piątek, 12 lipca 2019

Vamos a la playa- kilka typów hiszpańskich plażowiczów!

Vamos a la playa, oh oh oh!
Chyba każdy kojarzy ten wakacyjny hit. Lato to czas upałów, ale też plażowania! Nie ma nic lepszego niż zimne mojito w barze przy promenadzie, kąpiel w ciepłym morzu i spacer brzegiem morza. Zachody słońca, odlatująca z powodu wiatru- parasolka, wszędobylski piasek.
Plaża, plażą, ale przekrój osób, które można na niej spotkać, to jest dopiero ciekawostka. Bo nad morze jedzie się w różnym celu, nie tylko, żeby popływać i się poopalać.

oczekiwania

Typ 1: Zwyklasi
Ludzie niczym się nie wyróżniający, którzy po prostu chcą poleżeć, popluskać się w wodzie. Charakteryzują się tym, że nie zajmują dużo miejsca, ręczniki, parasolka i tyle. Kobiety nie malują się, tylko smarują kremem przeciwsłonecznym. Gdy znudzą się leżeniem, spacerują brzegiem morza.

Typ 2: Wielkie rodziny
Dziadek, babcia, wujek, ciocia, matka, ojciec, dzieci, wnuki, prawnuki. Cały klan. Zajmują bardzo dużo miejsca, dwa gigantyczne parasole, leżaki, lodówki, ręczniki, piłki, baseniki, rakiety, grabki, wiaderka. Lepiej nie kłaść się za blisko, robią dużo hałasu, gadają głupoty, piją piwko. W godzinie obiadu, punkt 14:00 wyjmują tortillę, puszki z małżami, empanadę, oliwki, chorizo, fuet. Czasem zamiast jeść na plaży, idą do restauracji. Spędzają tak cały dzień, jedzenie, picie, pływanie, gadanie.

rzeczywistość
Typ 3: Lampucery
To kobiety, które lata swojej młodości mają już dawno za sobą, a ciągle im się wydają, że są królowymi morskich bryz. Cały dzień leżą na wielkim leżaku, wysmarowane od stóp do głów olejkami, opalają się aż ich skóra staje się brązowa i pomarszczona. Często opalają się !UWAGA! topless. Posiadają dużo biżuterii, najnowszy model bikini, często w białym kolorze. Niejednokrotnie ich leżaki zajmują pół plaży, trzeba przez nie przeskakiwać, aby swobodnie pospacerować.

Typ 4: Nastolatki
Dziewczyny, jak sama nazwa wskazuje, mniej niż 20. Spacerują grupkami, z telefonami komórkowymi w ręku, co chwila przystają, aby zrobić sobie selfie albo zdjęcie w stylu: skaczę nad brzegiem morza. Odblaskowe bikini, koszulki, które dostały w promocji w barze. Promocji, w której kupujesz dwa kieliszki rumu i w prezencie dostajesz odblaskowe okulary, koszulki, klapki lub słomkowy kapelusz.

Typ 5: Osiłki
Tych panów jest, niestety, mało. Niestety, bo lepiej widzieć, kogoś kto dba o swoje ciało niż tego, który hoduje brzuch piwny. Opalają się na ciemny brąz, wytatuowani, modne kąpielówki, spacerują prężąc swoje muskuły. Wreszcie można pokazać efekt rocznej pracy w siłowni. Chodzą z wysoko podniesioną głową, zerkając czy wszyscy wokół ich podziwiają. Typ nieszkodliwy, nie robi hałasu, nie zostawia śmieci.

Typ 6: Giris
Słowem giris określa się w Hiszpanii obcokrajowców- turystów. To różne narodowości, często to Anglicy, Niemcy i Rosjanie. Rosjanie lubią błyszczeć, obwieszeni złotem, kobieta z wielkim, zasłaniającym pół głowy, kapeluszem. Mężczyzna, najczęściej brzydki i łysy. Anglika poznasz po tym, że już pierwszego dnia zjara sobie całe plecy, czerwony jak burak. Niemcy niczym się specjalnie nie wyróżniają, jako turyści są bardzo w porządku. Po czym poznasz giris? Schodzą na plażę o 14:00, w największy skwar, gdy wszyscy Hiszpanie idą do domu na obiad. Turyści mają często wielkie, plastikowe dmuchane materace lub flamingi.

