piątek, 5 stycznia 2018

Święto Trzech Króli w Hiszpanii -tradycje

6 stycznia kończy w Hiszpanii okres świąteczny. Jest to dzień, na który najbardziej czekają dzieci, bo wtedy dostają prezenty. Tak, w Hiszpanii to nie Mikołaj, a Trzej Królowie rozdają podarki.

W wigilię Święta Trzech Króli (Trzej Królowie- Los Reyes Magos), w każdej większej miejscowości organizowana jest tzw. cabalgata de los Reyes, czyli uroczysty przejazd ich Majestatu: Melchiora, Baltazara i Kacpra, przez miasto. Z karocy ślą pozdrowienia i rzucają słodycze w stronę dzieci. Tego dnia wszystkie maluchy kładą się wcześniej spać, by Królowie zdążyli w spokoju zostawić prezenty. Dzieciaki zostawiają im w kuchni szklankę mleka, coś do jedzenia, a nawet kieliszek koniaku- na wzmocnienie. A towarzyszącym monarchom- wielbłądom- sianko. Najmłodsi szykują też buty, do których Melchior, Kacper i Baltazar mogą wrzucić podarunki. Niegrzecznym dzieciom trafia się... węgiel. 

la cabalgata de los Reyes- uroczysty przejazd Trzech Monarchów


Kolejną ciekawą tradycją celebrowaną 6 stycznia jest pieczenie i jedzenie specjalnego ciasta "el roscón de los reyes". Jest to tak naprawdę zwykłe ciasto drożdżowe, z dodatkiem anyżku, przekładane kremem lub czekoladą, posypane bakaliami, w środku znajduje się figurka króla i suszony bób...

tradycyjne ciasto w kształcie półkola, z kandyzowanymi owocami i przełożone bitą śmietaną


Historia wypieku jest niezwykle ciekawa i pochodzi z czasów pogańskich...

Podobny deser jadło się już w II w.  n.e. w Rzymie, podczas obchodów tzw. Saturnaliów. Było to święto obchodzone pod koniec grudnia, czasem przedłużone do końca stycznia, gdzie niewolnicy mieli trochę wolnego i mogli się bawić razem z innymi. Wtedy to, robiło się podobne do "roscón de los reyes" ciasto, z dodatkiem miodu, daktyli i bakalii. W III w.  n.e. zaczęto dodawać do tej słodkości ziarno suszonego bobu, symbolizujące płodność i bogactwo. 

Wraz z rozprzestrzenieniem się chrześcijaństwa obchody Saturnaliów zniknęły, ale został deser, ze swoim słynnym bobem. 

W XVIII w. król francuski Ludwik XV dodał do drożdżówki złotą monetę...odtąd oczywiście nikt nie chciał znaleźć w cieście bobu, a każdy pragnął monety. Automatycznie moneta stała się symbolem szczęścia, a bób symbolem negatywnym. 
Król hiszpański Filip V przyjął z entuzjazmem pomysł dodawania monety zamiast bobu i od tamtej pory, dodawało się i bób, i monetę, która z czasem, z oczywistych względów "zamieniła się" w porcelanową figurkę. 

Roscón de los reyes je się raz w roku i każdy chce odnaleźć figurkę, bo wróży to szczęście w nadchodzącym roku. Trafienie na bób to nie tyle zły znak, ile wedle nowej tradycji, obowiązek zapłacenia za zjedzone ciasto, bo mało kto robi je w domu, większość kupuje gotowe. Wypiek do najtańszych nie należy, mimo iż to tak naprawdę zwykłe drożdżowe ciasto, ale w końcu trzeba je zjeść-jak nakazuje zwyczaj. 




piątek, 15 grudnia 2017

Boże Narodzenie w Hiszpanii- z czym to się je?

Święta Bożego Narodzenia to czas, kiedy dużo mówi się i myśli o jedzeniu. Dobre gospodynie już od początku grudnia planują świąteczne menú... Co przezorniejsi robią część zakupów już pod koniec listopada i mrożą niektóre rzeczy. Mrozi się zwłaszcza ryby i owoce morza, które na kilka dni przed Wigilią osiągają zawrotne, horrendalne wręcz ceny. Np. jednym z najdroższych produktów są angulas- malutkie węgorze, które kosztują w tym okresie nawet 600 euro za kilogram. Ale jest to już przykład ekstremalny.

