. Nie wszyscy, ale spora część. Wszystkie interesowne znajomości nagle wyparowały. Ktoś przestał do Ciebie dzwonić, bo może już Cię nie potrzebuje. Może wspólne sprawy, które Was łączyły, nie były takie istotne... Za to pojawili się inni ludzie, którzy mają dla Ciebie czas, umieją słuchać, pytają jak się czujesz. Troszczą się o Ciebie. 
Kim jesteśmy? Kim będziemy? Co zostanie ze znanej nam dotąd rzeczywistości? 



* Tekst pisałam na kilka dni przed tym, gdy rząd wydał oficjalną zgodę na spacery. Od 2 maja można iść na spacer i uprawiać sport na świeżym powietrzu. 

poniedziałek, 23 marca 2020

"Raport z oblężonego miasta." Jak wygląda sytuacja w Hiszpanii w czasie koronawirusa?

Zostań w domu! Słyszę to od tygodnia i sama się zastanawiam, a gdzie właściwie miałabym pójść... Od 14 marca został w Hiszpanii wprowadzony stan wyjątkowy. Na razie do 13 kwietnia, ale kto wie jak długo. Granice Madrytu są zamknięte, granice Hiszpanii są zamknięte. Krajem rządzi wojsko, minister zdrowia, obrony i transportu. Wszystko zostało pozamykane, z wyjątkiem sklepów spożywczych, aptek i pralni. 
Nie wolno nam niczego. Nawet zabronili spacerowania, sportu. Żeby wyjść na zewnątrz musisz iść wyrzucić śmieci albo po zakupy i UWAGA! nie można już nawet wyjść po piwo, bo za to można dostać mandat, muszą być to większe zakupy... Zabronione jest wychodzenie w dwie osoby, za jazdę samochodem w dwójkę jest mandat wysokości 1000 euro. Fabryki alkoholu spożywczego zostają przekształcane w fabryki alkoholu do celów industrialnych. Ludzie przestali się do siebie uśmiechać, odsuwają się od siebie na kilka metrów. Każdy się boi, ale żeby nie odpowiedzieć na pozdrowienie... 

Codziennie dopływają do nas setki złych wiadomości, ponad 33.000 zdiagnozowanych przypadków, 2182 osób zmarło, kończą się materiały, nie ma wystarczającej ilości lekarzy, pielęgniarek, szpitali. W Madrycie tworzą się prowizoryczne szpitale w hotelach, w centrum IFEMA (targi madryckie). A sytuacja najgorzej wygląda w domach opieki, gdzie masowo umierają starsi ludzie. Umierają w samotności, nikt nie może się z nimi pożegnać, ani potrzymać ich za rękę. A Ci do których szczęśliwie nie dotarła zaraza tęsknię za swoją rodziną, dziećmi, wnukami, nie można ich teraz odwiedzać, to surowo zabronione. 
Rodziny kłócą się w domu, bo dzieciom też nie wolno wychodzić, po tygodniu takiego siedzenia ludziom zaczyna odbijać. Człowiek wychodzi z siebie...
Kawały o papierze toaletowym coraz mniej nas bawią, każdy tylko czeka, aż to wszystko się skończy. Są i dobre momenty, muzyka, którą ktoś włącza na cały regulator, sąsiad, który śpiewa lub gra na jakimś instrumencie. Klaskanie o 20.00 każdego dnia, aby podziękować służbie zdrowia, policji, pracownikom supermarketów i tym, którzy narażają swoje zdrowie i życie. Wspólne szycie maseczek, pomoc starszym, ludzka solidarność. 
Jednak brakuje spotkań z przyjaciółmi, sportu, uśmiechu, sobotnich wyjść do baru, założenia sukienki, tańca, ludzi, powietrza!!!
Zostań w domu i oddychaj. Zostań w domu i za dużo nie myśl. Stwórz swoją rutynę, nie siedź w piżamie, ruszaj się. Czytaj, oglądaj filmy, sprzątaj, zrób porządki w szafie, w garażu, w kuchni. Bla, bla, bla... Nawet kwarantannę każą ci zorganizować, nie można się zrelaksować nawet w weekend. Niektórzy będą musieli wziąć urlop po tym wszystkim, żeby odpocząć od tego wojskowego rygoru. O ile będą mieli, gdzie wrócić do pracy...
Zostań w domu, otwórz okno, oddychaj, wszystko będzie dobrze, nie oszalejemy, jeszcze nie teraz...

piątek, 13 marca 2020

List do Europejczyka

Chcesz ukarać Hiszpana w najgorszy z możliwych sposobów? Każ mu siedzieć w domu. Zabroń mu iść na wino do baru, spotkać się z przyjaciółmi na kolację, "ir de cañas" (wyjście na piwko). 