Typ 7: Ameryka Południowa
Czyli np. z pochodzenia Wenezuelczycy, Peruwiańczycy, Ekwadorczycy etc. Na stałe mieszkają w Hiszpanii, przyjechali sobie na wakacje jak wszyscy pozostali. Im dalej się od nich położysz, tym lepiej. Dlaczego? Robią dużo hałasu. Znoszą głośniki i słuchają swojej specyficznej muzyki. Po godzinie takich dźwięków dudni ci w głowie do następnego dnia. Też schodzą całymi rodzinami, zabierają ze sobą lodówki z piwem, chipsy, lubią przychodzić wieczorem i oni najdłużej zostają na plaży. Sympatyczni, nieszkodliwi, ale hałaśliwi. Kobiety uwielbiają stroje, które uwypuklają ich pupy i biusty. Lubią wszystko pokazywać. Bransolety, kolczyki, złote łańcuchy też mile widziane.

Typ 8: Wieczory kawalerskie i panieńskie
I ostatni typ plażowiczów, uczestnicy i uczestniczki wieczorów kawalerskich oraz panieńskich. Poznasz ich po tym, że spacerują dużymi grupkami, najczęściej już pijani. Pan młody przebrany z krewetkę, pszczółkę lub w ledwo zasłaniających tyłek, zielonych majtkach. Bardzo hałaśliwi, piją, tańczą, wrzeszczą, zostawiają syf na plaży, butelki, pety, plastiki. W niedzielny poranek leżą plackiem na plaży i piją wodę, wtedy panuje cisza...

Hiszpańska plaża to przekrój całego społeczeństwa i zwierciadło; nie ukryjesz tu swojego brzucha, ud, piersi. Jeśli cały rok nie uprawiałaś sportu, plaża prawdę ci powie. Ale wyleczysz się tu ze wszystkich kompleksów. Tylko tu znajdziesz tzw. chiringuito, czyli bar nad brzegiem morza, gdzie możesz sobie siedzieć w bikini, pić piwko i obserwować innych ludzi. A zatem Vamos a la playa?



środa, 10 lipca 2019

Hiszpania - lato o zapachu lawendy

30 stopni, przyjemne suche kastylijskie ciepło, jeszcze do wytrzymania. Da się oddychać. Słońce bawi się z tobą w kotka i myszkę. Jesteś w cieniu, nie dosięgnie cię jego złota ręka. Wyjdziesz z cienia, dotyka cię do bólu.

Przecież chciałaś lata. Słońce w dobrym humorze pomaluje ci skórę na brzoskwiniowo-zbożowy kolor. Słońce w złym humorze weźmie przyłoży ci do skóry żelazko. I zrobi to, kiedy będzie schowane za chmurami, dla niepoznaki.  Nie wiedziałaś, że słońce ma swoje dobre i złe dni? Potrzebuje twojej nieustannej adoracji, podziwiaj je, ale z umiarem, bo inaczej cię ukarze. Jest jak modliszka. Pożąda cię tak jak ty pożądasz jego, ale to ona cię pochłania, pożera.