Hiszpańska kolacja wigilijna jest dość zróżnicowana, w dużej mierze, to co znajduje się na stole, zależy od regionu. Na pewno na każdym stole nie może zabraknąć przystawek, zwłaszcza owoców morza takich jak: krewetki, kraby, homarce, ośmiornice, almejas (rodzaj skorupiaka, po polsku sercówka), etc. A także wszelkiego rodzaju pasztetów, serów, wędlin. Danie główne to najczęściej jakaś dobra ryba lub bardzo często też- pieczone mięso, typu indyk, koźlina, baranina, prosię.

Na deser obowiązkowo szampan i słodycze charakterystyczne dla Świąt Bożego Narodzenia, takie jak np. marcepany, turrony, polvorones (rodzaj ciastek), większość z dużą ilością orzechów, migdałów i miodu. Hiszpańskie słodycze bardzo przypominają arabskie smakołyki.
            
                 turrón -typowy świąteczny deser z migdałami


Oprócz tego każdy region ma swoje wyjątkowe, tradycyjne i niepowtarzalne danie.

I tak: np. w Galicji je się przede wszystkim owoce morze, kraby, skorupiaki oraz ośmiornice ( el pulpo-ośmiornica), a także gotowanego kalafiora z dorszem, wszystko suto zakrapiane białym winem albariño.

            
              las necoras- rodzaj kraba


Asturias- mistrzowskie danie to koźlina podlana cydrem. Tuż obok, czyli w Cantabrii, je się ślimaki w specjalnym sosie (zrobionym z cebuli, czosnku, papryki, pomidorów i gałki muszkatałowej), a na deser serwuje się ciasteczka faszerowane masą z orzechów,  z dodatkiem miodu i anyżku.


W Kraju Basków oprócz ryb, takich jak np. besugo (leszcz morski), je się kapustę z czosnkiem i oliwą. W Navarra spożywa się ryby w sosie ajoarriero, jest to rodzaj pasty, utartej w moździerzu, zrobionej z ziemniaków, czosnku, jajka i oliwy, pałaszuje się też szparagi, z których słynie ten region. 

                          


La Rioja, słynąca oczywiście z doskonałego wina, oferuje danie, które dla Polaków dziwnie zabrzmi, ale jest naprawdę dobre. Cardo con almendras, czyli łodygi ostu z migdałami... Oset kojarzy się z kolcami, ale spokojnie, nikt kolców nie je. ( Przy okazji- ciekawostka, istnieje powiedzenie: "comer los cardos" (jeść osty), które oznacza relacje, z niekoniecznie pięknymi kobietami, czy też mężczyznami.) W Aragón je się osty, ale z beszamelem.

                 
                 łodygi ostów z sosem migdałowym

Katalonia ma swoje canelones, czyli faszerowany mięsem makaron, pod beszamelem, spożywa się go tradycyjnie 26 grudnia. A także sopa de galets, czyli zupa z makaronem w formie ślimaków, z dodatkiem mięsa.  Podobne dania szykuje na Święta Walencja

sopa de galets

W Murcia przygotowuje się, przed wszystkim, typowe słodycze, ciastka z dodatkiem owoców cytrusowych i anyżku. W Madrycie królują pieczone mięsa, baranek i prosię, podaje się jej z dodatkiem czerwonej kapusty lub sałaty z granatem. Castilla y León słynie ze specjalnie pieczonego, młodego świniaka, najlepsze są z tradycyjnego, opalanego drewnem pieca.  

pieczone prosię 


W Toledo w tym okresie je się dużo marcepanu. Extremadura serwuje w Święta indyka z truflami, pieczoną baraninę i kurczaka w sosie pepitoria (sos własny z mięsa z dodatkiem mielonych migdałów i ugotowanego jajka), nie zabraknie też deseru z mandarynek- mandarinas gratinadas (mandarynki z dodatkiem miodu, cynamonu i żółtek). W Andaluzji znajdziemy na stole przystawki w postaci oliwek i szynki, a jako danie główne podaje się np. caldo de Jerez ( zupa podobna do rosołu z dodatkiem wina z Jerez), indyka z truflami czy gulasz wołowy z czerwonym winem. 