Dziś nastał historyczny dzień w Hiszpanii. Rząd wydał dekret nakazujący do dnia 26 marca zamknięcie wszystkich barów i restauracji na terenie Madrytu. Czegoś takiego jeszcze nie było nawet za czasów wojny. Zamknięte są też szkoły, instytucje publiczne, siłownie, teatry, muzea. To najlepsza decyzja jaką mogły podjąć władze. Bo ludzie nie usiedzieliby na dupie, stałoby się dokładnie to samo, co we Włoszech. Krajowi, któremu przyszło teraz słono płacić za swoją kulturę, za kulturę siedzenia w barach, na ulicy, całowania i obściskiwania się ze wszystkimi. 

Hiszpanie są dokładnie tacy sami. W normalnych czasach nie ma nic lepszego niż ten uśmiech, beztroska, buziaczki ze strony wszystkich przyjaciół, uściski, ciepło. Ludzie tacy są... W najgorszym momencie mojego życia, kiedy codziennie przez miesiąc przychodziłam do mojego chłopaka do szpitala, gdzie leżał ciężko poparzony na intensywnej terapii, ten kontakt dawał mi siłę i energię. Codzienne przytulania, buziaki, trzymanie się za rękę. Dziś to ciepło dosłownie może być zabójcze, bo ktoś nieświadomie czymś cię zarazi. Nie dasz rady powstrzymać się od tych gestów, od bycia ze sobą blisko, od przytulania się, to wbrew naturze. Tak samo jak siedzenie w domu. Dziś jest to zabronione, choć to gorzka radość, to cieszę się, że zamknęli te bary, że nie zobaczę się przez kilka tygodni z moimi przyjaciółmi. Mam nadzieję, iż wyjdzie nam to na zdrowie, przynajmniej te fizyczne. 



Nie mówicie źle o Chińczykach, ani o Włochach, to niczyja wina. Tak się stało, choroba nikogo nie pyta o zdanie. Równie dobrze mogłoby się to zacząć w Rosji czy w Polsce i kto wie, co zrobiłby rząd, może ukrywałby prawdę do ostatniej chwili. Koronawirus zniknie, a rasizm i uprzedzenia zostaną. To nie ma sensu...

Chciałabym też zobaczyć miny tych wszystkich, którzy tak bardzo krytykują imigrantów, uchodźców, ludzi walczących o przetrwanie. Na pewno w tych dniach chociaż przez chwilę pomyślałeś, a co będzie jeśli zabraknie jedzenie? A co będzie jeśli zamkną sklepy? A co będzie jeśli zabraknie mydła? Leków? Łóżek w szpitalu? Papieru toaletowego? Na co dzień żyją tak tysiące ludzi na całym świecie, drogi Europejczyku. Ile razy pomyślałeś źle o Syrii? O tych "brudasach, którzy przyjeżdżają by żyć z zasiłku? O ludziach, którzy żyli normalnie i z dnia na dzień zostali tej normalności pozbawieni? Czy myślałeś wtedy o tym, bijąc się o ostatnią rolkę papieru i opakowanie makaronu? 

Drogi Europejczyku, czy w najśmielszych snach przypuszczałeś, że z dnia na dzień zabronią ci twoich ulubionych rozrywek? Pójścia na kawę z przyjaciółmi, na basen, na spacer, do kina... Tak żyją na co dzień tysiące ludzi na świecie... Czy ktoś może ogłosić, że nastąpi koniec "normalności"? Z dnia na dzień zabierają ci rzeczy, które były takie normalne...

Jeszcze w zeszły piątek jechałam do centrum Madrytu, chodziłam po sklepach, śmiałam się i piłam piwo z moją przyjaciółką, tańczyłyśmy, gadałyśmy, spacerowałyśmy.
Dziś pociągi są puste, wszystko zamknięte, nikt nigdzie nie chodzi. Wojna, epidemia, katastrofa się nie zapowiada, nie puka do drzwi pytając o pozwolenie. Przychodzi znienacka w najmniej odpowiednim momencie. Może my, Europejczycy, zapomnieliśmy jak dobrze żyjemy... W codziennym pędzie za wszystkim, zajęci kupowaniem samochodów, telefonów, ubrań, upijaniem się co weekend z przyjaciółmi. Świat zmusza nas, żeby zwolnić. 