Cykady zawsze towarzyszą gorącu. Kiedy przyroda skrywa się przed morderczą mocą słońca, one jedne nie zaprzestają swoich koncertów. Cyk, cyk, cyk, cyk. Niestrudzenie cały dzień. Im cieplej, tym głośniej cykają. W rytm wiatru. Cyk, cyk, cyk. W nocy, w czerń ciszy koncertują świerszcze. Cyk, cyk, cyk.
Pachnie południem. Mieszanką suchego powietrza, lawendy i tymianku. Akacje, kasztany, jaśmin. Zapach jest słodki, mdlący, rozkoszny. Świerszcze śpiewają jak otumanione, narkotyzującym śpiewem. Cyk, cyk, cyk. Nocna bryza, rządzi, gdy słońce wreszcie pójdzie spać. Schładza uśpione trawy, czesze liście drzewom. Zaprzyjaźniona ze świerszczami, tuli je do snu, ale zanim to zrobi, dmucha w ich małe skrzypce. Żeby całą noc nie przestawały grać. Żeby wyznaczały nocny rytm życia, kochankom, kłócącym się, obrażonym.

Teraz życie toczy się, przed wszystkim, w nocy. W dzień się pracuje, uczy i sprząta. W nocy się żyje. W nocy humorzaste słońce odpoczywa, bryza jest bardziej łaskawa. Nie trzeba się kryć i przed niczym uciekać, spacerując można lepiej oddychać. Myśleć swobodniej. Wino ma wyrazisty smak, cukrowo- wiśniowy, z lekką nutką pomarańczy. Orzeźwia gardło, zmywa kurz dnia. Zostawia przyjemny szum. 



Latają nietoperze, całe mnóstwo nietoperzy. Zamykają dzień i otwierają noc. Bezszelestnie, widać tylko cień ich skrzydeł przy świetle latarni. Nieustający akompaniament  świerszczy. Cyk, cyk, cyk. Delikatny dotyk wiatru, drażni włosy, chłodzi skórę, łaskocze policzki. Studzi rozpalone betony, dmucha w rozżarzone chodniki. Tańczy w kosmykach twoich włosów,  bawi się i drażni.


Gdzieś w oddali słychać żaby. Koncert miłości, koncert wiosenno-letni. Ile dźwięków, zapachów, barw ma lato. Zima unicestwia wszystko, co stanie jej na drodze. Cichną wszystkie dźwięki, blakną kolory, znikają zapachy. Nie przestaję podziwiać cykania, rozkoszować się wiśniowo- pomarańczowym smakiem wina, wsłuchiwać się w bezszelest nietoperzy. Niech pachnie skoszoną trawą, lawendą i jaśminem. Niech słońce bawi się z nami do jesieni.

wtorek, 30 kwietnia 2019

Za co Hiszpanie lubią Portugalię? Dlaczego warto odwiedzić kraj żeglarzy?

Nie znam Hiszpana, któremu nie podobałoby się w Portugalii. Jeśli już ktoś ruszył się w tamtym kierunku, wraca mile zaskoczony i bardzo zadowolony. Choć jest to kraj znajdujący się na tym samie Półwyspie, co Hiszpania, znacznie się od niej różni. 

Zarówno język jak i czas urzędowy jest inny, zegarki cofamy tam o godzinę. A hiszpańskie seplenienie zamieniamy na portugalskie szumy. Co ciekawe, hiszpański dla Portugalczyka jest zrozumiały, natomiast już odwrotnie bywa gorzej. Język pisany jest bardzo podobny, ale mówiony już nie. Portugalski ma zupełnie inną fonetykę i żeby go zrozumieć, trzeba się bardzo skupić. Portugalczycy, w odróżnieniu od Hiszpanów dobrze znają angielski, nie ma problemu z dogadaniem się z nimi w tym języku. 

Dlaczego warto tu przyjechać?

1. Spokój

Portugalia to, w porównaniu do Hiszpanii, oaza spokoju, ludzie tak nie wrzeszczą, są za to dobrze wychowani, grzeczni, uprzejmi. Przy tym pomocni i znający języki obce. Wchodzisz do restauracji- cisza. Nie puchną ci uszy, nie musisz się przekrzywiać, żeby z kimś pogadać. Ale... jak ktoś uwielbia fiesty, nie ma aż tak bogatego nocnego życia jak w Hiszpanii. 