W Hiszpanii je się dużo cały rok, Święta Bożego Narodzenia nie stanowią tu wyjątku od reguły, jak zwykle każdy znajdzie coś dla siebie. To co, w jakim regionie chcielibyście spędzić Święta ?






wtorek, 12 grudnia 2017

5 ważnych książek przeczytanych w 2017 roku

Co prawda w 2017 r. przeczytałam więcej niż 5 ważnych książek, ale postanowiłam wybrać 5 pozycji. Może ktoś nie ma jeszcze pomysłu na prezent?

1.Martin Caparrós "Głód"

Głośny reportaż, opisujący w bardzo szczegółowy sposób problem, który może dotyczyć każdego z nas- głodu.  Autor odbywa podróż od Afryki po Stany Zjednoczone... Czytając tę powieść nie opuści Cię poczucie winy i wstydu, możne nawet zrezygnujesz z jedzenia mięsa, a przynajmniej je ograniczysz... 

Dla kogo? Dla wszystkich, lektura obowiązkowa!



2. Samar Yazbek "Moja podróż do pękniętego serca Syrii"

Reportaż stworzony przez syryjską dziennikarkę, która wyemigrowała do Francji i wraca do swojej ojczyzny, nielegalnie. Naraża się na utratę życia, po to, aby opisać, co tak naprawdę dzieje się w Syrii. Jest to punkt widzenia kogoś, kto mieszkał tam całe życie i zna kraj od podszewki. Autorka zdaje sobie sprawę, iż sytuacja jest beznadziejna i konflikt będzie trwał latami. Podkreśla, że tak naprawdę już sami Syryjczycy nie wiedzą, o co tak naprawdę toczy się wojna. Książka pozostawi czytelnika w poczucie totalnej bezradności. 

Dla kogo? Dla wszystkich, a zwłaszcza dla tych, którzy mają dużo do powiedzenia w sprawie uchodźców...



3.Janinie di Giovanii "Tamtego ranka, kiedy po nas przyszli. Depesze z Syrii"

Kolejny reportaż związany z tematyką konfliktu w Syrii. Zupełnie inny od poprzedniego, bo pisany z punktu widzenia reportera, osoby wykonującej swoją pracę. Jest dużo brutalniejszy od poprzedniego, szczegółowe opisy tortur, gwałtów, rodzajów bomb. Sama Janine podkreśla, iż wiele wojen widziała, ale ta wywarła na niej najstraszniejsze wrażenie, Giovanii towarzyszy ogromne poczucie winy, że w każdej chwili może wrócić do Europy do swojego syna, a jej bohaterowie są tu uwięzieni. Zwraca uwagę na wielu reporterów, którzy stracili życie  zdając relacje z wojny. Pisze o porwaniach tych ludzi dla okupu, o okrutnej śmierci w postaci ścięcia głowy... 
To bardzo ważna lektura, otwiera oczy europejskiemu czytelnikowi. Wojna nie zaczyna się dając nam ostrzeżenia, jednego dnia wychodzisz do pracy jak zwykle, a drugiego nic nie funkcjonuje już normalnie. Nie działa prąd, nie ma jedzenia w sklepach, nie można kupić podpasek, aspiryny, bluzki. Wracają choroby, o których już wszyscy zapomnieli, nie możesz się umyć, bo nie ma wody....

Dla kogo? Dla każdego Europejczyka. 