Drogi Europejczyku, weź głęboki oddech, przeczekaj zły czas, bądź zdrowy!

piątek, 12 lipca 2019

Vamos a la playa- kilka typów hiszpańskich plażowiczów!

Vamos a la playa, oh oh oh!
Chyba każdy kojarzy ten wakacyjny hit. Lato to czas upałów, ale też plażowania! Nie ma nic lepszego niż zimne mojito w barze przy promenadzie, kąpiel w ciepłym morzu i spacer brzegiem morza. Zachody słońca, odlatująca z powodu wiatru- parasolka, wszędobylski piasek.
Plaża, plażą, ale przekrój osób, które można na niej spotkać, to jest dopiero ciekawostka. Bo nad morze jedzie się w różnym celu, nie tylko, żeby popływać i się poopalać.

oczekiwania

Typ 1: Zwyklasi
Ludzie niczym się nie wyróżniający, którzy po prostu chcą poleżeć, popluskać się w wodzie. Charakteryzują się tym, że nie zajmują dużo miejsca, ręczniki, parasolka i tyle. Kobiety nie malują się, tylko smarują kremem przeciwsłonecznym. Gdy znudzą się leżeniem, spacerują brzegiem morza.

Typ 2: Wielkie rodziny
Dziadek, babcia, wujek, ciocia, matka, ojciec, dzieci, wnuki, prawnuki. Cały klan. Zajmują bardzo dużo miejsca, dwa gigantyczne parasole, leżaki, lodówki, ręczniki, piłki, baseniki, rakiety, grabki, wiaderka. Lepiej nie kłaść się za blisko, robią dużo hałasu, gadają głupoty, piją piwko. W godzinie obiadu, punkt 14:00 wyjmują tortillę, puszki z małżami, empanadę, oliwki, chorizo, fuet. Czasem zamiast jeść na plaży, idą do restauracji. Spędzają tak cały dzień, jedzenie, picie, pływanie, gadanie.

rzeczywistość
Typ 3: Lampucery
To kobiety, które lata swojej młodości mają już dawno za sobą, a ciągle im się wydają, że są królowymi morskich bryz. Cały dzień leżą na wielkim leżaku, wysmarowane od stóp do głów olejkami, opalają się aż ich skóra staje się brązowa i pomarszczona. Często opalają się !UWAGA! topless. Posiadają dużo biżuterii, najnowszy model bikini, często w białym kolorze. Niejednokrotnie ich leżaki zajmują pół plaży, trzeba przez nie przeskakiwać, aby swobodnie pospacerować.

Typ 4: Nastolatki
Dziewczyny, jak sama nazwa wskazuje, mniej niż 20. Spacerują grupkami, z telefonami komórkowymi w ręku, co chwila przystają, aby zrobić sobie selfie albo zdjęcie w stylu: skaczę nad brzegiem morza. Odblaskowe bikini, koszulki, które dostały w promocji w barze. Promocji, w której kupujesz dwa kieliszki rumu i w prezencie dostajesz odblaskowe okulary, koszulki, klapki lub słomkowy kapelusz.

Typ 5: Osiłki
Tych panów jest, niestety, mało. Niestety, bo lepiej widzieć, kogoś kto dba o swoje ciało niż tego, który hoduje brzuch piwny. Opalają się na ciemny brąz, wytatuowani, modne kąpielówki, spacerują prężąc swoje muskuły. Wreszcie można pokazać efekt rocznej pracy w siłowni. Chodzą z wysoko podniesioną głową, zerkając czy wszyscy wokół ich podziwiają. Typ nieszkodliwy, nie robi hałasu, nie zostawia śmieci.