2. Dobre jedzenie i picie

Kuchnia portugalska podobna jest do hiszpańskiej, choć najlepsze owoce morza i ryby zjadłam właśnie tu, tylko hiszpańska Galicia, może konkurować z Portugalią. Rozmiary owoców morza to XXL, wszystko ogromne i przepyszne. Polecam też spróbować dorsza (hiszp. bacalao, port, bacalhau), narodową potrawę. Przyrządza się go na tysiąc sposobów. Można jeść dorsza codziennie i za każdym razem inaczej. Bardzo lubię bacalhau à brás, kawałki ryby z jajkiem, cebulą i ziemniakami, zapiekane i podane z czarnymi oliwkami.


Kolejna rzecz godna uwagi to kawa. Jest tak samo dobra albo i lepsza jak we Włoszech, do tego bardzo tania. A do kawki deser, mają tu doskonałe wypieki, koniecznie trzeba spróbować babeczek z budyniem- pastéis de Belém.


                          pyszna kawa i pastéis de Belém

Wina są podobne do hiszpańskich, ciekawostka to vinho verde- tzw. zielone wino, którego w Hiszpanii nie ma, jest to tak naprawdę rodzaj białego wina, doskonałe do ryb i owoców morza. Trunek ten w Portugalii jest tani! Zarówno w barze jak i w supermarkecie, mają tylko 7% VAT-u na ten napój.

Dobre są też portugalskie słodkie wina tzw. oporto/porto, obowiązkowo trzeba ich spróbować będąc w kraju fados. Interesująca jest też ich historia. Początki produkcji oporto sięgają XVII w. Anglia była w konflikcie z Francją, musiała zatem pomyśleć o imporcie wina z innego kraju, padło na Portugalię. Używka ta, aby przetrwała długą podróż, musiała zostać nieco zmodyfikowana. W procesie fermentacji dodaje się mocniejszego alkoholu, żeby zatrzymać właśnie proces fermentacji. W rezultacie otrzymuje się napój o większym stężeniu alkoholu (około 25 %) i dużo słodszy od tradycyjnego wina. Jeśli ktoś chce skosztować tego napitku, niech odwiedzi miasto Oporto, znajdują się tam stare, typowe bodegi, gdzie można podegustować różne rodzaje słodkiego trunku.

3. Ocean, fados i saudade

Krajobrazy w Portugalii są przepiękne, wszędzie lasy i blisko do oceanu. Jeśli chodzi o plażowanie, to UWAGA! woda w morzu jest zimna, tylko dla morsów, natomiast poopalać się można bez problemu. Plaże są ogromne, chyba największe i najszersze jakie widziałam. Do tego czysto i... cicho. Bezkres wody, która otacza Portugalię, sprawia, że możemy poczuć słynne saudade- słowo bardzo trudne do zdefiniowania. Saudade to mieszanka melancholii i samotności. Tęsknota za kimś, kto odjechał, za czymś nieosiągalnym. Ciężko to określić, łatwiej poczuć. Z tej dziwnej rzewności wzięło się też fados. Fados to rodzaj muzyki. Przypuszcza się, iż samotni marynarze zaczęli śpiewać smętne piosenki. Fados narodziło się najprawdopodobniej w okolicach Lizbony, w dzielnicach biedy. Teksty pieśni są melancholijne, smutne, mówią o troskach codziennego życia, fatalizmie, frustracji, tęsknocie za czymś odległym. 
W wielu restauracjach w Portugalii odbywają się kolacje przy akompaniamencie fados. Fados to śpiew, połączony z grą na wiolonczeli, gitarze hiszpańskiej i gitarze portugalskiej. 


Jeśli ktoś chce się naprawdę zrelaksować, dobrze zjeść i nie wydać zbyt dużo pieniędzy, polecam przyjechać do Portugalii, ten kraj ma bardzo dużo do zaoferowania. 