4.Anna Malinowska "Brunatna kołysanka"

To historia o polskich dzieciach uprowadzonych przez niemieckich nazistów, umieszczonych w domach dziecka przy Lebensbornie. Dzieci zostawały poddane procesowi zniemczenia, a następnie wysyłane do niemieckich rodzin. Autorka przeprowadza wywiady z ofiarami porwań. Każda z osób boryka się z problemem szukania własnej tożsamości. Wiele opowieści jest dramatycznych: "Miałem dwie matki i dwóch ojców... ", "Gdy odnalazłem swoją biologiczną matkę, nie mogliśmy się już dogadać.", "Pojechałam do odnalezionego brata, do Niemiec i tylko się kłóciliśmy.".
Jedna z ciekawszych książek jakie czytałam, związanych z tematyką powojenną. Anna Malinowska przypomina też o prawniku Romanie Hrabarze, który poświęcił całe swoje życie pomagając w odnajdywaniu rodzin, wywiezionych do Niemiec dzieci.

Dla kogo? Dla wszystkich, którzy chcą spojrzeć na powojenne historie z innego punktu widzenia. Świetnie się czyta.



5.Małgorzata Halber "Najgorszy człowiek na świecie"

Książka już nie najnowsza, powieść-studium alkoholika i alkoholizmu. Krytyka tzw. Warszawki i środowisk korporacji. Chyba każdy, kto ją przeczyta i pije alkohol, zastanowi się... czy ja czasem nie za dużo piję? Czy oby na pewno, nie mam z tym problemu? Gdzie znajdują się granice? Kiedy powinna nam się włączyć czerwona lampka? Lektura szczera do bólu, soczysty język, trafne komentarze, poczucie humoru. Bardzo pozytywne zaskoczenie, czyta się bardzo szybko i łatwo, ale na pewno nie są to głupoty.

Dla kogo? Dla wszystkich, zwłaszcza zmęczonych hipokryzją... 


piątek, 8 grudnia 2017

Hiszpania Święta Bożego Narodzenia - El caganer - kilka słów o srającym pasterzu

El Belén, czyli szopka, to nieodzowny element dekoracji świątecznej, w niemalże każdym hiszpańskim domu. Cieszy się większą popularnością niż choinka. Tradycyjnie w szopce znajdują się: Jezus, Maryja, Józef, pasterze, Trzej Królowie, zwierzęta, w tym przede wszystkim: muł i wół. 

Katalonia i część Walencji postanowiła umieścić, w tej sielskiej scenie narodzenia pańskiego, także figurkę robiącego kupę pasterza, tzw. el caganer. To zresztą nie tylko hiszpański pomysł, srający ludek znajduje się także w szopce we Włoszech i w niektórych krajach Ameryki Południowej. 




Trudno jednoznacznie stwierdzić, skąd wziął się ten pomysł. Jedni twierdzą, że caganer pochodzi z XIV w. , inni mówią o wieku XVII. Pomijając kontrowersje, jakie może wzbudzać umieszczenie obok Jezusika takiej uroczej scenki rodzajowej, trzeba przyznać, że chwała Katalończykom za poczucie humoru.





Figurka absolutnie nie ma za zadanie nikogo obrażać, ani też umniejszać istoty narodzin Jezusa Chrystusa.  Jest to symbol zdrowia, pomyślności i bogactwa, caganer zwraca Matce Ziemi, to co do niej należy... Postać ta, z początku, miała formę pasterza, natomiast obecnie bardzo się skomercjalizowała. Robiące kupę ludki, to także postaci ze współczesnego świata: Putin, papież, Donald Trump, Marylin Monroe. Znajdziemy wszystko, czego dusza zapragnie... I choćby ktoś się gorszył tym pomysłem, każdy przyzna, że motywy skatologiczne są nam jednak bardzo bliskie... 

czwartek, 30 listopada 2017

Nauka języka hiszpańskiego- jak skutecznie się uczyć?

Wiele razy się spotkałam ze stwierdzeniem, że hiszpański to prosty język. Opinię tę wygłaszali wszyscy ci, którzy języka nie znają. Może bierze się to stąd, iż kojarzy się z krajami hiszpańskojęzycznymi- luz bluse - słońce. Owszem, nie jest to najtrudniejszy język na świecie, stosunkowo łatwo się nauczyć mówić, czytać, przynajmniej na podstawowym etapie. Schody zaczynają się później, bo gramatyka wcale już taka prosta nie jest, a odmiana czasowników może śnić się po nocach. Ale warto się postarać, bo hiszpański, to piękny język i bardzo przydatny!