Typ 6: Giris
Słowem giris określa się w Hiszpanii obcokrajowców- turystów. To różne narodowości, często to Anglicy, Niemcy i Rosjanie. Rosjanie lubią błyszczeć, obwieszeni złotem, kobieta z wielkim, zasłaniającym pół głowy, kapeluszem. Mężczyzna, najczęściej brzydki i łysy. Anglika poznasz po tym, że już pierwszego dnia zjara sobie całe plecy, czerwony jak burak. Niemcy niczym się specjalnie nie wyróżniają, jako turyści są bardzo w porządku. Po czym poznasz giris? Schodzą na plażę o 14:00, w największy skwar, gdy wszyscy Hiszpanie idą do domu na obiad. Turyści mają często wielkie, plastikowe dmuchane materace lub flamingi.

Typ 7: Ameryka Południowa
Czyli np. z pochodzenia Wenezuelczycy, Peruwiańczycy, Ekwadorczycy etc. Na stałe mieszkają w Hiszpanii, przyjechali sobie na wakacje jak wszyscy pozostali. Im dalej się od nich położysz, tym lepiej. Dlaczego? Robią dużo hałasu. Znoszą głośniki i słuchają swojej specyficznej muzyki. Po godzinie takich dźwięków dudni ci w głowie do następnego dnia. Też schodzą całymi rodzinami, zabierają ze sobą lodówki z piwem, chipsy, lubią przychodzić wieczorem i oni najdłużej zostają na plaży. Sympatyczni, nieszkodliwi, ale hałaśliwi. Kobiety uwielbiają stroje, które uwypuklają ich pupy i biusty. Lubią wszystko pokazywać. Bransolety, kolczyki, złote łańcuchy też mile widziane.

Typ 8: Wieczory kawalerskie i panieńskie
I ostatni typ plażowiczów, uczestnicy i uczestniczki wieczorów kawalerskich oraz panieńskich. Poznasz ich po tym, że spacerują dużymi grupkami, najczęściej już pijani. Pan młody przebrany z krewetkę, pszczółkę lub w ledwo zasłaniających tyłek, zielonych majtkach. Bardzo hałaśliwi, piją, tańczą, wrzeszczą, zostawiają syf na plaży, butelki, pety, plastiki. W niedzielny poranek leżą plackiem na plaży i piją wodę, wtedy panuje cisza...

Hiszpańska plaża to przekrój całego społeczeństwa i zwierciadło; nie ukryjesz tu swojego brzucha, ud, piersi. Jeśli cały rok nie uprawiałaś sportu, plaża prawdę ci powie. Ale wyleczysz się tu ze wszystkich kompleksów. Tylko tu znajdziesz tzw. chiringuito, czyli bar nad brzegiem morza, gdzie możesz sobie siedzieć w bikini, pić piwko i obserwować innych ludzi. A zatem Vamos a la playa?



środa, 10 lipca 2019

Hiszpania - lato o zapachu lawendy

30 stopni, przyjemne suche kastylijskie ciepło, jeszcze do wytrzymania. Da się oddychać. Słońce bawi się z tobą w kotka i myszkę. Jesteś w cieniu, nie dosięgnie cię jego złota ręka. Wyjdziesz z cienia, dotyka cię do bólu.

Przecież chciałaś lata. Słońce w dobrym humorze pomaluje ci skórę na brzoskwiniowo-zbożowy kolor. Słońce w złym humorze weźmie przyłoży ci do skóry żelazko. I zrobi to, kiedy będzie schowane za chmurami, dla niepoznaki.  Nie wiedziałaś, że słońce ma swoje dobre i złe dni? Potrzebuje twojej nieustannej adoracji, podziwiaj je, ale z umiarem, bo inaczej cię ukarze. Jest jak modliszka. Pożąda cię tak jak ty pożądasz jego, ale to ona cię pochłania, pożera.

Cykady zawsze towarzyszą gorącu. Kiedy przyroda skrywa się przed morderczą mocą słońca, one jedne nie zaprzestają swoich koncertów. Cyk, cyk, cyk, cyk. Niestrudzenie cały dzień. Im cieplej, tym głośniej cykają. W rytm wiatru. Cyk, cyk, cyk. W nocy, w czerń ciszy koncertują świerszcze. Cyk, cyk, cyk.
Pachnie południem. Mieszanką suchego powietrza, lawendy i tymianku. Akacje, kasztany, jaśmin. Zapach jest słodki, mdlący, rozkoszny. Świerszcze śpiewają jak otumanione, narkotyzującym śpiewem. Cyk, cyk, cyk. Nocna bryza, rządzi, gdy słońce wreszcie pójdzie spać. Schładza uśpione trawy, czesze liście drzewom. Zaprzyjaźniona ze świerszczami, tuli je do snu, ale zanim to zrobi, dmucha w ich małe skrzypce. Żeby całą noc nie przestawały grać. Żeby wyznaczały nocny rytm życia, kochankom, kłócącym się, obrażonym.