środa, 24 kwietnia 2019

Od skrajności w skrajność- hiszpańskie feministki

Gdyby nie feministki, nie mogłabym skończyć studiów, ani głosować, nie siedziałabym przed komputerem pisząc te słowa. Dużo im zawdzięczam, dużo im zawdzięczamy. Nie można o tym zapominać. Ale nie o tym chcę mówić. Chcę napisać o skrajnym feminizmie, nazywanym w Hiszpanii złośliwie nazifeminizmem. 

W zeszłym miesiącu, 8 marca, z okazji Dnia Kobiet odbywały się wielkie manifestacje oraz strajki. Polegały one na powstrzymaniu się w tym dniu od pracy, od wykonywania wszelki obowiązków domowych jak i na maszerowaniu ulicami miast i wykrzykiwaniu różnych haseł typu: Nie dla przemocy! Gdy przestaniemy rodzić, znikniecie ze świata. Etc. 



Manifestacja, czy też strajk ma sens, jeśli walczy się o konkretne sprawy, np. podwyżki, zmiana czasu pracy, dłuższy urlop macierzyński. A tymczasem w tych pochodach chodzi głównie o przemarsz, zwrócenie uwagi na "sprawy kobiet", ale no właśnie... na jakie sprawy? Sama idea jest dobra, ale jej realizacja już mniej. Bo co to da, że tysiące kobiet pomaszeruje sobie ulicami miast wykrzykując parę slangów. W tym całym marszu i agresji giną dobre idee i inicjatywy. Zorganizujmy się, ale  inaczej, walczmy o konkretne kwestie, zróbmy pochód pod hasłem: Żądamy 9 miesięcznego urlopu macierzyńskiego. Żądamy wyrównania płac między kobietami, a mężczyznami. Żądamy 8 godzinnego czasu pracy, bez 2 godzinnych przerw. Żądamy możliwości spędzania dłuższej ilości czasu z naszymi dziećmi. A tymczasem, odnoszę wrażenie, że traci się cenną energię na wyładowywanie agresji i frustracji. 

W pochodzie widziałam bardzo dużo młodych dziewczyn, 17 letnich, 19 letnich. Naszła mnie taka refleksja, dużo krzyku z ich strony o prawa kobiet, o niezależność, a wiele z nich jest przyzwyczajona do tego, że mamusia robi w domu absolutnie wszystko. Może, gdyby pomogły rodzicielce, miałaby więcej czasu dla siebie, więcej tej wolności, o którą tak walczą ich córki.

Hiszpańskie społeczeństwo, które przez wieki borykało się z autentycznym problemem seksizmu, gdzie dopiero w latach '80 XX w. kobiety zyskały prawo do rozwodu. Społeczeństwo, w którym przez wiele lat kobiety musiały prosić męża o pozwolenie, żeby pójść do pracy, jest bardzo sfrustrowane. Sfrustrowane są panie i ciężko się temu dziwić, zważywszy na historię. Jednakże walka o te prawa i wolność przybiera już czasem komiczną postać, skupia się nieraz na sprawach mało istotnych. Czego przykładem jest oskarżanie o seksizm mężczyzn, którzy na ulicy zawołają do Ciebie: Guapa (piękna). 

Kuriozalna też wydawała mi się sprawa, która skończyła się w sądzie. Żołnierze, wychodząc z koszar, nucili sobie sprośne piosenki. Jedna z kobiet to usłyszała i poczuła się urażona... Mężczyźni muszą w Hiszpanii bardzo uważać na to, co mówią w przestrzeni publicznej, jakiekolwiek źle dobrane słowo i mogą być oskarżeni o tzw. micromachismo (mikroseksizm). To akurat dobra wiadomość, ale tworzą się przez to różne karykaturalne sytuacje.

Dziwną dla mnie kwestią, zwłaszcza jako filologa, była też walka o wycofanie ze słownika języka hiszpańskiego słowa "słaba płeć" czy też przymiotnika "łatwa" w odniesieniu do kobiet. Nie podoba mi się, gdy ktoś tak o płci żeńskiej się wypowiada, ale nie zmienia to faktu, że nawet jak wyeliminuje się te wyrazy ze słownika, to i tak będą one w potocznej mowie używane.