A zatem, jak skutecznie się uczyć? 

Dotyczy, to właściwie każdego języka, nie tylko hiszpańskiego. Trzy, najważniejsze zasady, to:

1. Systematyczność
Jeżeli już podejmiemy decyzję o nauce języka, choćbyśmy mieli po 4 lekcje w tygodniu, słówka same nie wpadną do głowy! Trzeba czytać, powtarzać, słuchać. Zdecydowanie korzystniej jest mieć nawet mniej zajęć, ale przynajmniej postarać się do nich przygotować. Najlepiej poświęcić pół godziny dziennie dwa, trzy razy w tygodniu, na powtarzanie. 

2.Urozmaicenie 
Czyli inaczej- brak nudy. Nie da się nauczyć języka studiując samą gramatykę, albo powtarzając same słówka. Nauka hiszpańskiego opiera się na czterech, ważnych fundamentach, są to: PISANIE, CZYTANIE, MÓWIENIE, SŁUCHANIE. Osobiście, na pierwszym miejscu postawiłabym na MÓWIENIE, bo o to przecież chodzi w nauce języka. MÓW, nawet jak na początku robisz błędy, to MÓW. Co z tego, że świetnie znasz gramatykę, skoro nie umiesz, boisz się wykorzystać ją w praktyce? 

3.Wsparcie, czyli dobry nauczyciel
Choć są osoby, które uczą się same, dobry nauczyciel jest dla większości ogromnie ważny. Po pierwsze, aby zmobilizować ucznia do nauki, po drugie, aby nim odpowiednio pokierować. Nauczyciel, to trochę jak dyrygent. Niby orkiestra mogłaby bez niego grać, ale z nim gra o wiele lepiej. 

Nauka języków nie jest trudna, ale trzeba od początku zrozumieć, że nikt za nas tego nie zrobi. Nikt nie wbije nam wiedzy do głowy młotkiem. Ani cudowny kurs, ani najlepszy nauczyciel, ani magiczne sposoby. Tylko od nas i od naszej silnej woli oraz chęci, zależy  nasz sukces!

I oczywiście zapraszam do mnie na HISZPAŃSKI! :)


środa, 22 listopada 2017

kilka faktów o słońcu w Hiszpanii

"Un rayo de sol, oh, oh, oh, / me trajo tu amor, oh, oh, oh." * ( Promień słońca przyniósł mi twoją miłość.) Tak śpiewał zespół Los Diablos w latach 80-tych. El sol, słońce, rzecz nieodzownie i słusznie kojarzona  z Hiszpanią. Mieszkańcy tego kraju mają szczęście, że w większości regionów słońce świeci przez przynajmniej 200 dni w roku, a np. malageńczycy widzą słońce przez ponad 300 dni  w roku. 

Dla tęskniących za promykami słońca, polecam 5 miast z najlepszym klimatem w Hiszpanii: 
-Las Palmas (Gran Canaria) ze średnią temperaturą 20 stopni C. 
-Malaga średnia temp. 18,5 stopni C i  około 3000 godzin słońca w roku.
-Palma de Mallorca (Majorka) 
-Huelva 
-Vigo ( nietypowo, bo to miasto w Galicji, która słynie z deszczowego klimatu, ale to miejsce stanowi swojego rodzaju wyjątek, średnia temp. to 14,9 stopni C , łagodna zima i  łagodne lato)



Kolejny fakt o słońcu jest raczej powodem do wstydu... Hiszpania ma bardzo głupią politykę dotyczącą pozyskiwania energii słonecznej. Ktoś, kto posiada panele słoneczne i chce wyprodukować z nich energię, nawet na własne potrzeby, musi płacić państwu duży podatek. Efekt jest taki, że w kraju, gdzie większość energii można by pozyskiwać w ten sposób, prawie nikt nie instaluje paneli, gdyż po prostu mu się to nie opłaca. Państwo zamiast wspierać obywateli, robi wszystko, by ludziom nic się nie chciało i nie opłacało, zmusza do korzystania z płatnej energii, a prąd w Hiszpanii jest bardzo drogi.