Teraz życie toczy się, przed wszystkim, w nocy. W dzień się pracuje, uczy i sprząta. W nocy się żyje. W nocy humorzaste słońce odpoczywa, bryza jest bardziej łaskawa. Nie trzeba się kryć i przed niczym uciekać, spacerując można lepiej oddychać. Myśleć swobodniej. Wino ma wyrazisty smak, cukrowo- wiśniowy, z lekką nutką pomarańczy. Orzeźwia gardło, zmywa kurz dnia. Zostawia przyjemny szum. 



Latają nietoperze, całe mnóstwo nietoperzy. Zamykają dzień i otwierają noc. Bezszelestnie, widać tylko cień ich skrzydeł przy świetle latarni. Nieustający akompaniament  świerszczy. Cyk, cyk, cyk. Delikatny dotyk wiatru, drażni włosy, chłodzi skórę, łaskocze policzki. Studzi rozpalone betony, dmucha w rozżarzone chodniki. Tańczy w kosmykach twoich włosów,  bawi się i drażni.


Gdzieś w oddali słychać żaby. Koncert miłości, koncert wiosenno-letni. Ile dźwięków, zapachów, barw ma lato. Zima unicestwia wszystko, co stanie jej na drodze. Cichną wszystkie dźwięki, blakną kolory, znikają zapachy. Nie przestaję podziwiać cykania, rozkoszować się wiśniowo- pomarańczowym smakiem wina, wsłuchiwać się w bezszelest nietoperzy. Niech pachnie skoszoną trawą, lawendą i jaśminem. Niech słońce bawi się z nami do jesieni.

wtorek, 30 kwietnia 2019

Za co Hiszpanie lubią Portugalię? Dlaczego warto odwiedzić kraj żeglarzy?

Nie znam Hiszpana, któremu nie podobałoby się w Portugalii. Jeśli już ktoś ruszył się w tamtym kierunku, wraca mile zaskoczony i bardzo zadowolony. Choć jest to kraj znajdujący się na tym samie Półwyspie, co Hiszpania, znacznie się od niej różni. 

Zarówno język jak i czas urzędowy jest inny, zegarki cofamy tam o godzinę. A hiszpańskie seplenienie zamieniamy na portugalskie szumy. Co ciekawe, hiszpański dla Portugalczyka jest zrozumiały, natomiast już odwrotnie bywa gorzej. Język pisany jest bardzo podobny, ale mówiony już nie. Portugalski ma zupełnie inną fonetykę i żeby go zrozumieć, trzeba się bardzo skupić. Portugalczycy, w odróżnieniu od Hiszpanów dobrze znają angielski, nie ma problemu z dogadaniem się z nimi w tym języku. 

Dlaczego warto tu przyjechać?

1. Spokój

Portugalia to, w porównaniu do Hiszpanii, oaza spokoju, ludzie tak nie wrzeszczą, są za to dobrze wychowani, grzeczni, uprzejmi. Przy tym pomocni i znający języki obce. Wchodzisz do restauracji- cisza. Nie puchną ci uszy, nie musisz się przekrzywiać, żeby z kimś pogadać. Ale... jak ktoś uwielbia fiesty, nie ma aż tak bogatego nocnego życia jak w Hiszpanii. 




2. Dobre jedzenie i picie

Kuchnia portugalska podobna jest do hiszpańskiej, choć najlepsze owoce morza i ryby zjadłam właśnie tu, tylko hiszpańska Galicia, może konkurować z Portugalią. Rozmiary owoców morza to XXL, wszystko ogromne i przepyszne. Polecam też spróbować dorsza (hiszp. bacalao, port, bacalhau), narodową potrawę. Przyrządza się go na tysiąc sposobów. Można jeść dorsza codziennie i za każdym razem inaczej. Bardzo lubię bacalhau à brás, kawałki ryby z jajkiem, cebulą i ziemniakami, zapiekane i podane z czarnymi oliwkami.