W Hiszpanii istnieje numer telefonu na który można zadzwonić 24 h na dobę w wypadku, gdy kobieta doświadcza przemocy. Każdy zna ten numer, na co dzień bardzo dużo mówi się o agresji. Naprawdę prawo bardzo chroni osoby płci żeńskiej. Ale znowu pojawia się skrajność. Są panie, które składają fałszywe zeznania, chcąc odgryźć się na partnerze, bo wiedzą, iż po otrzymaniu telefonu o pobiciu, facet, od razu bez składania wyjaśnień, jest zamykany na 24 h do aresztu, żeby sobie przemyślał swoje zachowanie. Prawo chroni kobiety do tego stopnia, że w wypadku rozwodu i posiadania dzieci, dom zostaje dla kobiety, nie dzieli się majątku po połowie. Stąd wielu mężczyzn nie chce wziąć ślubu, ani mieć dzieci. Są to trochę ekstremalne przykłady, ale jak najbardziej realne. W telewizji publicznej codziennie mówi się o zamordowaniu kobiet z rąk partnera, nigdy zaś nie mówi się o sytuacji odwrotnej. 
Dobrze jest mieszkać w społeczeństwie, gdzie jako dziewczyna czujesz się w pełni chroniona przez prawo, ale z drugiej strony pewne kwestie, ta nieustająca walka, przybierają czasem karykaturalną postać. 

czwartek, 14 lutego 2019

Kocham Cię! Jak to się mówi po hiszpańsku?

Te quiero! Te amo! Te adoro!
Hiszpanie uwielbiają gadać, w temacie miłości, robią to samo. Dużo gadają. Czy idą za tym czyny...a to już rożnie bywa. Inni są też ludzie z północy, a inni z południa. Ten stereotypowy Hiszpan, biegający za kobietą z gitarą i powtarzający co chwila; Te quiero, będzie właśnie z Andaluzji. (Osobiście uważam, że są tam najprzystojniejsi mężczyźni i najładniejsze kobiety, mają w sobie czar i pasję.)

Na początku miło chodzić z mieszkańcami Półwyspu Iberyjskiego na randki, są romantyczni, mówią dużo ładnych rzeczy, potrafią adorować kobiety, obiecują złote góry. Są szczerzy, kupują masę prezentów, zapraszają na kolacyjki. Powie ktoś, że na początku wszyscy się tak zachowują. Tak, ale Ci mężczyźni naprawdę potrafią sprawić, iż czujesz się jak księżniczka. Ładne słówka, słodkie miny, cukiereczki. Jest to naród, który lubi bliskość fizyczną, wszelkie przytulanie, poklepywanie, całowanie jest na porządku dziennym, może to być nawet męczące. Hiszpanie są bardzo ciepłymi i czułymi ludźmi i to nie od święta.

Co ze stereotypem maczo i ogiera w alkowie?  To nie Ameryka Południowa, to nie Latynosi! Jeśli chcecie przeżyć namiętną przygodę, to raczej skierujcie swoje kroki w stronę Brazylii lub np. Urugwaju. Hiszpanie są raczej spokojni, wręcz czasem nieśmiali. Ich seksualne umiejętności są mocno przecenione, dziewczyny, nie dajcie się na to nabrać! Oczywiście, wiadomo, dużo zależy od osoby, ale cudów tu nie ma, są takimi samymi facetami jak każdy inny naród...



Gdy już wasz związek z hiszpańskim osobnikiem przejdzie do bardziej dojrzałej fazy, przychodzi zwykłe, codzienne życie, kończą się romantyczne prezenciki i podskakiwanie. Ale nie kończy się czułość, ani różnego rodzaju niespodzianki, kolacyjki, za które płaci on. Mężczyźni są szczodrzy! Niewątpliwą zaletą tych mężczyzn jest ich gest. (Oczywiście zawsze jakiś dziad i sknera się trafi, ale od takich trzymajcie się z daleka!) 