Następna rzecz, to swoisty ewenement: Na Półwyspie Iberyjskim ludzie cierpią na brak witaminy D... Wydaje się to nieprawdopodobne, ale tak właśnie jest. To tutaj, na słońce każdy uważa. Latem siedzi się w chłodnym i zacienionym pomieszczeniu, uciekając przez spiekotą. (Poza okresem wakacyjnym, gdzie spędza się więcej czasu na plaży i oczywiście na słońcu.) Zimą, już nawet z przyzwyczajenia, niektórzy smarują się kremem z wysokim filtrem. W kawiarniach widać ludzi z krótkim rękawem, zerkających w stronę złotej kuli, ale na ogół są to zagraniczni turyści... 

Dzięki tej przezorności i ostrożności w korzystaniu ze słońca, to nie w Hiszpanii występuje najwięcej przypadków zachorowań na raka skóry. ( Kraje o najwyższym współczynniku zachorowań na raka to Skandynawia i Niemcy.) Od dziecka każdy Hiszpan uczy się, że z tym ciałem niebieskim należy postępować roztropnie. Obficie smarować się kremami, nie wychodzić latem z domu w godzinach największego skwaru, pić dużo wody i nosić kapelusz. Prawie nigdy też nie widziałam "spieczonych na raka" Hiszpanów. Ludzie opalają się z głową. Za to widok czerwonego jak burak Szweda czy Anglika jest, w lipcu na plaży, jak chleb powszedni... 



I ostatni fakt: Słońce, w odpowiedniej dawce ( od 10 minut do 1 godziny dziennie), poprawia humor, poprawia odporność organizmu, reguluje wytwarzanie melatoniny (hormonu snu), pomaga w leczeniu niektórych chorób skóry, takich jak trądzik. 

Oczywiście słońce nie rozwiąże wszystkich naszych problemów, ale niewątpliwie sprzyja nie wyolbrzymianiu ich. Spacer po parku, w piękny słoneczny dzień, jest najlepszym lekarstwem na wszystkie smutki. 




* Piosenka zespołu Los Diablos https://www.youtube.com/watch?v=nXCVkGvFo4Y

wtorek, 14 listopada 2017

5 mitów dotyczących Hiszpanii

Ileż to razy słyszałam zachwycających się Hiszpanią turystów: Ach, tu jest jak w raju. Raj jest wszędzie, gdzie są wakacje, a my beztrosko pijemy sobie drinka z palemką. A kraj, jak to każdy kraj, ma swoje wady i zalety. Choć zawsze powtarzam, że Hiszpania na odpoczynek jest miejscem idealnym. Każdy znajdzie coś dla siebie, góry, morze, wsypy, pustynie, lasy, wszędzie dobre jedzenie i mili ludzie.

Co zatem ze stereotypami?

1. W Hiszpanii jest zawsze gorąco.

Nieprawda, zimą jest naprawdę zimno, zwłaszcza w centrum i w górach, pada śnieg, istnieją przymrozki. Choć każdy region jest inny, np. w ARANJUEZ (pod Madrytem), w którym mieszkam, w styczniu nad ranem dochodzi nawet do minus 8 stopni. W dzień zawsze jest dużo cieplej, nawet +15, ale rano lepiej ubrać czapkę i rękawiczki. Śmieszy mnie, jak widzę w grudniu, w Madrycie, turystów w sandałach. Jedyne, czego się nabawią, to kataru... Ponadto bardzo zimno jest w hiszpańskich domach, ogrzewanie jest na tyle drogie, że używa się go oszczędnie, a w wielu mieszkaniach, zwłaszcza nad morzem, ogrzewania w ogóle nie ma. Niby nie jest zimno, bo temp. min. to 10 stopni, ale przy wietrze przestaje być miło. I choć dziwnie to zabrzmi, w żadnym innym miejscu nie zmarzłam zimą tak, jak w Hiszpanii nad morzem...