Kolejna rzecz godna uwagi to kawa. Jest tak samo dobra albo i lepsza jak we Włoszech, do tego bardzo tania. A do kawki deser, mają tu doskonałe wypieki, koniecznie trzeba spróbować babeczek z budyniem- pastéis de Belém.


                          pyszna kawa i pastéis de Belém

Wina są podobne do hiszpańskich, ciekawostka to vinho verde- tzw. zielone wino, którego w Hiszpanii nie ma, jest to tak naprawdę rodzaj białego wina, doskonałe do ryb i owoców morza. Trunek ten w Portugalii jest tani! Zarówno w barze jak i w supermarkecie, mają tylko 7% VAT-u na ten napój.

Dobre są też portugalskie słodkie wina tzw. oporto/porto, obowiązkowo trzeba ich spróbować będąc w kraju fados. Interesująca jest też ich historia. Początki produkcji oporto sięgają XVII w. Anglia była w konflikcie z Francją, musiała zatem pomyśleć o imporcie wina z innego kraju, padło na Portugalię. Używka ta, aby przetrwała długą podróż, musiała zostać nieco zmodyfikowana. W procesie fermentacji dodaje się mocniejszego alkoholu, żeby zatrzymać właśnie proces fermentacji. W rezultacie otrzymuje się napój o większym stężeniu alkoholu (około 25 %) i dużo słodszy od tradycyjnego wina. Jeśli ktoś chce skosztować tego napitku, niech odwiedzi miasto Oporto, znajdują się tam stare, typowe bodegi, gdzie można podegustować różne rodzaje słodkiego trunku.

3. Ocean, fados i saudade

Krajobrazy w Portugalii są przepiękne, wszędzie lasy i blisko do oceanu. Jeśli chodzi o plażowanie, to UWAGA! woda w morzu jest zimna, tylko dla morsów, natomiast poopalać się można bez problemu. Plaże są ogromne, chyba największe i najszersze jakie widziałam. Do tego czysto i... cicho. Bezkres wody, która otacza Portugalię, sprawia, że możemy poczuć słynne saudade- słowo bardzo trudne do zdefiniowania. Saudade to mieszanka melancholii i samotności. Tęsknota za kimś, kto odjechał, za czymś nieosiągalnym. Ciężko to określić, łatwiej poczuć. Z tej dziwnej rzewności wzięło się też fados. Fados to rodzaj muzyki. Przypuszcza się, iż samotni marynarze zaczęli śpiewać smętne piosenki. Fados narodziło się najprawdopodobniej w okolicach Lizbony, w dzielnicach biedy. Teksty pieśni są melancholijne, smutne, mówią o troskach codziennego życia, fatalizmie, frustracji, tęsknocie za czymś odległym. 
W wielu restauracjach w Portugalii odbywają się kolacje przy akompaniamencie fados. Fados to śpiew, połączony z grą na wiolonczeli, gitarze hiszpańskiej i gitarze portugalskiej. 


Jeśli ktoś chce się naprawdę zrelaksować, dobrze zjeść i nie wydać zbyt dużo pieniędzy, polecam przyjechać do Portugalii, ten kraj ma bardzo dużo do zaoferowania. 

środa, 24 kwietnia 2019

Od skrajności w skrajność- hiszpańskie feministki

Gdyby nie feministki, nie mogłabym skończyć studiów, ani głosować, nie siedziałabym przed komputerem pisząc te słowa. Dużo im zawdzięczam, dużo im zawdzięczamy. Nie można o tym zapominać. Ale nie o tym chcę mówić. Chcę napisać o skrajnym feminizmie, nazywanym w Hiszpanii złośliwie nazifeminizmem. 

W zeszłym miesiącu, 8 marca, z okazji Dnia Kobiet odbywały się wielkie manifestacje oraz strajki. Polegały one na powstrzymaniu się w tym dniu od pracy, od wykonywania wszelki obowiązków domowych jak i na maszerowaniu ulicami miast i wykrzykiwaniu różnych haseł typu: Nie dla przemocy! Gdy przestaniemy rodzić, znikniecie ze świata. Etc. 