To bardzo miłe, ale jest i druga strona medalu. Jeśli chodzi o domowe obowiązki wiedza wielu Hiszpanów kończy się już od progu. Są i tacy, co zgłębili tajemnice: obsługi odkurzacza, zmywania naczyń, prasowania koszul (to już wyższy stopień wtajemniczenia), ale są w mniejszości. Niestety jest to wina nadopiekuńczych matek. Zarówno hiszpańska madre jak i włoska mamma to przekleństwo tych społeczeństw. Wychowują synów na kaleki życiowe, robiąc za nich absolutnie wszystko. Nie spodziewajcie się też, że chłopak, który chodzi za Wami parę lat i powtarza: Te quiero, szybko z tobą zamieszka, a co dopiero się oświadczy. W tym, jak i we wszystkim, króluje brak pośpiechu, słynna  mañana. Jeśli jednak postanawia podjąć tę ciężką decyzję o opuszczeniu domu mamusi i zamieszkaniu z Tobą, wiedz, że jesteś dla niego bardzo ważna. 

I na koniec, czym się różni Te quiero od Te amo? Oba zwroty oznaczają Kocham Cię, ale Te quiero można mówić do każdego, nawet do dobrego przyjaciela, Te amo jest zarezerwowane tylko dla najbliższej osoby. Jeśli zatem pojedziesz na wakacje i jakiś Hiszpan będzie ci powtarzał; Te quiero, niekoniecznie musisz brać to na serio. Pamiętaj, oni dużo mówią! 

Chcesz się uczyć hiszpańskiego? Skontaktuj się ze mną:
annakoronowska@hotmail.com

piątek, 21 grudnia 2018

Turrón- hiszpańska słodkość na Boże Narodzenie

Turrón to mieszanka migdałów, miodu i cukru. Słodki blok, sprzedawany w okresie świątecznym, potem niestety znika z półek i trzeba na niego czekać cały rok! Podstawowe rodzaje turrona to turrón blando (miękki) i turrón duro (twardy). Ten tradycyjny jest właśnie taki migdałowy, ale powstało całe mnóstwo odmian tej słodkości, o smaku śmietankowym, kokosowym, truskawkowym, czekoladowym, whisky, pralinowym, orzechowym.

turrón duro (twardy)


Istnieją dwie teorie na temat pochodzenia tego przysmaku. Pierwsza mówi, że na pomysł jego wytworzenia wpadli Arabowie, chodziło o zrobienie czegoś, co nie psuje się podczas transportu. Jedzenia zarówno energetycznego jak i trwałego. Druga teoria mówi o XVI wiecznym cukierniku z Barcelony o nazwisku Turró, który szukał pożywienia kalorycznego w czasach głodu. Czegoś stosunkowo łatwego do wyprodukowania. 
Aczkolwiek mieszkaniec Jijony, Fernando Galiana, który poświęcił wiele lat na studiowanie pochodzenia turronu i jego nazwy, doszedł do innego wniosku. Torrat to słowo określające mieszankę bakalii i miodu gotujących się na wolnym ogniu, stąd wziął się wyraz turrón, według Fernanda.

turrón miękki, twardy i zrobiony z żółtek


Ta hiszpańska słodkość jest chroniona prawnie, nazwa turrón może zostać użyta tak naprawdę tylko dla delicji pochodzących z Alicante i przede wszystkim z Jijony. Co prawda w Szwajcarii istnieje coś podobnego, ale pod nazwą nugat. Wyjątkowości temu pożywieniu nadaje fakt, iż jest on głównie produkowany od września do grudnia i sprzedawany tylko w okresie świątecznym. Skąd to wynika? Głównie z tradycji, lecz także migdały i miód były towarem drogim, luksusowym, odświętnym. 