2. Hiszpanie są otwarci.

Zawsze powtarzam, że co innego być otwartym, a co innego być ekstrawertykiem. Niby to samo, ale jednak nie. Hiszpanie są na co dzień raczej pomocni, uśmiechnięci i dobrze nastawieni do świata. Na pewno życzliwi i sympatyczni, sprawia to wrażenie owej otwartości... Ale... tak naprawdę większość, zwłaszcza, w małym miastach, nigdy nie wyściubiło nosa poza swoje pueblo. Nie lubią się uczyć języków, przez co sami zamykają sobie okno na świat, ciężko ich też przekonać, że istnieje inne jedzenie poza hiszpańskim. Choć sporo się w tej kwestii zmienia, młodzi ludzie więcej podróżują niż ich dziadkowie, przez co są bardziej otwarci, ale nadal mentalność niektórych jest dość specyficzna. Łatwo tu o znajomych, kolegów, ludzi z którymi można iść na piwo i porozmawiać o głupotach, ale żeby się z kimś naprawdę zaprzyjaźnić, to już inna historia.

3. W Hiszpanii je się same ryby i owoce morza.

Kolejny mit. Znam dużo Hiszpanów, którzy ryb w ogóle nie lubią... Owoce morze są dość drogie, na pewno codziennie się ich nie je. Natomiast mięso spożywa się w każdej postaci i każdego rodzaju: świnie, owce, krowy, byki. Nic się tu nie zmarnuje, przysmakiem jest tu np. świńskie ucho czy byczy ogon. Ucha nie lubię, ze względu na chrząstki, natomiast gulasz z ogona jest jednym  z moich ulubionych dań. To tak naprawdę gulasz wołowy, z warzywami, duszony w winie, czasem z dodatkiem grzybów lub czekolady. Innym mięsnym daniem są skórki świńskie lub boczek (toreznos), chrupiące i bardzo kaloryczne. W Katalonii spotkałam się z sałatką z szynkami i kiełbasami, a w regionie Soria (gdzie jest zimno i ciało aż się samo prosi o kalorie) z ogromną ilością wszelkiej maści skórek i boczków. Hiszpania, to chyba jedyny kraj, w którym je się grillowane flaki.  Zarajos - typowe danie dla regionu Cuenca
- jelita jagnięce, marynowane, a następnie zwijane na patyk jak szaszłyk, smażone lub pieczone w piecu.



4. Siesta - spanie po południu

Byłoby cudownie, gdyby ten mit okazał się prawdziwy i dałoby się spać w ciągu dnia, ale tak nie jest. Siesta- czyli przerwa w pracy w godz. 14.00-17.00 służy tak naprawdę temu, żeby pójść do domu i zjeść obiad. Pół biedy jak ktoś mieszka blisko miejsca zamieszkania, ale jak trzeba gdzieś dojechać? Jest to strata czasu. Rozumiem jeszcze, że tak funkcjonują sklepy, ale robić nawet godzinną czy dwugodzinną przerwę w biurze, nie ma zbytniego sensu. Hiszpania słynie z długiego dnia pracy, ale (niestety) z bardzo niskiej efektywności. Przerwa na śniadanie, przerwa na obiad, ludzie zamiast się skupić na robocie, są rozproszeni... 

5. Korrida, palmy i flamenco

Z tymi trzema rzeczami często kojarzy się ten kraj. Palmy są, ale nie wszędzie, w środkowej Hiszpanii ciężko je znaleźć, jeśli ktoś lubi to drzewo, to polecam Andaluzję i wybrzeża (nie północne). Korrida- to w tej chwili dość kontrowersyjny temat, coraz więcej miast odchodzi od tej barbarzyńskiej tradycji, choć nadal ma wielu zwolenników, zwłaszcza w Andaluzji. Regularnie organizowane są protesty przeciwko walce byków, dla wielu Hiszpanów nie jest to tradycja, a zwyczajna rzeź... Flamenco- i znowu polecam Andaluzję, żeby je zobaczyć, znajdują się tam najlepsze szkoły tańca, co za tym idzie, można tam popatrzeć na najlepsze występy. Andaluzyjczycy mają coś w sobie, że lubią śpiewać, nucić, siedzieć sobie z gitarką i grać. Jesteś w barze, pijesz wino i nagle ktoś sam z siebie, zaczyna tańczyć... i nie trzeba specjalnie szukać koncertu.