Manifestacja, czy też strajk ma sens, jeśli walczy się o konkretne sprawy, np. podwyżki, zmiana czasu pracy, dłuższy urlop macierzyński. A tymczasem w tych pochodach chodzi głównie o przemarsz, zwrócenie uwagi na "sprawy kobiet", ale no właśnie... na jakie sprawy? Sama idea jest dobra, ale jej realizacja już mniej. Bo co to da, że tysiące kobiet pomaszeruje sobie ulicami miast wykrzykując parę slangów. W tym całym marszu i agresji giną dobre idee i inicjatywy. Zorganizujmy się, ale  inaczej, walczmy o konkretne kwestie, zróbmy pochód pod hasłem: Żądamy 9 miesięcznego urlopu macierzyńskiego. Żądamy wyrównania płac między kobietami, a mężczyznami. Żądamy 8 godzinnego czasu pracy, bez 2 godzinnych przerw. Żądamy możliwości spędzania dłuższej ilości czasu z naszymi dziećmi. A tymczasem, odnoszę wrażenie, że traci się cenną energię na wyładowywanie agresji i frustracji. 

W pochodzie widziałam bardzo dużo młodych dziewczyn, 17 letnich, 19 letnich. Naszła mnie taka refleksja, dużo krzyku z ich strony o prawa kobiet, o niezależność, a wiele z nich jest przyzwyczajona do tego, że mamusia robi w domu absolutnie wszystko. Może, gdyby pomogły rodzicielce, miałaby więcej czasu dla siebie, więcej tej wolności, o którą tak walczą ich córki.

Hiszpańskie społeczeństwo, które przez wieki borykało się z autentycznym problemem seksizmu, gdzie dopiero w latach '80 XX w. kobiety zyskały prawo do rozwodu. Społeczeństwo, w którym przez wiele lat kobiety musiały prosić męża o pozwolenie, żeby pójść do pracy, jest bardzo sfrustrowane. Sfrustrowane są panie i ciężko się temu dziwić, zważywszy na historię. Jednakże walka o te prawa i wolność przybiera już czasem komiczną postać, skupia się nieraz na sprawach mało istotnych. Czego przykładem jest oskarżanie o seksizm mężczyzn, którzy na ulicy zawołają do Ciebie: Guapa (piękna). 

Kuriozalna też wydawała mi się sprawa, która skończyła się w sądzie. Żołnierze, wychodząc z koszar, nucili sobie sprośne piosenki. Jedna z kobiet to usłyszała i poczuła się urażona... Mężczyźni muszą w Hiszpanii bardzo uważać na to, co mówią w przestrzeni publicznej, jakiekolwiek źle dobrane słowo i mogą być oskarżeni o tzw. micromachismo (mikroseksizm). To akurat dobra wiadomość, ale tworzą się przez to różne karykaturalne sytuacje.

Dziwną dla mnie kwestią, zwłaszcza jako filologa, była też walka o wycofanie ze słownika języka hiszpańskiego słowa "słaba płeć" czy też przymiotnika "łatwa" w odniesieniu do kobiet. Nie podoba mi się, gdy ktoś tak o płci żeńskiej się wypowiada, ale nie zmienia to faktu, że nawet jak wyeliminuje się te wyrazy ze słownika, to i tak będą one w potocznej mowie używane.

W Hiszpanii istnieje numer telefonu na który można zadzwonić 24 h na dobę w wypadku, gdy kobieta doświadcza przemocy. Każdy zna ten numer, na co dzień bardzo dużo mówi się o agresji. Naprawdę prawo bardzo chroni osoby płci żeńskiej. Ale znowu pojawia się skrajność. Są panie, które składają fałszywe zeznania, chcąc odgryźć się na partnerze, bo wiedzą, iż po otrzymaniu telefonu o pobiciu, facet, od razu bez składania wyjaśnień, jest zamykany na 24 h do aresztu, żeby sobie przemyślał swoje zachowanie. Prawo chroni kobiety do tego stopnia, że w wypadku rozwodu i posiadania dzieci, dom zostaje dla kobiety, nie dzieli się majątku po połowie. Stąd wielu mężczyzn nie chce wziąć ślubu, ani mieć dzieci. Są to trochę ekstremalne przykłady, ale jak najbardziej realne. W telewizji publicznej codziennie mówi się o zamordowaniu kobiet z rąk partnera, nigdy zaś nie mówi się o sytuacji odwrotnej. 
Dobrze jest mieszkać w społeczeństwie, gdzie jako dziewczyna czujesz się w pełni chroniona przez prawo, ale z drugiej strony pewne kwestie, ta nieustająca walka, przybierają czasem karykaturalną postać.