W najsłynniejszym dla turronów mieście Jijonie krąży nawet legenda dotycząca pochodzenia tej migdałowej mieszanki. 
"Dawno, dawno temu hiszpański król wziął ślub ze skandynawską księżniczką. Księżniczka czuła się smutna, z dala od swojej ojczyzny i widoku ośnieżonej krainy. Król, chcąc ją rozweselić, kazał posadzić setki drzew migdałowych. Dzięki temu, gdy kwitły, przypominały ośnieżone pola. Mieszkańcy Jijony co roku zbierali migdały i nauczyli się przyrządzać z nich najsławniejszy świąteczny smakołyk."

kwitnące migdałowce


Jeśli będzie mieli okazję być w Hiszpanii w grudniu, koniecznie spróbujcie turrona! A latem lodów o tym smaku. Bardzo osładzają życie. 

czwartek, 13 grudnia 2018

cocido madrileño- hiszpańskie danie na trzy obiady

Cocido madrileño, to mało znane poza Hiszpanią, a tak naprawdę jedno z najważniejszych dań kuchni Madrytu. Spożywane przede wszystkim zimą, bo mocno rozgrzewa. Jego głównymi składnikami są: ciecierzyca, warzywa (ziemniaki, kapusta, marchewka, por, seler) oraz mięsa (kurczak, wołowina, kawałek boczku, chorizo, morcilla- kaszanka, kość z szynki). 

Cocido to potrawa z kuchni slow food. Gotuje się je długo, z namaszczeniem i równie długo się je spożywa. Etap pierwszy to zjedzenie zupy, wywaru. Podobna jest w smaku do rosołu, dla lepszego trawienia dodaje się odrobinę suszonej mięty, podaje się z cienkim makaronem. Etap drugi to wyłowienie ciecierzycy i warzyw, konsumuje się je na innym talerzu, często z utartymi w moździerzu pomidorami z dodatkiem kminu rzymskiego. Do tego można podgryźć ostrą, marynowaną papryczkę. Faza trzecia, ostatnia, to jedzenie mięsiwa, o ile jeszcze chce się jeść... Kawałek kiełbaski, kurczaka, obgryzanie kości. 

domowe cocido 

Krąży legenda, że pod koniec XIX, na początku XX w. w Madrycie byli ludzie, którzy zajmowali się wypożyczaniem kości. Chodzili od baru do baru i wkładali na jakiś czas kość do zupy, aby nabrała smaku i aromatu. 

Ale! To nie koniec konsumpcji cocido. Na drugi dzień, podgrzewa się resztki mięsa i kiełbasy, na patelni z cebulką i dalej się je. Strawa ta nazywa się "ropa vieja" (dosłownie: stare ubranie). Natomiast z kawałków szynki robi się hiszpańską wersję krokietów. Krokiety są malutkimi kuleczkami, z dowolnym nadzieniem i beszamelem. W tym wypadku nadzienie jest o smaku szyneczki, ale krokiety mogą być ze szpinakiem, grzybami, rybą. Niektórzy z mięsa, które pozostało robią taki jakby kotlecik, zwany "pelota" (dosłownie: piłka). Kawałki rozdrobnionego mięsa obtacza się w bułce, z jajkiem i smaży na oleju, następnie wkłada się tę kuleczkę do wywaru, aby nabrała aromatu...

krokiety z szynką

Gdzie zjeść dobre cocido w Madrycie?
Najpopularniejsze miejsca to: 
1. La Bola, calle de la Bola 5, 
2. Malacatín, calle de la Rueda 5, 
3. La Gran Tasca, calle de la Sta. Engarcia, 161 
4. Restaurante Los Galayos, calle de Botoneras, 5.

W latach 50' powstała nawet piosenka oddająca hołd tej potrawie. Pod tytułem:
"Cocidito madrileño". (https://www.youtube.com/watch?v=TM6UvitjQXg)

Odważycie się spróbować najpopularniejszego dania Madrytu?